Pamiętacie, jak skarbówka straszyła, że zrobi porządek z flipperami? Oto co z tego wynikło

Ministerstwo Finansów straszyło, że wyjmie asa z rękawa i uderzy we flipperów oraz inwestorów trzymających pustostany. Spod ręki wypadła mu jednak piątka kier, bo resort rozwoju przyznał, że nikt nie ma pomysłu, jak się za to zabrać. Rząd miał chyba nadzieje, że ogra spekulantów licytując z pokerową miną.

Pod koniec listopada wiceminister resortu finansów Piotr Sarnowski zapowiadał, że rząd wytoczy ciężkie działa i zajmie się zbijaniem wysokich cen mieszkań. Jego zdaniem problem leży w działalności spekulantów, którzy w dynamicznym wzroście wartości nieruchomości widzą szansę na ustawienie się do końca życia.

Rząd kontra flipping

Idąc tym tropem urzędnicy zidentyfikowali dwóch wrogów. Pierwszy to osoby, które kupują nowe lokale i zostawiają je w stanie surowym. Eksperci alarmują, że winę za to ponoszą m.in. wprowadzone w trakcie pandemii przepisy, uniemożliwiające eksmisję niepłacących lokatorów, ale tym rząd akurat nie zamierza się przejmować.

Drugi wróg to flipperzy. Wielu z nich rezerwowało sobie mieszkania po starych, dużo niższych cenach, urządzało je i sprzedawało z dużą przebitką.

Rynek nieruchomości to jeden z centralnych tematów, którym będzie zajmować się Ministerstwo Finansów

– deklarował Sarnowski na antenie Radia Wnet

Prace nad przepisami miały ruszyć w przyszłym roku, tak by na początku 2023 r. mogły już wejść w życie i siać spustoszenie wśród spekulantów. I być może tak rzeczywiście by było gdyby nie to, że rząd blefował. Tak naprawdę nie wie, w jaki sposób dobrać się do skóry typom podbijającym ceny mieszkań.

Bizblog.pl poleca

Ostrzeżenia były czystym pustosłowiem. Przyznał się do tego Piotr Uściński, wiceminister rozwoju i technologii, Dopytywany przez dziennikarkę Interii zaczął, że on i jego koledzy nawet nie myślą o wprowadzeniu katastru. To akurat zgadza się z wcześniejszymi deklaracjami.

Dalej mamy już coraz bardziej zawstydzające deklaracje bezradności. Pada pytanie, czy rząd zastanawiał się nad próbami obejścia przepisów o pustostanach za pomocą fikcyjnych umów najmu. Minister Uściński ucina, że resort jest na etapie analizowania rynku. Chwilę później dodaje, że w zasadzie jest trochę za wcześnie by mówić o tym, czy wprowadzenie podatku od pustostanów jest w ogóle prawdopodobne.

Wiceszef resortu rozwoju podobnie zapatruje się na prawo antyflipperskie. Wyjaśnia, że problem z jego wprowadzeniem jest zbliżony do tego, z jakim mierzymy się w przypadku pustostanów.

W dużym skrócie: tak naprawdę nic nie mamy. Rzuciliśmy efektowne hasło, wystraszyliśmy rynek, ale na tym koniec. Przepisy może będą, może nie, zobaczymy.

PiS mydli oczy i gra na czas

Z tym zabieraniem się polityków do regulacji branży mieszkaniowej jest jak w tym słynnym powiedzonku o strzyżeniu świni. Dużo kwiku, mało wełny. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że PiS rzucił się na palący społecznie problem obiecując łatwe rozwiązanie, ale nawet nie ma zamiaru zabierać się za jego realizację.

Analizy wskazują, że w przyszłym roku czeka nas cenowa stagnacja, bo deweloperzy nie są w stanie sprzedawać drożej niż w 2021 r. Temat nieco przycichnie, bo wszyscy będą zajęci rosnącymi cenami prądu, gazu, szybującymi w kosmos czynszami i wysłanymi na orbitę przez RPP ratami kredytów.

Polacy będą zaciskać pasa w dyskontach, oszczędzać na kinach i restauracjach. Kto będzie miał wtedy głowę do jakichś tam mieszkań na rynku pierwotnym.