Polski rynek pracy czeka wstrząs, jakiego jeszcze nie było. Eksperci nie wierzą w rządową „tarczę”

Jednym z efektów pandemii koronawirusa może być to, że znowu przy urzędach pracy zobaczymy dawno niewidziane kolejki. Eksperci bowiem są raczej zgodni: tarcza antykryzysowa od rządu tej fali bezrobocia nie zatrzyma.

Fot. Henryk Borawski/Wikimedia (CC BY-SA 3.0)

Ratowanie miejsc pracy stało się teraz, w czasach pandemii koronawirusa, jednym z głównych działań państwowych gospodarek. Przykładem jest chociażby amerykański pakiet antykryzysowy wart aż 2 biliony dolarów, który po przegłosowaniu w tamtejszym Senacie rozpoczął już swój legislacyjny żywot.

Jeszcze tylko formalne głosowanie w Izbie Reprezentantów oraz równie formalny podpis Donalda Trumpa i te historyczne rozwiązania zaczną obowiązywać. Wśród nich zaś prym wiedzie wsparcie małych firm, a także korporacji oraz przedłużenie uprawnień do zasiłków dla bezrobotnych.

Bizblog.pl poleca

Pomoc ma osiągnąć gigantyczne rozmiary. I trudno się dziwić. Dosyć realne scenariusze wszak wskazują, że już w drugim kwartale stopa bezrobocia w USA może sięgnąć nawet 30 proc. Ale na takie trzęsienie ziemi przygotować musi się nie tylko amerykański rynek pracy. Przed tym polskim eksperci też nie wieszczą najlepszych czasów.

Rynek pracy: blisko połowa firm szykuje zwolnienia

Konfederacja Lewiatan postanowiła sprawdzić, jak pandemia koronawirusa wpłynęła na kondycję właścicieli firm. Odpowiedzi nie napawają zbytnio optymizmem. 

Na podstawie cząstkowych danych mogę powiedzieć, że ponad 50 proc. firm deklaruje poważne pogorszenie sytuacji ekonomicznej. Niespełna połowa rozważa zwolnienia

– stwierdził podczas „Magazynu EKG” na antenie Radia Tok FM Grzegorz Baczewski, Dyrektor Generalny Konfederacji Lewiatan.

Ekspert zwraca uwagę na dwa aspekty. Pierwszy to przewidywania dotyczące skurczenia się polskiego PKB. Bank Morgan Stanley twierdzi, że może to się stać na poziomie od 3,6 do nawet 5,6 proc.

Druga kwestia, która zdaniem Grzegorza Baczewskiego będzie miała kluczowy wpływ na kondycję rynku pracy nad Wisłą, to Indeks PMI dla strefy euro. Wartości tego wskaźnika powyżej 50 pkt oznaczają ożywienie gospodarcze, poniżej – wręcz odwrotnie. Tymczasem we wtorek PMI dla strefy euro zanotował historyczny spadek i zanurkował z 51,6 do 31,4. 

BCC: recesja nie skończy się w ciągu roku

Marek Goliszewski, prezes BCC, też najbliższą przyszłość widzi raczej w czarnych barwach. Jego zdaniem jesteśmy dopiero co u progu recesji, która w Polsce nie skończy się w ciągu roku. 

Zapisy Tarczy Antykryzysowej wydają się być wyrazem kompilacji optymizmu rządu i troski o zachowanie jak największej ilości pieniędzy w skarbcu państwa. Czytając projekt trudno nie odnieść wrażenia, iż rząd zakłada, że kryzys gospodarczy skończy się po wakacjach. A pieniądze budżetowe będzie można skierować na np. 13 emeryturę. Oby tak się stało!

– uważa Goliszewski.

Dlatego tak istotne są propozycje rządowe. Tutaj zaś świat biznesu widzi wiele do poprawy. Chociażby jeżeli chodzi o wydłużenie rządowego pokrycia składek ZUS dla małych firm przez trzy miesiące. Ten okres, zdaniem prezesa BCC, powinien być wydłużony i objąć też średnie i duże firmy. W rządowych propozycja zabrakło też zwolnień w najbliższym kwartale dla przedsiębiorców z obowiązkowych opłat: CIT, PIT, PFRON i na Fundusz Pracy.

Cenne jest w Tarczy przesuniecie płatności zaliczek na podatek dochodowy od wynagrodzeń w marcu i kwietniu do 1 czerwca br. Ale ten termin powinno się wydłużyć do września. Należy także odblokować firmom środki w ramach podzielonej płatności VAT tzw. split payment oraz ustawowo zobowiązać urzędy skarbowe do zwrotu przedsiębiorcom podatku VAT w ciągu maksymalnie 15 dni

– wskazuje Marek Goliszewski.

Zdaniem Tomasza Bartosika, eksperta BCC ds. rynku pracy, na razie jest za wcześnie, żeby na naszym rynku uwidoczniła się jakaś wyraźna zmiana. Liczba ofert pracy jeszcze nie odbiega od poprzednich miesięcy. Tylko że nie na długo.

To jest cisza przed burzą – przewiduje Tomasz Bartosik.

Miejsca pracy osób z niepełnosprawnościami zagrożone

Z kolei Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wzywają do podjęcia działań za rzecz zachowania miejsc pracy osób z niepełnosprawnościami. Zwracają uwagę, że pracodawcy obecnie coraz częściej nie mogą spełniać kryteriów takich jak dobra sytuacja ekonomiczna oraz terminowe ponoszenie przez nich wszystkich kosztów płacy. Bez tego jednak dający pracę nie mogą liczyć na pomoc publiczną, czyli fundament zatrudnienia osoby z niepełnosprawnościami. Dlatego FPP i CALPE wnoszą o stosowne zmiany w ustawie o rehabilitacji.

Zwracają przy okazji uwagę na jeszcze jeden, istotny szczegół. Otóż przekonują, że dla większości pracodawców osób z niepełnosprawnościami odroczenie składek ZUS jest poza zasięgiem. Dlaczego?

„Odroczenie płatności składek ZUS to pomoc publiczna udzielana w ramach limitu de minimis. Oznacza to, że odsetki od odroczonych składek zostaną wyliczone przez ZUS i potraktowane jako udzielona pracodawcy pomoc. Wartość pomocy de minimis dla jednego beneficjenta nie może przekroczyć równowartości 200 tys. euro brutto w okresie 3 lat kalendarzowych, a w przypadku podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą w sektorze transportu drogowego towarów – 100 tys. euro. To ryzyko mocno dotyka pracodawców osób niepełnosprawnych. Oni ten sam limit wykorzystują m.in. na finansowanie opieki medycznej nad pracownikami niepełnosprawnymi” – odpowiada Tomasz Chudobski, ekspert ds. prawa gospodarczego FPP.

Dochód gwarantowany firm bolączką na całe zło?

Zdaniem ekonomisty Ignacego Morawskiego z serwisu SpotData trzeba działać jak najszybciej. Już wszak zauważalne są potężne zatory płatnicze. Jego zdaniem najskuteczniejszą receptą na obecne bolączki przedsiębiorców, które szybko przekładają się wszak na kondycję rynku pracy, byłby dochód gwarantowany. Każda firma tracąca przychody mogłaby uzyskać uzupełnienie połowy tej utraty przez okres trzech-czterech miesięcy. 

„Bez żadnych warunków wstępnych, oprócz udokumentowanie ubytku przychodów w okresie kwiecień-lipiec. Uzupełnienie mogłoby pokrywać określoną część kosztów, szczególnie kosztów płacowych. Nie trzeba pokrywać całości tych kosztów, ponieważ w okresie zamrożenia gospodarki potrzeby generalnie są mniejsze. Płace części pracowników można by zredukować o połowę, by uniknąć wysyłania ich na bezrobocie” – przekonuje Ignacy Morawski.

Zdaniem ekonomisty właśnie takie rozwiązanie pomogłoby uniknąć fali bezrobocia. Jakie koszty? Szacuje się, że wykonanie takiej operacji to wydatek ze strony państwa rzędu nawet 250-300 mld zł.

Kwotę tę można by w połowie podzielić na bezpośrednie dotacje, a w połowie na kredyt gwarantowany przez państwo. Dotacje otrzymałyby firmy mniejsze i niemające możliwości odrobić strat z okresu lockdownu, czyli głównie usługowe, a kredyt firmy większe i firmy mające możliwość odrobić straty w przyszłości, czyli głównie produkcyjne –

– pisze Ignacy Morawski.