Kredytów nie brali, a podnoszenie stóp słono ich kosztuje. Działaczka Lewicy ma rozwiązanie

Wakacje kredytowe dla posiadaczy mieszkań, a dla najemców figa z makiem. Tak na razie wygląda polityka mieszkalna rządu premiera Morawieckiego. Działaczka Lewicy Razem Anna Bąk zaproponowała, by wprowadzić maksymalne dopuszczalne na rynku ceny najmu. Brzmi głupio? W Berlinie tak nie uważają.

Najemcy mieszkań to grupa, która finalnie najbardziej może dostać po głowie przez cykl podwyżek Rady Polityki Pieniężnej, choć żadnego kredytu w banku nie zaciągali. Zadziałał w ich przypadku ciąg przyczynowo-skutkowy. Gdy po aktualizacji WIBOR-u kredytobiorcy dostali z banków nowe stawki rat, od razu przystąpili do negocjacji z osobami, które wynajmują u nich mieszkania. Na domiar złego po wybuchu wojny w Ukrainie do Polski przyjechały miliony tysięcy uchodźców, a wielu z nich idąc w najem, nakręciło popyt, windując ceny.

Efekt? W maju przeciętny koszt wynajmu był wyższy o 20-40 proc. w porównaniu z 2021 r. (raport  Expander i Rentier.io). Za sporą część tego wzrostu odpowiadały ostatnie miesiące. W Gdyni, Krakowie i Wrocławiu wynajmujący śpiewali sobie za miesięczny czynsz o ponad 20 proc. więcej niż w styczniu. W Warszawie landlordowie domagali się średnio 65 zł za metr kwadratowy. I to bez opłat za prąd i wodę.

Analitycy z think tanku HRE przewidują, że na tym się nie skończy

Jeżeli dojdzie do stagflacji, czyli okresu słabego wzrostu gospodarczego przy wysokiej inflacji, to polski rynek mieszkań na wynajem może zareagować jak rynek amerykański w latach 70. Wówczas ceny nieruchomości wzrosły o 128 proc., a czynsze najmu poszły w górę o 70 proc. – pisze HRE

Bizblog.pl poleca

Śmiechy z kawalerek po 5 tys. zł miesięcznie mogą się wtedy skończyć. Z wynajmu mieszkania w przeciwieństwie do wielu innych usług zrezygnować trudno, dlatego wynajmujący są w uprzywilejowanej sytuacji. Rata kredyty w górę? To my podnosimy cenę wynajmu. Bo dlaczego nie?

Wysokość czynszów najmu w naszym kraju już dawno przekroczyła granice zdrowego rozsądku – oponuje jednak działaczka Lewicy Razem Anna Bąk

I proponuje:

W Polsce potrzebna jest kontrola cen najmu

W tej chwili problem może wydawać się wydumany, ale jeżeli czarne prognozy analityków HR-e zaczną się sprawdzać nie zdziwiłbym się, gdyby pomysł trafił na Wiejską i został poważnie rozpatrzony.

Nie byłaby to zresztą pierwsza próba, bo w Berlinie przymierzano się już do wprowadzenia górnej granicy cen, hamującej zapędy co bardziej chciwych landlordów. Stolica Niemiec w 2020 r. przyjęła ustawę, która określiła wysokość maksymalnego czynszu na 9,80-10,80 euro za metr w zależności od tego, czy mieszkanie było w pełni umeblowane czy nie.

Próba walki z cenami czynszów zakończyła się jednak spektakularną porażką. Rok temu niemiecki Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa była niezgodna z konstytucją. Nie poszło jednak o sam fakt nakładania limitów, co o podział kompetencji na szczeblach władz. Zdaniem TK czynsz maksymalny mógłby uchwalić tylko rząd federalny.

Zamknęło to drogę do dalszych działań berlińskiemu ratuszowi, ale czynsz maksymalny pozostaje opcją, nad którą gabinet Olafa Scholza mógłby się pochylić. Tak samo, jak jego potencjalni naśladowcy z innych krajów w Europie.