Sąd Najwyższy po stronie frankowiczów w bardzo nietypowej sprawie. Ależ ZBP musiał się zdziwić

Sąd Najwyższy pozwolił nazywać Związek Banków Polskich „popychadłem banków zagranicznych”, bo według SN pogardliwe słowa padły w sporze o ważne społeczne kwestie (kredyty frankowe). W dodatku uwzględnił uzasadnione w tej sprawie emocje. Ale ostrożnie na przyszłość, bo obelgi trzeba solidnie uzasadnić.

Spór o kredyty frankowe jest gorący od dawna, a przez lata jego twarzą był Maciej Pawlicki – producent telewizyjny i filmowy oraz publicysta, który zaangażował się w ruch obrony frankowiczów i znany był z ostrego języka i twardej retoryki

W końcu któregoś dnia przegiął. Poszło o artykuł w tygodniku „wSieci” w kwietniu 2015 r., w którym Pawlicki po raz kolejny atakował „bankowych lobbystów”, pisząc o ZBP: „popychadło banków zagranicznych dla niepoznaki zwane Związkiem Banków Polskich”.

Bizblog.pl poleca

Przeprosiny, grzywna, a koniec ludzka wyrozumiałość SN

ZBP się wściekł i poszedł do sądu. Sąd okręgowy uznał, że ZBP ma rację, bo sformułowanie „popychadło zagranicznych banków” sugerowało, że Związek jest marionetką w rękach zagranicznych banków, a dodatkowo kontekst kredytów frankowych postrzeganych jako „toksyczne” mógł narazić ZBP na utratę zaufania – pisze „Rzeczpospolita”. Sąd okręgowy kazał Pawlickiemu przeprosić.

Na tym nie koniec, bo sprawa trafiła do Sądu Administracyjnego w Warszawie, a ten był jeszcze bardziej surowy dla publicysty i nałożył zarówno na niego jak i na wydawcę gazety, w której artykuł się ukazał karę 8 tys. zł na cele społeczne. SA uznał, że Pawlicki świadomie pomówił ZBP.

Ale najsłynniejszy polski frankowicz nie odpuścił i poszedł walczyć do Sądu Najwyższego. I wygrał.

SN oddalił pozew Związku Banków Polskich, bo uznał, że Maciej Pawlicki tymi niezwykle mocnymi słowami zwracał uwagę na niezwykle ważny społecznie problem oraz na rolę, jaką odegrały w nim banki.

Ochrona dóbr osobistych. Prawo nie zakazuje pogardy

Ale najciekawsze jest to, że SN wziął pod uwagę emocje, uznając, że mają prawo się pojawić w debacie publicznej, podobnie jak subiektywne oceny, choćby wydawały niesprawiedliwe i krzywdzące dla ocenianego. Cóż, taka natura subiektywnych ocen, co nie znaczy, że należy zakazywać ich formułowania. 

Ale przecież słowo „popychadło” jest pogardliwe! Owszem – uznał Sąd Najwyższy. Ale emocji i uczuć, w tym pogardy wobec pewnych postaw czy zachowań, prawo nie zakazuje – twierdzi SN.

I nie ma znaczenia, że pogarda ta jest dla kogoś przykra. 

Zaskakujące? Związek Banków Polskich się na pewno zdziwił, szczególnie po dwóch pierwszych wygranych. Chodziło tu przecież o ochronę dóbr osobistych i sprawa wydawała się wcale nie tak skomplikowana. Ale jest granica pomiędzy ochroną tych dóbr a cenzurą. Według SN  granica ta może się przesunąć, kiedy w grę wchodzą emocje i najwyraźniej krytykujący może więcej.

Ale to nie znaczy, że od teraz można dowolnie obrażać każdego w ramach wolności słowa i prawa do krytyki, więc ostrożnie, bo Maciej Pawlicki przynajmniej udowodnił, że przecież ZBP zrzesza również banki z kapitałem zagranicznym, a więc reprezentuje ich interesy.