Tego jeszcze nie było. Linie lotnicze namawiają do jeżdżenia pociągami. I przekonują, że to się bardziej opłaca

Czy wiesz, że lot z Amsterdamu do Brukseli trwa dłużej niż podróż pociągiem? To pytanie nie jest wbrew pozorom częścią reklamy jednego z przewoźników kolejowych, a cytatem z witryny stworzonej przez… KLM, czyli holenderskimi liniami lotniczymi. O co tutaj chodzi?

KLM ruszyło niedawno z akcją pod nazwą Fly Responsibility. Przewoźnik jest chyba pierwszą linią na rynku, która w tak radykalny sposób zaczęła walczyć z wizerunkiem samolotów jako trucicieli środowiska.

Holendrzy odpalili specjalną stronę internetową, na której piszą, w jaki sposób można ograniczyć szkody wynikające z przemieszczania się w powietrzu. Namawiają na niej do wykupienia specjalnej usługi, z której środki przeznaczane są na sadzenie drzew w Panamie i zabieranie ze sobą lżejszego bagażu (bo mniej kilogramów, to mniejsze zużycie paliwa).

Zobacz także

Sami chwalą się w tym czasie wykorzystywaniem biopaliwa, które ma zmniejszać emisję CO2 o 85 proc. z każdego lotu. KLM pisze, że wobec braków tego paliwa na rynku, buduje własny zakład w Holandii.

Instalacja będzie się opierać na regionalnych, organicznych strumieniach odpadów, takich jak zużyty olej kuchenny i pozostałości z innych gałęzi przemysłu w regionie Beneluksu – czytamy.

Linie lotnicze a globalne ocieplenie

Kampania jest wyraźnym sygnałem, że linie lotnicze zaczynają poważnie obawiać się o swój wizerunek. Nie każdy stanie się wprawdzie Gretą Thunberg i nie przesiądzie się na stałe do innych środków lokomocji, niechęć wobec przewoźników jest jednak widoczna. Media piszą już nawet o flygskam, czyli wstydzie z powodu latania.

Nawet jeżeli mówienie o szeroko rozpowszechnionym trendzie jest w tym wypadku nieco przesadzone, faktem jest, że linie lotnicze mają coraz gorszą prasę. Samoloty odpowiadają za 2 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla. To niby niedużo, ale problemem jest ich niska efektywność energetyczna w przeliczeniu na jednego pasażera.

Sam postanowiłem przeprowadzić zresztą mały eksperyment i policzyłem sobie za pomocą kalkulatora do wyliczania śladu węglowego, ile ton CO2 uwalnia się za moją sprawą do atmosfery. Okazało się, że – głównie przez wspomniane loty – przekraczam średnią europejską (10 ton) prawie dwukrotnie. A to daje do myślenia.  

Co więcej, podniebni przewoźnicy trafili też na listę największych trucicieli środowiska. Ryanair jest w pierwszej 10 największych producentów dwutlenku węgla w Europie, a wyprzedza go tylko kilka elektrowni z naszym Bełchatowem na czele. W czołówce znajduje się też EasyJet, Lufthansa, Norwegian i British Airways.

Jeszcze pewien czas temu na te dane można byłoby zapewne machnąć ręką. Tematy związane z ochroną środowiska niezbyt interesowały konsumentów, którzy skupiali się przede wszystkim na cenie. Ale w tej materii coś się zmienia. Rosnące w zatrważającym tempie średnie temperatury przemawiają do ludzkiej wyobraźni bardziej niż odczyty ze statystykami. I powoli dochodzimy jako klienci do punktu, w którym przestajemy tolerować przedkładanie niskich cen nad wpływ na nasze bezpośrednie otoczenie.

Powoli w dojrzewaniu do tej decyzji pomagają nam działania odgórne.

Szwecja w ubiegłym roku wprowadziłą podatek od latania. W zależności od długości trasy koszt biletu wzrósł w ten sposób od 25 do nawet 180 zł. Efekt? Według Swedavi, szwedzkiego operatora lotnisk, od stycznia do marca 2019 r. liczba pasażerów spadła o 4 procent (loty międzynarodowe) i o 5 procent na trasach krajowych w stosunku r/r. Analogiczny podatek ma rozważyć też Komisja Europejska.

Kampania KLM szybko spotkała się z oskarżeniami o próbę wybielenia firmy. Holendrzy z jednej strony namawiają bowiem do rezygnacji z krótkich lotów, z drugiej – nie zamierzają ich likwidować.

Koniec końców globalne ocieplenie dotknie jednak lotniczy biznes niezależnie od nastawienia klientów.

Rosnące temperatury powodują, że coraz częściej trzeba odwoływać połączenia. W 2017 r. American Airlines musiało odwołać w ciągu tygodnia 40 lotów. Wszystko z powodu temperatury przekraczającej 48 st. C.

Na tym jednak nie koniec kłopotów, bo piloci twierdzą, że warunki do latania w ostatnich latach znacznie się pogorszyły.

Zawsze musieliśmy nieco zbaczać z kursu, jednak nigdy nie czuć było takiego gniewu pogody, który pojawił się wraz ze zmianami klimatu. Obecnie musimy latać znacznie ostrożniej – pisała na swoim blogu Laura Einsetler, która samolotami lata komercyjnie od 30 lat.