Ryanair pogrywa z klientami. Mówi o cięciu cen, a po cichu podnosi opłaty za bagaż

Na taką bezczelność mógł się zdobyć tylko Michael O’Leary. Ekscentryczny prezes Ryanaira narzekał ostatnio na spadające zyski. Usłyszeliśmy więc o tym, że w ramach ratowania sprzedaży ceny biletów spadną o kolejnych kilka procent. Nie zdążyliśmy się jednak ucieszyć, bo właśnie wyszło na jaw, że Irlandczycy po cichu podnieśli ceny za przewóz bagaży.

Tanie linie lotnicze nie lubią się chwalić podwyżkami, dlatego nowe ceny pojawiają się w formie niewinnej aktualizacji. Ostatnia zmiana w regulaminie przewozu bagażu nosi datę 18 lipca. Portal fly4free zauważył jednak, że Ryanair zmienił jednocześnie ceny.

Bizblog.pl poleca:

Po ostatniej podwyżce (która m.in. zmniejszyła rozmiar kabinówek) wejście na pokład w ramach tzw. priority boarding kosztowało dodatkowo od 6 do 10 euro. Teraz cena wynosi od 6 do 12 euro.

W górę poszedł też koszt przewiezienia bagażu rejestrowanego. Tu maksymalna opłata wzrosła z 12 do 17,5 euro w przypadku rezerwacji przez stronę internetową i z 20 do 25 euro, jeżeli bagaż odprawiamy dopiero na lotnisku.

Kłopoty Ryanaira

Irlandzki przewoźnik rekompensuje sobie w ten sposób zapowiadane obniżki cen biletów. Linia zachowała się dość nietypowo. Przedstawiając pesymistyczne wyniki finansowe, zapowiedziała jednocześnie, że w te wakacje spodziewa się spadku ceny biletów średnio o 6 proc. I to w środku sezonu turystycznego, gdy niebo nad Europą zaczyna się korkować jak Marszałkowska w godzinach szczytu.

Decyzja jest podyktowana chęcią ratowania topniejących zysków. Wyższe koszty utrzymania personelu, rosnące ceny paliw, brexit i konkurencja z Lufthansą na niemieckim rynku sprawiły, że w drugim kwartale 2019 r. przewoźnik zarobił na czysto 243 mln euro.

Oznacza to, że w porównaniu z ubiegłym rokiem zysk spadł o 21 procent. I to mimo tego, że przychody wzrosły w tym czasie o 11 procent – do 2,3 mld euro. Osiemset milionów z tej kwoty to usługi dodatkowe takie jak wspomniany priority boarding albo wybór miejsc na pokładzie samolotu.

Problem polega na tym, że linie lotnicze zawsze będą połączone z szeroko rozumianą gospodarką, a nadchodzące odejście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, być może bez porozumienia, oznacza, że najbliższy okres jest nadal owiany niepewnością – tłumaczył się O’Leary.

Nawet miliard euro zysku

Prognoza zysku na cały rok pozostaje niezmienna. Irlandczycy spodziewają się zarobić od 750 do 950 mln euro netto.

Trudno jednak powiedzieć, czy klienci rzucą się na bilety, nawet jeżeli rzeczywiście będą one o kilka procent tańsze. Na horyzoncie cały czas majaczy przecież widmo strajku. Rezultat głosowania pracowników linii poznamy 8 sierpnia.

A przecież i bez tego ambarasu Irlandczycy momentami ledwo zipią. W internecie aż roi się od komentarzy wkurzonych pasażerów. Opóźnienie goni opóźnienie, a klienci nie przebierają w słowach.

Ryanairowi nie pozostaje zatem czekać na upragnioną dostawę boeingów 737 MAX. Nowe maszyny będą miały większą liczbę miejsc (4 proc.) i zużyją mniej paliwa (16 proc.). Oszczędności wynikłe z ich użytkowania będzie widać jednak najwcześniej za dwa lata.