Sąd Najwyższy wydał pierwszy wyrok ws. frankowiczów. Rynek zgłupiał

Sąd Najwyższy stwierdził, że jeśli zostanie stwierdzona nieważność umowy kredytowej, roszczenia banku i konsumenta są niezależne i nie ulegają automatycznie wzajemnej kompensacji – to dobra wiadomość dla frankowiczów. SN uznał również, że bieg przedawnienia liczy się od momentu, gdy konsument dowiedział się, że ma w umowie postanowienia o niedozwolonym charakterze i właściwie wydłużył bankom czas na pozywanie klientów o zwrot kapitału – nie będzie więc mieszkań za darmo. Przy tym ani słowa o wynagrodzeniu za bezumowne korzystanie z kapitału banku. To pierwsze z dwóch kluczowych orzeczeń Sądu Najwyższego, na które od miesięcy czekają obie strony. W reakcji WIG_Banki na GPW trochę się pogubił.

Po wyroku SN nie ma ani zaskoczenia, ani euforii. Po żadnej ze stron. WIG _Banki po orzeczeniu SN wygląda, jakby nie wiedział, jak ma się zachować, a przypomnę, że SN wydał komunikat o godz. 13.30.

Sąd Najwyższy miał 7 maja odpowiedzieć na dwa pytania sformułowane przez Rzecznika Finansowego.

Pierwsze dotyczyło tego, czy w razie unieważnienia umowy frankowej stronom umowy przysługują roszczenia (dotyczące bezpodstawnego wzbogacenia). Jeśli tak, to drugie pytanie brzmi: czy rozliczenie powinno zostać przeprowadzone zgodnie z tzw. teorią dwóch kondykcji czy teorią salda. Z tym kwestiami wiąże się też pytanie, od kiedy liczy się bieg przedawnienia.

Bizblog.pl poleca

Teoria dwóch kondycji wygrywa

Rzecznik Finansowy stał na stanowisku, że teoria salda jest błędna, nie ma podstawy w przepisach i przede wszystkim jest niekorzystna i krzywdząca dla konsumentów.

Sąd Najwyższy też tak uznał, orzekając, że roszczenia banku i konsumenta są niezależne, nie ulegają automatycznie wzajemnej kompensacji, a więc to dobra wiadomość dla frankowiczów.

Jeżeli (..) umowa kredytu nie może wiązać, konsumentowi i kredytodawcy przysługują odrębne roszczenia o zwrot świadczeń pieniężnych

– powiedział prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego sędzia Dariusz Zawistowski.

To oznacza, że w przypadku unieważnienia umowy przez sąd, strony muszą rozliczyć się według tzw. teorii dwóch kondycji, a konsument może żądać zwrotu całości spłaconych rat kredytu niezależnie od tego „czy i w jakim zakresie jest dłużnikiem banku”.

Kredytodawca może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna

– dodał sędzia Zawistowski.

To przede wszystkim oznacza, że banki też mają prawo żądać zwrotu pożyczonego kapitału i najgorszy dla banków scenariusz – mieszkania za darmo – się nie ziścił. Zresztą zawsze był on mało prawdopodobny.

Warto zwrócić uwagę, że mowa o zwrocie świadczenia, nie ma jednak słowa o możliwości żądania przez bank wynagrodzenia za udostępnienie kapitału. SN z jednej strony nie powiedział, że banki mogą się takiego wynagrodzenia domagać, ale nie powiedział też, że nie mogą, drzwi są zatem nadal otwarte, a sprawa nierozstrzygnięta.

Bieg przedawnienia, gdy umowa definitywnie bezskuteczna

Natomiast radca prawny Damian Nartowski, komentując na gorąco na Twitterze wyrok SN podkreśla, że przedawnienie roszczeń banku, w przypadku nieważnej umowy, rozpoczyna się z chwilą, gdy stała się ona definitywnie bezskuteczna. Następuje to, gdy konsument należycie poinformowany o skutkach nieważności, odmawia naprawienia wadliwych postanowień lub nie udziela odpowiedzi.

A to oznacza, że biegu przedawnienia nie można liczyć od momentu zgłoszenia pierwszej reklamacji klienta czy złożenia pozwu do sądu. To również całkiem korzystne dla kredytobiorców orzeczenie.

„Skoro bank nie może do czasu definitywnego upadku umowy domagać się zwrotu świadczenia spełnionego na jej podstawie, a w szczególności zwrotu kapitału udostępnionego konsumentowi, to nie może również rozpocząć biegu przedawnienia tego roszczenia”

– powiedział sędzia sprawozdawca Roman Trzaskowski.

SN zwala winę na polityków

Ciekawe, że sędzia sprawozdawca pozwolił sobie na uwagę, że problematyka kredytów walutowych powinna być już dawno rozstrzygnięta przez ustawodawcę.

Przyznał jednocześnie, że treść uchwały Izby Cywilnej SN wcale nie odpowiada dokładnie na pytania Rzecznika Finansowego i pytania te „przeformułowuje”.

„Sąd Najwyższy nie może i nie chce uchylać się od przedstawionych mu do rozstrzygnięcia zagadnień, ale może działać tylko w zakresie, którego dotyczył wniosek Rzecznika Finansowego”

– powiedział Trzaskowski.

A więc najpierw TSUE, na który wszyscy liczyli (w tym również SN) orzekł 29 kwietnia, że problem kredytów walutowych powinny rozwiązać sądy krajowe i uchylił się przed odpowiedzią na pytanie o bieg przedawnienia.

Teraz niepełny skład Izby Cywilnej SN zrzucił odpowiedzialność za rozwiązanie tego problemu na ustawodawcę i też trochę robił uniki przed pytaniami Rzecznika Finansowego.

Kolejny odcinek telenoweli 11 maja, kiedy pełny skład Izby Cywilnej SN ma odpowiedzieć na sześć pytań I Prezes Sądu Najwyższego dotyczących frankowiczów.

Komentarz dra Piotra Bodył-Szymala, radcy prawnego Monitor Prawa Bankowego:

Dzisiejsze rozstrzygniecie Sądu Najwyższego jest istotne co najmniej z paru powodów. Po pierwsze dlatego, ze uzyskało moc zasady prawnej, a zatem wszystkie składy Sadu Najwyższego od dziś będą musiały się do tego stosować. Po drugie dlatego, że przesądzone zostało w dzisiejszej uchwale, że gdyby nieważność umowy stała się faktem – a już wiemy, patrząc na rozstrzygnięcie TSUE, że jest to opcja niepożądana, ale czasami może się przytrafić, to każda ze stron rozlicza się osobno, a roszczenia banku przedawniają się licząc od momentu, kiedy bezskuteczność umowy stała się definitywna, a nie od momentu, gdy umowa – czy precyzyjniej – bezskuteczna umowa, została zawarta.

Dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ jest to kolejny dowód na próbę połączenia reguł prawa z zasadami społecznej gospodarki rynkowej. To ważny i cenny sposób myślenia i opisywania rzeczywistości, w której funkcjonujemy. Wreszcie, warto też odnotować, że sędziowie Sądu Najwyższego zwrócili uwagę, że nie uchylając się od odpowiedzi na palące problemy, dostrzegają potrzeby ingerencji ustawodawcy, co się tyczy tych spraw.