Przed nami trzęsienie ziemi na rynku paliw. Zaczyna się gra inwestorów i spekulantów

Na rynku trwają ostatnie przygotowania do sztormu, jaki za niecałe za pół roku może rozszaleć się nie tylko w branży transportu morskiego po wejściu w życie zakazu używania tradycyjnego paliwa do statków. Możliwych scenariuszy jest wiele: od wzrostu ceny ropy po zakłócenia w światowym handlu.

1 stycznia 2020 r. wchodzą w życie nowe zalecenia Międzynarodowej Organizacji Morskiej (International Maritime Organization – IMO), ograniczające dopuszczalną zawartość siarki w paliwie do statków z 3,5 do 0,5 proc.

W nowych zaleceniach IMO 2020 chodzi oczywiście o ekologię — transport morski odpowiada za 12 proc. globalnego zanieczyszczenia powietrza tlenkiem siarki. Lepszej jakości paliwo ma ograniczyć jego emisję do atmosfery.

Armatorzy w najbliższych miesiącach będą musieli przestawić się z ciężkich, zasiarczonych paliw na olej o jakości zbliżonej do tego, jaki jest stosowany w samochodach.

Nie będzie to proste — wielu armatorów nie dysponuje statkami, które mogą być napędzane takim paliwem, a specjalnie okrętowe instalacje do odsiarczania paliwa są drogie: kosztują po 2-3 mln dolarów. Co nie mniej istotne, część rafinerii wciąż nie przestawiło się z produkcji ciężkich olejów na te o niskiej zawartości siarki.

To wszystko musi oznaczać spore zamieszanie zarówno w branży transportu morskiego, jak i na rynku paliw. Duży wzrost popytu na olej napędowy może przynajmniej krótkim okresie wpłynąć także na ceny tego paliwa na stacjach paliw.

Oczywiście nikt tak naprawdę nie wie, co właściwie wydarzy się za pół roku, ale to właśnie jest to, co fundusze hedgingowe kochają najbardziej. Zbliżające się rynkowe zamieszanie jest idealną okazją do zarobienia sporych pieniędzy, o ile właściwie obstawi się nadchodzące trendy.

Jak pisze Reuters, fundusze hedgingowe zaczynają skomplikowaną i ryzykowną grę, obstawiając surowce, branże i firmy, które na zbliżającym się zamieszaniu będą zyskiwać.

Rzadko ma się do czynienia z tak potencjalnie olbrzymim zakłóceniem. Opóźnienia, ograniczona dostępność flot czy zakorkowane porty mogą wywindować koszty transportu do poziomu najwyższego od dekad — mówi agencji John Kartsonas z firmy Breakwave Advisors.

Breakwave Advisors zamierza zarobić na IMO 2020, dlatego uruchomiło fundusz, który będzie inwestował w instrumenty pochodne przewozów sektora suchych ładunków masowych, który szczególnie mocno odczuje nadchodzącą rewolucję ekologiczną.

Z kolei strategia londyńskiego funduszu Svelland Capital zakłada skoncentrowanie się na produktach petrochemicznych, na które w największym stopniu wpływ będą miały nowe regulacje. Jeszcze w lipcu uruchomi fundusz „bezpośredniej ekspozycji na IMO”. Jest przeznaczony dla inwestorów, którzy chcą zająć bezpieczne pozycje, ale nie są zorientowani na rynku instrumentów pochodnych ropy.

To jest największa regulacyjna zmiana na rynku ropy, jaka kiedykolwiek miała miejsce i jej olbrzymi wpływ będzie sięgać daleko poza branżę transportu morskiego — mówi Reutersowi Kenneth Tveter ze Svelland Capital.

Jak wskazuje agencja, eksperci wciąż nie potrafią ocenić, czy na rynku będzie wystarczająca podaż niskosiarkowej ropy, gdy wejdą w życie nowe przepisy. Szacuje się, że na około 60 tysięcy statków pływających po morzach i oceanach całego świata jedynie od 3 do 5 proc. będzie w przyszłym roku wyposażonych w instalacje do odsiarczania.