„Młodzi mają pecha”. Krajobraz polskiego rynku pracy po koronakryzysie

Z powodu koronawirusa rynek pracy stał się na nowo niepewny i nieprzyjazny dla pracownika. Pracodawca znowu zaczyna dyktować warunki, a młodzi ludzie bez doświadczenia mają bardzo słabą pozycję na rynku pracy. Niestety pandemia odbije się nie tylko na branży hotelarskiej czy turystycznej, ale i całym życiu świeżo upieczonych absolwentów szkół i uczelni wyższych.

O sytuacji na rynku pracy po wybuchu pandemii koronawirusa rozmawiamy z ekspertem rynku pracy. Jakub Sawulski jest kierownikiem zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE), doktorem nauk ekonomicznych i wykładowcą w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej.

Bizblog.pl poleca

Marcin Szeligowski, Bizblog.pl: Jak wygląda pozycja prostego człowieka po lockdownie?

Dr Jakub Sawulski, PIE: Część z nich utraciła pracę lub jest w trakcie i w przeciągu 1-2 miesiąca ją utraci. Z powodów strat finansowych jedna piąta lokali gastronomicznych nie wróciła do funkcjonowania. Według statystyk bankructwa przedsiębiorców nie są jednak zjawiskiem masowym.

Najgorzej mają te osoby, które pracowały na umowach cywilnoprawnych. To właśnie tych pracowników zwalniano w pierwszej kolejności. Zaraz po nich wypowiedzenia dostawali ci z umową o pracę na czas określony.

W tym momencie stopa bezrobocia w Polsce wynosi 6 proc. jednak przez to, że część spośród pozbawionych pracy jest jeszcze w trakcie wypowiedzeń i nie udała się do urzędów pracy, to nie koniec wzrostu stopy bezrobocia. Najprawdopodobniej przekroczy ona w tym roku 7 proc.

Czy rynek pracy odwrócił się do góry nogami? Doszło do trzęsienia ziemi, którego się obawiano?

Nie, jest lepiej, niż prognozowano. Przypuszczano, że stopa bezrobocia przekroczy 10 proc. i wiadomo już, że do tego nie doszło.

Prawdopodobnie nie będziemy mieli do czynienia z dwucyfrową liczbą bezrobocia w Polsce, co możemy zawdzięczać m.in. wyjątkowo hojnym kwotom przeznaczonym na tarcze antykryzysowe. Na tle innych państw z naszego regionu, ofiarowane przez rząd pieniądze są naprawdę wysokie.

Czy obejdzie się w Polsce bez trwałych zmian, czy może rynek pracownika to już przeszłość?

Rynek pracownika, na którym to pracownik dyktował warunki, to na ten moment przeszłość. Stół się odwrócił i teraz będziemy mieli do czynienia z rynkiem pracodawcy, gdzie to pozycja szefów na nowo zyska.

Drugi element, który może być trwały to praca zdalna. Nie wiadomo jednak, czy utrzyma się ona na masową skalę. Według Kodeksu Pracy nie mamy w naszym kraju takiego pojęcia – jest tylko tzw. telepraca. Ta z kolei wymaga, spełniania przez pracodawcę przepisów BHP, czyli aby ten przyjechał do miejsca zamieszkania pracownika i dopilnował, aby miał on tam odpowiednie warunki. Jak nietrudno się domyślić, pracodawcy tego nie robią. Żeby utrzymać tendencję pracy zdalnej, potrzeba zmienić Kodeks Pracy.

Którzy pracownicy cierpią dziś najbardziej? Gdzie mają najgorzej, czy to gastronomia, czy może jednak jakaś inna branża?

Najbardziej ucierpiała branża turystyczna, rozrywkowa, kulturowa, gastronomiczna i część handlowej. Tam często można było spotkać ludzi zatrudnianych na umowy cywilnoprawne, którzy dziś w pierwszej kolejności są zwalniani.

Oprócz tego bardziej narażone na zwolnienia są kobiety – bo częściej pracują w branżach najbardziej dotkniętych restrykcjami gospodarczymi oraz młodzi – bo częściej pracują na niestabilnych formach zatrudnienia, z których łatwiej zwolnić pracownika.

Analogicznie, kto jest teraz w najlepszej sytuacji?

Najwięcej zyskują firmy kurierskie, co nie jest zaskoczeniem. Na plusie są także te sklepy, które przed epidemią wdrożyły metody sprzedaży internetowej, a także sklepy budowlane. Ludzie, zamiast wydawać odłożone przez siebie pieniądze na wakacje lub restauracje, przeznaczają je na remonty mieszkań i domów, w których spędzają teraz większość swojego czasu.

Jeśli potrzeba pracowników, to prawdopodobnie wśród kurierów. Być może także do prac sezonowych w rolnictwie – to jednak jest zależne od tego, ilu spośród imigrantów opuściło Polskę w czasie pandemii.

Co mogą zrobić w tym momencie osoby bez doświadczenia – młodzi ludzie świeżo po maturze lub absolwenci studiów?

No oni mają w tym momencie problem. Są teraz najbardziej pokrzywdzoną grupą pokoleniową w związku z tym, że moment wejścia na rynek pracy determinuje przeważnie całą ich późniejszą drogę. Badania naukowe pokazują, że ludzie wchodzący na rynek w momencie kryzysu, recesji, z którą mamy dzisiaj do czynienia, mają później problemy ze znalezieniem pracy, nie potrafią zwrócić się do pracodawcy po podwyżkę, częściej decydują się na umowy śmieciowe, nawet częściej rozwodzą się i żyją krócej od innych.

Młodzi mają pecha – przez epidemię od początku kariery zawodowej są w gorszej pozycji. Początki pracy oznaczają uczenie się relacji z pracodawcą, która dziś z powodu jest nieporadna, trudniejsza i niestabilna.