Ziścił się najgorszy koszmar Ryanaira. Sprytni Polacy wybierają PLL LOT. Dlaczego? Łatwo się domyślić…

Spełnia się czarny sen przedstawicieli tanich linii lotniczych. W czasach pandemii przewoźnicy postawili na walkę cenową, przez co różnica w kosztach między ciasnym i lądującym daleko od miasta Ryanairem a wygodną i parkującą przy rogatkach maszyną z napisem PLL LOT, zaczęła się zacierać. Efekt? Polacy przerzucają się na regularne linie.

Strona PLL LOT, zakładka „LOT na wakacje” pozwala szybko połapać się, na czym polega tegoroczny problem Ryanaira. Polski przewoźnik rzucił bilety na popularne turystyczne destynacje jak Burgas, Korfu czy Dubrovnik od 99 zł w górę. Tak tanio dawno już nie było. Trudno się więc dziwić, że pod koniec lipca chwalił się sprzedażą na poziomie 0,25 mln miejsc.

Podróżny stanął przed dylematem – lecieć tanio i (względnie) wygodnie, lądując na centralnym lotnisku, czy podróżować tanio, ale walcząc z brakiem miejsc na nogi, a potem dopłacać za transport do miasta z portu położonego kilkadziesiąt kilometrów od miejsca docelowego. Wybór jest prosty. I to właśnie spędza tanim liniom sen z powiek. Regularni przewoźnicy, którzy wożą ludzi za takie same stawki, jak oni, ale wygodniej.

Bizblog.pl poleca

Koszmar Ryanaira

Dane z polskiego rynku udostępnił redakcji Bizblog.pl serwis fru.pl, który zajmuje się pośrednictwem w sprzedaży biletów. Z analizy przeprowadzonej od 21 czerwca do 30 lipca wynika, że regularni przewoźnicy ścieli średnie ceny biletów aż o 60 proc. W tym czasie średnia dla całego rynku lotniczego nad Wisłą wyniosła „ledwie” 43 proc.

Ta polityka sprawiła, że regularni przewoźnicy zbliżyli się do tanich linii. Za bilet na pokład tych pierwszych trzeba było w lipcu zapłacić średnio 697 zł, czyli o 256 zł więcej niż w przypadku lowcostów.

Takich cen nie było już od 6 lat

– komentuje serwis.

W wyniku tej ofensywy zmalała dominacja tanich linii. Jeszcze rok temu fru.pl sprzedawało na ich loty 7 z 10 biletów. Dzisiaj różnica spadła do proporcji 60:40, co oznacza, że udział w zyskach Ryanaira i Wizzaira na polskim niebie musiał drastycznie spaść.  

LOT korzysta w trakcie kryzysu

Te dwie linie miały w ubiegłym roku niemal 50 proc. rynku. Między Irlandczyków a popularną „landrynkę” wcisnął się LOT z niemal 27 proc. obsłużonych klientów. To głównie między tymi przewoźnikami toczy się rozgrywka. Czwarta Lufthansa miała już tylko 5 proc. Reszta firm przewozi rocznie raptem kilkaset tysięcy pasażerów, co daje im 1-2 proc. rynku.

I wygląda na to, że to właśnie LOT skradł lowcostom zyski. Polski przewoźnik skorzystał zresztą z faktu, że loty krajowe (na których zdecydowanie dominuje) zostały odmrożone przez polski rząd na dwa tygodnie przez uruchomieniem połączeń międzynarodowych. Serwis podaje, że ceny na rejsy w Polsce spadły o 27 proc., co przełożyło się na wzrost liczby podróżujących aż o jedną czwartą w porównaniu z lipcem ubiegłego roku.

O’Leary protestuje

Jeżeli zastanawialiście się dlaczego CEO Ryanaira Michael O’Leary, tak głośno protestował przeciwko publicznej pomocy dla linii lotniczych, macie odpowiedź. Karmieni państwowymi dotacjami, czyli środkami z naszych podatków, przewoźnicy wdają się w bezpardonową wojnę cenową z lowcostowcami.

W przypadku polskiego rynku najgroźniejszymi przeciwnikami są wspomniani wcześniej PLL LOT i Lufthansa. Niemcy dostali łącznie ponad 12 mld euro, zdaniem szefa Ryanaira zdecydowanie więcej niż potrzebuje, by uratować się przed bankructwem. O kroplówce od państwa coraz częściej wspomina polski przewoźnik w czym zyskuje zresztą poparcie Ministerstwa Aktywów Państwowych.

O’Leary miota się w tym czasie jak szalony. Ponad połowę informacji dla inwestorów z maja zapełnił tabelkami pokazującymi, ile jego konkurencja dostaje w ramach „nielegalnego” dopingu.

Najwyraźniej dzieje się tak, że mamy Francuzów i Niemców tworzących ogromny fundusz – miliardy pomocy od państwa – który pozwoli im sprzedawać taniej od takich firm jak Ryanair w okresie ożywienia, albo pozwoli im zaangażować się w fuzje oraz przejęcia. I wykupić wszystkich słabszych konkurentów, kiedy to się skończy

– grzmiał menedżer

Pomoc dla Lufthansy została nawet zaskarżona do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Całkiem możliwe, że konflikt zostanie załagodzony wcześniej i to bez udziału wymiaru sprawiedliwości. Nadciągająca nad Europę druga fala koronawirusa zmusza powoli rządy kolejnych państw do zamykania granic bądź wprowadzania zasad obowiązkowej kwarantanny.

Polacy do takowej zostaną zmuszeni już dzisiaj, lecąc na Ukrainę. Jeżeli współczynnik zachorowań na 100 tys. mieszkańców skoczy jeszcze o kilka osób do góry, z podobnymi restrykcjami spotkamy się m.in. na Litwie i Łotwie. W drugą stronę polski rząd planuje także nałożenie kwarantanny na podróżnych wracających z wybranych krajów (na razie zdążył zawiesić połączenia lotnicze na borykającą się z ogromnym wzrostem liczby zachorowań Czarnogórę). A to skutecznie zniechęciłoby turystów do wypoczynku poza granicami kraju. I jednocześnie wpędziło solidarnie cały rynek lotniczy w ogromne tarapaty.