Znam Mailchimpa i mam doświadczenie facylitacyjne, ale chrzanię takie oferty pracy. Więcej wyciągnę na kasie w Lidlu

Rynek pracy nas rozpieszcza? Na pewno nie tych, którzy „siedząc na kiblu mogą smarować chleb masłem”. I nie tych, którzy czyhają na mieszkanie po dziadkach czy szukają na śmietniku lekko przeterminowanych jogurtów. Pamiętajcie, praca kasjera w dyskoncie to może być naprawdę dobra praca.

Polski rynek pracy jest w doskonałej formie – wynika z danych statystycznych. Pokazuje to i Główny Urząd Statystyczny, i Eurostat. Ten drugi pokazuje zresztą, że brylujemy w Europie. Polska jest trzecim krajem z najniższym bezrobociem – w listopadzie stopa bezrobocia wyrównana sezonowo wyniosła 3,2 proc. Według Eurostatu lepiej jest tylko w Czechach Niemczech, gdzie wskaźniki te wynoszą odpowiednio 2,2 proc i 3,1 proc.

GUS, który stopę bezrobocia liczy nieco inaczej, pokazał odczyt na koniec listopada 2019 r. na poziomie 5,1 proc.

A zatem cudownie, jeśli patrzymy na ilość. A jeśli chodzi o jakość?

Bizblog.pl poleca:

Akt 1. Scena 1. Śniadanie

„Czujesz social media? Znasz Google Analytics, Mailchimpa? Umiesz projektować i realizować programy edukacyjne i rozwojowe? Doskonale. Wystarczy, że potrafisz jeszcze zarządzać projektami i masz doświadczenie trenerskie lub facylitacyjne (rozwiązywanie konfliktów – przyp. red.), a ta praca może być Twoja.”

Warunki? Pełen etat i wynagrodzenie miedzy 2800 a 3300 zł na rękę. Do tego przyjazna atmosfera i co poniedziałek wspólne śniadania. Praca w Warszawie (pewnie w Mordorze – przyp. red.).

Doskonale! Twoje koszty życia to przede wszystkim mieszkanie. Wynajmujesz pokój w mieszkaniu studenckim za 1 tys. zł, o ile nie masz wysokich wymagań, że ma być ładnie, blisko centrum i przestronnie, czyli więcej niż 8 mkw. Jeśli masz, płacisz za pokój nawet 1500 zł. Na życie zostaje jeszcze 1300-1800 zł. Dużo.

Gorzej, jeśli nie jesteś już studentem. (Czy studenci mają doświadczenie facylitacyjne?). A już najgorzej, jeśli nie jesteś studentem już od dawna i nie masz ochoty mieszkać w komunie ze studentami. Myślisz: jestem dorosły, najwyższy czas żyć normalnie. Wynajmujesz w Warszawie kawalerkę. Koszt? 2200 zł. Na życie zostaje 600-1100 zł.

Bez komentarza. Nie będę się czepiać. Przychodzi mi jedynie do głowy, że może to praca dla tych, którzy:

  1. Mieszkają z rodzicami i do końca życia nie planują tego zmieniać.
  2. Odziedziczyli mieszkanie po dziadkach.
  3. Mają bogatą żonę/męża i pracują wyłącznie dla przyjemności.
  4. Są freeganami, nie kupują jedzenia, tylko zbierają je ze śmietników.

Akt 1. Scena 2. Kasa

Praca na kasie w Lidlu (bo płaci więcej niż Biedronka).

Wymagania? Chęć do nauki i gotowość do pracy w systemie zmianowym. 

Wynagrodzenie? 2766 zł netto na początku pracy, po roku 2900 zł, a po dwóch latach 3200 zł.

Wspólnych śniadań w poniedziałki nie ma. Ale pampersow też już dawno nie. Nie kpię. Doceniam. To niemal tyle samo, co zarobią zarządzający projektami z Mailchimpem, plus bezpłatna prywatna opieka medyczna i Multisport.

Akt 2. Scena 1. Oszustwo

„Podczas rozmowy (rekrutacyjnej – przyp.red.) prezes poinformował mnie, że otrzymam dwie umowy. Pierwsza o pracę na okres miesięczny – 3 tys. brutto, druga na czas nieokreślony nie pamiętam dokładnej kwoty, ale powyżej 3 tys. + wszelkiego rodzaju premie i prowizje.”

Szkolenie. Dowiadujesz się, że mail powinien być krótki, a nie długi, ale nie wiadomo dlaczego. Dowiadujesz się również, że będziesz dojeżdżać do klienta komunikacją miejską na swój koszt. A wynagrodzenie to jednak 2400 brutto (umowa o pracę) i 600 zł brutto premii za sprzedaż.

Akt. 2. Scena 2. Chleb z masłem

Ta sama firma. 

„W łazience jest również kuchnia. To nie żart. Siedząc na kiblu możesz smarować chleb masłem.”

Akt 2. Scena 3. Zeszyt

Wciąż ta sama firma.

„Pierwszego dnia pracy usłyszałam, że powinnam kupić sobie ZESZYT DO NOTOWANIA. Kiedy powiedziałam, że takiego nie mam ze sobą dziś, to dano mi aż trzy kartki papieru od drukarki i padło pytanie „ale długopis to pani już ma?”. Wydawnictwo, w którym nie ma ani papieru, ani długopisów dla pracowników – to nie żart. A z owym zeszycikiem musiałam stawiać się codziennie rano i zdawać relację właścicielowi z tego, co robię. Jeśli nie przyszłam w ciągu jakiś 10 minut od zaczęcia pracy (bo np. jeszcze porządkowałam sobie rzeczy, sprawdzałam pocztę) to przysyłano panią zajmującą się sprawami biurowymi, która gestem wskazywała mi drzwi. A jeśli przyszłam bez zeszytu, to byłam odsyłana i musiałam wrócić z zeszycikiem.”

Akt 2. Scena 4. Kontrola

„Nawet osoby pracujące na dzieło musiały wpisywać się na listę, że wychodzą i notować godzinę wyjścia/przyjścia. Raz chciałam wyjść na chwilę przed budynek, by odpocząć od gapienia się w monitor po 5-6 godzinach, i usłyszałam, że muszę się wpisać na listę, nawet jak wychodzę na te 2 minutki.”

„Natomiast właściciel czytał moje maile, a nawet wysyłał maile z mojego adresu, a potem było wypytywanie, o co chodziło w danym mailu. Raz wróciłam z przerwy i zastałam go grzebiącego w moim komputerze (hasło było odgórnie narzucone i nie mogłam ustalić własnego), wcale się nie speszył, obecność innego pracownika też mu nie przeszkadzała.”

Posłowie

2019 rok był prawdopodobnie ostatnim, kiedy bezrobocie spadało. Eksperci branży rekrutacyjnej już wieszczą, że w tym roku zdobycie pracy będzie trudniejsze.