Ryanair dopłaca do latania. Ceny biletów będą śmiesznie niskie, chyba że… polecisz z Polski

Ryanair schyla się po klientów tak nisko, że nie waha się ich zbierać z poziomu podłogi. Okej, może to mało eleganckie porównanie, ale fakt faktem, że lowcost jest skłonny dopłacać pasażerom do latania, byleby tylko odtworzyć popyt sprzed pandemii. Ale Polacy zbyt długo na tym nie skorzystają.

Michael O’Leary słynnie z optymizmu, ale teraz ma ku temu rzeczywiste podstawy. W maju przewoźnik zabrał na pokład 1,8 mln osób, w czerwcu 5,3 mln, w lipcu 9,3 mln. W listopadzie lowcost celuje w 11 mln pasażerów.

Progres jest więc ogromny, a irlandzkiemu menedżerowi sen z powiek spędzają tylko dwa scenariusze.

Koszmary Ryanaira

Pierwszy to pojawienie się na świecie kolejnego wariantu Covid-19. Takiego, przy którym delta będzie tylko nieszkodliwym brzdącem. Odpornego na szczepionki, zaraźliwego, paraliżującego gospodarkę.

Drugi to kłopoty z samolotami Boeing 737 Max. Odkąd na początku roku unijny regulator dopuścił maszyny do latania Ryanair odebrał 12 z 210 zamówionych maxów. Na razie wszystko idzie gładko. O’Leary jest nimi zachwycony. No bo jak tu się nie zachwycać, tłumaczy, jeżeli nowy Boeing oferuje o 4 proc. więcej miejsc i spala o 16 proc. mniej paliwa.

Sęk w tym, że 737 Max wciąż jest pod baczną obserwacją. W kwietniu producent polecił szesnastu liniom, by przyjrzały się „potencjalnym problemom elektrycznym”, a wcześniej zapłacił 2,5 mld dol., byleby tylko uniknąć rozdrapywania ran z przeszłości. Chiny wciąż prowadzą proces certyfikacji. O”Leary przyznaje, że jego nabytki potrzebują 12-18 miesięcy bezwypadkowych miesięcy.

Tanie bilety jeszcze tańsze

Ryanair nie ma jednak zamiaru tkwić w szponach katastroficznych wizji. Przewoźnik liczy, że październiku zwiększy swoją przepustowość do normy, a w przyszłym roku będzie przewoził więcej pasażerów niż przed pandemią.

Irlandczycy w myślach już pewnie zacierają ręce. Podczas gdy prawie cała Europa zaciskała pas, modląc się o publiczne pieniążki, Ryanair twardy negocjował z Boeingiem niższe ceny. Kiedy linie lotnicze wysyłały samoloty na emeryturę, lowcost robił wielkie zakupy. Zdaniem Michaela O’Leary tylko jego firma będzie w stanie sprostać odradzającemu się popytowi na latanie.

Bizblog.pl poleca

Żeby jeszcze skuteczniej przechwytywać ruch, przewoźnik sypie tanimi biletami jak z rękawa. Niekiedy tak tanimi, że musi dopłacać spore pieniądze, by pasażerowie mogli udać się na wakacje.

The Independent policzył, że za lot z lotniska Londyn Stansted do Aten trzeba dać niecałe 15 funtów. Od tego Ryanair musi odprowadzić 13 funtów podatku lotniczego i opłatę manipulacyjną. Wniosek? Podróż liczącą 1500 km lowcost funduje swoim klientom za darmo. Cała nadzieja w turystach, którzy zdecydują się wykupić opcję wyboru miejsca i dopłacić za dodatkowy bagaż.

Przez zimę ceny będą nadal rosnąć, ale nadal będą poniżej stanu sprzed pandemii. Nie wydaje mi się, by wróciły do starych poziomów do lata 2022 r.

– powiedział O’Leary.

PAŻP: sorry, ale jest za tanio

Także w Polsce ceny są obłędnie niskie. W jesiennej promocji bilety można kupić od 39 zł. W środę 1 września przewoźnik dorzucił do tego jednorazową ofertę: kup bilet, drugi dostaniesz za pół ceny.

Ta agresywna kampania może się jednak bardzo szybko zakończyć. Przynajmniej nad Wisłą. Państwowa Agencja Żeglugi Powietrznej starając się podratować nadszarpnięty przez covid budżet, przebąkuje o konieczności podniesienia opłat terminalowych i trasowych.

W skrócie: linie lotnicze powinny płacić kontrolerom ruchu lotniczego więcej niż przed pandemią. I to już od stycznia 2022 r. Opłata trasowa wzrośnie z 195,70 zł do 245,81 zł. W przypadku opłaty terminalowej wszystko zależy od lotniska:

  • porty regionalne: z 791,12 zł do 1347,76 zł
  • Lotnisko im. Fryderyka Chopina: z 343,08 zł do 524,58 zł

Przełożenie tych podwyżek na wzrost ceny biletów trudno dokładnie oszacować, eksperci są jednak przekonani, że pasażerowie z pewnością je odczują. W skali roku PAŻP kasowała przed koronawirusem blisko miliard zł rocznie. Przed zmianami agencja pisała tak:

Udział PAŻP w koszcie jednego biletu waha się od kilku do kilkunastu zł w zależności od odległości, masy samolotu i jego wypełnienia

Utrzymanie jesiennych cen biletów w Polsce będzie więc niemożliwe. O ile za granicą Irlandczycy mogą sobie pozwolić na stymulowanie popytu, trzymając niskie stawki, nad Wisłą będą musieli zastanowić się nad podwyżkami. Albo naprawdę głęboko sięgnąć do kieszeni.