Saudowie chcą pobić Microsoft. Wizja najdroższej firmy świata może prysnąć przez zmiany klimatu

To miał być debiut, jakiego świat jeszcze nie widział. Kiedy rok temu Saudi Aramco, narodowy koncern naftowy Arabii Saudyjskiej, szykował się do wejścia na giełdę, mówiło się o wycenie sięgającej nawet dwóch bilionów dolarów. To więcej niż Microsoft i Apple łącznie. Marzenie jednak ulatnia się wraz ze wzrostem globalnej temperatury.

Inwestorzy zaczynają wątpić, czy w czasach sterowania gospodarkami w kierunku zeroemisyjności, handel ropą wciąż jest tak bardzo opłacalny.

Bizblog.pl poleca:

Jako że spółka jest państwowa, autorem pomysłu wejścia na giełdę nie mógł być nikt inny jak sam książę Mohammed ibn Salman. Następca tronu szczegółowo określił, że naftowy gigant powinien wyemitować 5 proc. akcji za 100 mld dol. To oznaczałoby, że łączna kapitalizacja sięgnęłaby 2 bilionów zielonych.

Do IPO ostatecznie nie doszło. Tak samo zresztą, jak rok i dwa lata wcześniej, bo Aramco do debiutu przymierza się od lat. Spółka przestraszyła się podobno, że nie uda jej się uzyskać zakładanej wyceny. Wielkie wejście na światowe parkiety (w grę poza giełdami w Arabii Saudyjskiej wchodziła też nowojorska NYSE czy LSE w Londynie), odłożono nieoficjalnie na rok 2019.

Quo vadis, ropo?

Ten już nadszedł, a wraz z nimi kolejne wątpliwości, czy wydobywanie ropy ma przed sobą jakąkolwiek przyszłość.

Saudi Aramco to naprawdę ciekawy test, czy rynek poważnie podchodzi do ustalania cen ryzyka związanego z transformacją energii — mówi Natasha Landell-Mills z Sarasin & Partners, cytowana przez agencję Reutera.

Pojawiają się głosy, że debiut Aramco jest dzisiaj spóźniony o jakieś 5 do 10 lat. W ostatnich latach spółki gazowe i naftowe są bowiem naciskane przez akcjonariuszy, by wykazywać troskę o klimat i ograniczać swój ślad węglowy. I nie są to tylko słowa rzucane na wiatr. LGIM usunął parę miesięcy temu ExxonMobil ze swojego wartego 6,3 mld dolarów funduszu.

Powód? Spółka paliwowa odmówiła przyjęcia celów dot. redukcji emisji dwutlenku węgla. Wspomniany wcześniej Sarasin&Partners ogłosił w podobnym czasie, że pozbywa się 20 proc. udziałów w Shell.

Zejść do półtora biliona

Pojawiają się też głosy, że ibn Salman powinien zejść z wyceną do 1,5 biliona dolarów. To wciąż byłaby rekordowa wycena. Apple w szczytowym momencie przebił bilion. Obecnie nieco stracił i o pałeczkę pierwszeństwa walczy z Amazonem i Microsoftem. Ich wartość krąży w granicach 800-900 mld dol.

Eksperci są jednak zdania, że swoje „okienko pogodowe” (w dosłownym sensie) Saudi Aramco już przespało. Coraz więcej przedsiębiorstw odcina się od finansowania brudnych źródeł energii. Naftowy potentat musi wiarygodnie uzasadnić, że jest w stanie zarabiać pieniądze w nowym, niskoemisyjnym świecie. Unia Europejska dąży przecież do całkowitego zaprzestania emisji CO2 do 2050 r. A to stawia pod znakiem zapytania wartość rezerw ropy Arabii Saudyjskiej.

Dalsza zwłoka może spowodować, że Aramco nie dość, że nie osiągnie wymarzonych 2 bilionów kapitalizacji, to jeszcze spadnie za jednego z technologicznych tech-gigantów.

Cała sytuacja jest zresztą o tyle paradoksalna, że bin Salman określił wprost, na co monarchia ma zamiar przeznaczyć środki uzyskane ze sprzedaży części Aramco.

Pieniądze mają zostać wpompowane w… OZE

Można więc powiedzieć, że członek rodziny królewskiej sam kopie dołki pod Aramco. Na zewnątrz zachęca do inwestowania w przemysł naftowy, a w kraju pokazuje w tym czasie: „stop”, inwestujemy w energię słoneczną.

Pierwsze kroki w tym kierunku były już podejmowane. Saudowie wraz z japońskim SoftBankiem (który teraz inwestuje w wieżę do magazynowania energii), chcieli zbudować największą elektrownię solarną na świecie. W październiku 2018 r. ogłoszono jednak zawieszenie prac. Śmiały projekt o nazwie Wizja 2030 trochę się więc ślimaczy. A fiasko IPO Aramco raczej nie pomoże w jego rozruszaniu.