Więcej Ukraińców! Polscy szefowie ganiają za pracownikami ze Wschodu, choć chętnych mają pod nosem

Coraz więcej właścicieli firm w Polsce nie wyrabia z pracą. Młodzi przebierają w ofertach (nie zawsze dobrych, ale jednak), pracownicy z Ukrainy w sile ponad miliona osób nie dali rady załatać wszystkich wakatów. Pracodawcy licytują się na stawki, nie dostrzegając dużo prostszego rozwiązania.

Nasi sąsiedzi z Ukrainy uratowali rynek pracy. Budują nam dzisiaj domy, obsługują w sklepach, pracują w magazynach. Coraz częściej widać ich też w zawodach wymagających wyższego wykształcenia – pojawiają się w IT, odpowiadają za komunikację w firmach i ruszyli po te stanowiska w korporacjach, których zakresu działań nikt nie potrafi klarownie wytłumaczyć.

Bizblog.pl poleca

Jednym słowem – bez nich bylibyśmy w kropce. Newsweek przytaczał na początku roku dane firmy Selectivv, mówiące, że nad Wisłą jest już w granicach 1,2-1,4 mln Ukraińców. Co więcej, jeśli wierzyć informacjom NBP nigdzie się oni nie wybierają. Ponad połowa deklaruje, że chce zostać w Polsce przynajmniej 3 lata.

Wincyj Ukraińców!

Pracodawcom to jednak nie wystarcza. Pandemia uderzyła w gospodarkę sektorowo, większość branż jej nie odczuła albo wręcz na niej skorzystała. Zamiast masowych zwolnień, którymi straszyli na początku roku eksperci, mamy rekordowe niskie na tle Unii Europejskiej bezrobocie i eksportujemy do Niemiec więcej niż przed wybuchem koronawirusa.

Zdaniem Europejskiego Kongresu Finansowego możemy w tym roku liczyć na wzrost PKB rzędu 4,7 proc. Ten boom może wyhamować właśnie przez brak rąk do pracy. Z „Barometru Polskiego Rynku Pracy” Personnel Service wynika, że choć Ukraińców w swoich szeregach ma już co trzecia firma w kraju, to rynek wciąż prosi o więcej.

O jakich sektorach mowa? Badanie wskazuje, że największe potrzeby ma przemysł, gdzie co trzecia firma chce zatrudniać pracowników ze Wschodu. Dalej w kolejności mamy handel (27 proc.) i usługi (27 proc.).

Doszło do tego, wskazuje agencja, że co trzeci pracodawca byłby skłonny zapłacić osobie za wschodniej granicy więcej niż Polakowi. Czy to coś złego? Nie. Wysokość płac reguluje rynek. Skoro Ukraińcy są na nim wyżej wyceniani przez pracodawców, to znaczy, że zaczęli się na nim lepiej odnajdywać niż nasi rodacy.

Jak brakuje rąk do pracy, a można przyciągnąć kadrę z zagranicy, to argument finansowy jest najskuteczniejszy. Okazuje się też, że Polacy tracący pracę w pandemii nadal niechętnie szukali zatrudnienia w tych sektorach i na tych stanowiskach, które standardowo zajmują Ukraińcy

– komentuje prezes Personnel Service Krzysztof Inglot

Seniorzy zostali na aucie

Boli mnie jednak co innego. Podczas gdy przedsiębiorstwa zabijają się o ludzi z Kijowa czy Mińska, w kraju pozostaje spora grupa osób, które chciałby pracować, ale z pewnych względów są pomijane. Chodzi o seniorów.

Polski Instytut Ekonomiczny zauważył, że wśród seniorów od 60 lat wzwyż tylko 17,7 proc. wykonuje pracę zarobkową. I można byłoby zbyć tę informację zwykłym: są starzy i się nie nadają, gdyby nie kilka liczb, które przytacza PIE:

  • 60 proc. ocenia pozytywnie swój stan zdrowia
  • 90 proc. deklaruje, że żyje w poczuciu sensu życia i lubi dzielić się wiedzą i doświadczeniem z innymi
  • 85 proc. mówi, że lubi uczyć się nowych rzeczy
  • 82 proc. uważa, że ma jeszcze w życiu wiele do zrobienia
  • 73 proc. korzysta ze smartfona
  • 70 proc. korzysta z komputera lub laptopa

Nie wyglądają na staruszków korzystających z jesieni życia i wylegując się w łóżkach, prawda? A zapał do pracy będzie u nich prawdopodobnie tylko większy, bo nasz system emerytalny czeka zapaść. Praca do późnej starości może okazać się koniecznością. Warto o tym pamiętać i nie wykluczać seniorów tylko dlatego, że przekroczyli magiczną granicę 60 lat.

Sektor przemysłowy być może z nich nie skorzysta. Na liście potrzebujących jest jednak też handel i usługi, gdzie starsi Polacy mogliby się bez trudu odnaleźć. Oj, czeka nas chyba poważna ogólnopolska debata co zrobić z tym fantem. Na trzymanie seniorów na aucie zwyczajnie nie możemy sobie pozwolić. To już nie tylko kwestia etyki, ale też zwykłej, twardej ekonomicznej kalkulacji.