Rządowe restrykcje trzeszczą w szwach, a Polska siedzi na beczce prochu. Już co drugi Polak mówi „dość”

No i rozlało się. Fryzjer i górale pociągnęli za sobą resztę Polski. Kolejne firmy ogłaszają, że na dniach uruchamiają z powrotem działalność wbrew zakazom. Powstała nawet „interaktywna mapa wolnego biznesu”. I „rebelianci” chyba na brak klientów nie będą narzekać, bo już ponad połowa Polaków nie chce dłużej lockdownu. A jak się dowiedzą, że to wszystko potrwa nie do końca stycznia, a do kwietnia…

Od tygodni, miesięcy przedsiębiorcy błagali rząd, żeby zniósł zakazy działalności w poszczególnych sektorach gospodarki, bo ich biznesy zaraz upadną. Błagali, ale się do zakazów stosowali. Aż w końcu się wściekli i powiedzieli dość.

Bizblog.pl poleca

Hotel w Radomiu, klub nocny w Rybniku, klub muzyczny w Witonii, restauracje z Nowego Tomyśla i Obornik Śląskich. Do tego przynajmniej 11 restauracji w Olsztynie, gdzie ruchowi nieposłuszeństwa wobec rządowych restrykcji przewodzi Paweł Tanajno.

Źródło: Facebook

„Słyszałem, że teraz w Skoczowie będzie się otwierać restauracja. Podobnie w Gliwicach i Zabrzu. W Bielsku też jest działająca restauracja – wyliczał na antenie Radia Bielsko Tomasz Kwiek, o którym zrobiło się głośno w ubiegły weekend, bo chyba jako pierwszy w Polsce postanowił oficjalnie otworzyć swoją restaurację „U Trzech Braci” w Cieszynie, przyjmując gości stacjonarnie mimo zakazu, czym ściągnął na siebie sanepid i dziesięć radiowozów.

Ich wszystkich do łamania rządowych restrykcji zachęcił przykład fryzjera z Prudnika, który strzygł mimo zakazu, dostał karę od sanepidu, a sąd uznał, że niesłusznie, bo zakazy rządowe nie mają wystarczającej mocy prawnej.

Za fryzjerem poszli górale, którzy zapowiadają, że mimo przedłużenia lockdownu do końca stycznia (na razie) i tak otworzą swoje biznesy od 18 stycznia. I nawołują, by ruch nieposłuszeństwa, który nazwali „góralskim veto”, rozlał się na całą Polskę. 

Zadziałało. Z godziny na godzinę kolejne firmy dołączają do ruchu #otwieraMY. Powstała nawet „interaktywna mapa wolnego biznesu”, na której oznaczają się firmy zamierzające działać normalnie wbrew zakazom.

I wygląda na to, że na brak klientów nie będą narzekać.

„Brawo”

Pod informacjami o kolejnych firmach wypowiadających posłuszeństwo rządowi mnożą się komentarze pokazujące, że Polacy są z „rebeliantami” (pisownia oryginalna):

„Brawo. Wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach.”

„Nie bedzie grupa nieudeczniakow z PiS wodzic za nos 38 mln Polakow”

„BRAWO ! czekamy na pozostale branze i zakonczenie tej nielegalnej farsy z blokowaniem przez grype…”

„Nareszcie Polacy się budzą z tej dyktatury i niszczenia gospodarki!!!”

„BRAWO oby więcej takich posunięć. PIS zniszczy nas wszystkich myśląc tylko o swojej chorem zachłannej ambicji. MAMY DOŚC CHORYCH DECYZJI WŁADZ.”

„Brawo, niech wszyscy pójdą tą drogą a zakońćzymy ten covidowy cyrk!”

„I bardzo dobrze!!!!! Otwierajcie się!!!!! Jak Was się otworzy kilku czy kilkunastu to Policja i SSanepid dadzą sobie z Wami radę, jak Was się otworzą tysiące to się zesrają i rady sobie nie dadzą!!!! OTWIERAJCIE SIĘ!!!!!!! KONIEC Z DEBILNYM, BEZPRAWNYM LOCKDOWNem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”

„Żadnych kar nie zapłacicie, jeśli solidarnie odmówicie przyjęcia mandatów od milicji, bądź nic nie mogącego gis, gdyż obostrzenia wydane przez murawieckiego, nie mają mocy prawnej, są nie konstytucyjnym bublem. To wy restauratorzy, właściciele hoteli, branży fitness i innych, powinniście już dawno składać zbiorowe pozwy przeciwko murawieckiemu, gdyż popełnił on szereg przestępstw, wydając rozporządzenia niezgodne z Konstytucją RP, przez co naraził was, skarb państwa, oraz tysiące Polaków na ogromne straty.”

To tylko próbka. Cześć komentujących zwraca uwagę, że ten bunt doprowadzi do eskalacji epidemii i uważa, że łamanie restrykcji jest nieodpowiedzialne.

„Z chwilą otwarcia będę dzwonił na Policje i do sanepidu. Przez ten rok jeszcze wszystko powinno być zamknięte, aby wszyscy najpierw mogli się zaszczepić i aby ten śmiercionośny wirus już nie był groźny. Dzisiaj czytałem, że pilot samolotu na czas pandemii poszedł do pracy na budowie, więc Ci Panowie też mogą iść do innej roboty. Koniec zabawy.”

„Ja bym takim debilom pozwolił otworzyć,ale jednocześnie byli by to ludzie bez prawa do leczenia w razie zachorowania i bez żadnej pomocy od państwa….”

Ale to mniejszość. I potwierdzają to badania.

Już 56 proc. Polaków mówi „nie” narodowej kwarantannie i nie chce jej wydłużenia, jak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland przeprowadzonego na zlecenie „Gazety Wyborczej”. Tylko jedna trzecia respondentów chce dalszych ograniczeń ze względu na sytuację epidemiologiczną.

Samorządy też staną przeciw rządowi?

Jakby tego było mało, przeciw rządowi coraz częściej są nie tylko przedsiębiorcy, obywatele, ale również może dołączyć do nich władza samorządowa.

Dotąd wiele było oficjalnych głosów samorządowców, szczególnie z gmin górskich, którzy apelowali do rządu o otwarcie gospodarki. To nic nowego. Jednym z ostatnich jest Roman Krupa, wójt gminy Kościelisko, który niedawno mówił BusinesInsiderowi:

– Nie ma się co dziwić (takim akcjom – red.), bo te emocje społeczne rosną z dnia na dzień. My jako samorządowcy cały czas oczekujemy jednak od strony rządowej odniesienia się do naszych propozycji. Przygotowaliśmy cały pakiet rozwiązań dotyczących przedłużenia ferii, pakiet sanitarny dotyczący funkcjonowania hoteli i gastronomii – chcielibyśmy, by w oparciu o te zasady branże turystyczne mogły zacząć funkcjonować od 18 stycznia”.

I dodał: 

„Jeżeli tak się nie stanie, to rzeczywiście za chwilę będziemy świadkami tego rodzaju sytuacji, kiedy mimo zakazu ze strony rządowej, te działalności będą otwierane. […] Cały czas mam nadzieję, że uda się tego uniknąć” – podkreślał wójt.

A więc, podobnie jak inni samorządowcy, nadal próbuje wywierać wpływ na rząd, ale sugerując jednocześnie, że otwieranie biznesów wbrew zakazom to złe rozwiązanie.

Za chwile może się jednak okazać, że władze samorządowe jawnie staną przeciw władzy centralnej.

Jeden z restauratorów z Legionowa, ogłaszając, że również zamierza otworzyć swój lokal, napisał na swoim Facebooku:

„Dłużej czekać nie będziemy. Rozmawiałem dzisiaj z właścicielami wielu restauracji w Legionowie, każdy z nas ma dosyć każdy ma rodziny i każdy ma prawo do pracy. Mamy pracowników, za których jesteśmy odpowiedzialni. Otwieramy się w poniedziałek. Mamy wsparcie Prezydenta Legionowa Romana Smogorzewskiego”

– napisał Maciej Adamski, właściciel restauracji Q&Q Legionowo.
Źródło: Facebook

Czy rzeczywiście prezydent miasta wspiera buntowników?

„Jest to protest przedsiębiorców i aby uniknąć nadania mu, szczególnie przez media ‚narodowe’, charakteru politycznego Urząd Miasta Legionowo ani Prezydent Miasta Legionowo nie będą wypowiadać się w tej sprawie.”

A więc nie mówi nie, oficjalnie umywa ręce i najwyraźniej nie ma zamiaru pomagać w egzekwowaniu zakazu działalności.

Mam wrażenie, że samorządowcy za chwilę zaczną jednak jawnie wspierać buntujących się przedsiębiorców. Szczególnie że rząd daje im kolejny powód, by iść z nim na zwarcie.

Jak wynika z wyliczeń profesorów Pawła Swianiewicza i Jarosława Flisa, o których pisze środowy „Dziennik Gazeta Prawna”, gminy dostają rządowe pieniądze na wsparcie według politycznego klucza. Z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych (RFIL) te gminy, w których rządzą politycy związani ze Zjednoczoną Prawicą dostały ponad 10-krotnie więcej pieniędzy w przeliczeniu na głowę mieszkańca niż te, w których rządzi opozycja.

Nietrudno zgadnąć, gdzie bunt może się nasilać.

Do kwietnia Polacy nie wytrzymają

Już teraz w Polsce wrze. A oficjalna wersja jest taka, że restrykcje zostały przedłużone do końca stycznia. Czy jednak ktoś wierzy, że rzeczywiście od lutego wrócimy do jakiejś normalności?

Pewnie nie. A więc kiedy? Najbardziej prawdopodobny jest kwiecień. Stało się to jasne właściwie już we wtorek, kiedy niemiecki dziennik „Bild” napisał, że kanclerz Angela Merkel wskazała początek kwietnia jako termin luzowania restrykcji w Niemczech. I to najwcześniej. Polska twitterowa bańka natychmiast uznała, że nie ma szans, by Polska wróciła do życia wcześniej niż nasi zachodni sąsiedzi.

Potwierdzają to wcześniejsze przecieki. Kilka dni temu prezes Green Caffe Nero Adam Ringer w rozmowie z money.pl zdradził, że na spotkaniu z wiceminister rozwoju Olgą Semeniuk przedsiębiorcy wprost usłyszeli, że o luzowaniu obostrzeń przed kwietniem raczej nie będzie mowy.

W środę przyznał to minister finansów.

„W ciągu najbliższych 2-3 tygodni obostrzenia powinny być mniejsze, a na przełomie pierwszego i drugiego kwartału tego roku 80 proc. z nich „zacznie znikać”

– powiedział money.pl.

A więc kwiecień. O ile dobrze pójdzie. Niemcy wytrzymają. Z sondażu przeprowadzonego przez instytut YouGov wynika, że prawie dwie trzecie niemieckich respondentów opowiada się za kontynuowaniem obostrzeń z przynajmniej taką samą surowością jak dotąd. Za całkowitym zniesieniem lockdownu opowiada się tylko jeden na dziesięciu badanych.

A my? Wątpię. Już teraz siedzimy na beczce prochu. I to zarówno w sensie epidemicznym, jak i w kontekście wojny polsko-polskiej, sądząc po kulturze internetowych komentarzy.