Ryanair zawija się z Polski. Na wielu lotniskach ląduje już tylko dzikie ptactwo

Trudno połapać się w tym, czy jesteśmy właśnie w trakcie drugiej czy już trzeciej fali zakażeń, ale z punktu widzenia linii lotniczych to bez znaczenia. Kwarantanny, zamykanie granic i obostrzenia na pokładach samolotów skutecznie zniechęcają do nich klientów. Ryanair już wyciągnął z tego wnioski – od poniedziałku linia zawiesza połączenia z większości miast w Polsce.

Tak dramatycznej sytuacji nie mieliśmy chyba od momentu wprowadzenia zakazu lotów do Polski w marcu 2020 r. Choć obecnie lista państw objętych formalnymi restrykcjami obejmuje wyłącznie Wielką Brytanię (rozporządzenie obowiązuje do 13 stycznia), gęsta lista obowiązkowych badań, nakazów odbycia kwarantanny i zwykłego strachu przed zakażeniem sprawia, że lotniska zaczynają świecić pustkami.

Ryanair: to nie ma sensu

Efekt? Ryanair właśnie zwija się z Polski. Oczywiście nie na stałe. Przewoźnik uznał po prostu, że dalsze realizowanie połączeń w trakcie lockdownu mija się z celem i zawiesił latanie z większości miast w Polsce.

Przed pandemią Ryanair był obecny w 12 miastach. Teraz na liście zostaje tylko Modlin, Kraków, Gdańsk i w iście symbolicznym wymiarze Wrocław. Z podwarszawskiego lotniska będzie można dostać się do Brukseli, Paryża, Madrytu, Londyn-Stansted, Dublina, Bolonii i Alicante. Kraków obsługuje trasy do Paryża, Lizbony, Londyn-Luton, Manchesteru, Edynburga, Sztokholmu, Eindhoven, Palermo, Katanii i Mediolanu, a także na Maltę.

Gdańsk? Tu liczba połączeń jest już dużo krótsza. Znad polskiego morza dostać się można tylko do Oslo, Sztokholmu Dublina i Bergamo (od lutego). Wrocław ostał się w tym czasie zaledwie z jedną trasą – do Dublina.

Co z resztą? Gdy klikamy w miasta na mapie połączeń, pojawia się komunikat mówiący, że połączenia będą wznowione dopiero w marcu lub kwietniu. Dla części lotnisk, które opierały się na pasażerach irlandzkiej linii, oznacza to całkowite zamknięcie.

Lotniska-widma w Polsce

Tak wygląda tablica portu w Łodzi. Rozkład wskazuje, że począwszy od niedzieli 10 stycznia co najmniej do końca miesiąca pas startowy będzie używany co najwyżej przez dzikie ptactwo.

https://www.airport.lodz.pl/pl/strefa-pasazera/rozklad-lotow

Podobnie sprawy mają się w Rzeszowie, w którym od hałasu startujących maszyn mieszkańcy lada dzień odpoczną aż do marca. Połączenia zawiesił tam nie tylko Ryanair, ale również WizzAir, PLL LOT i Lufthansa.

https://www.rzeszowairport.pl/pl/pasazer/rozklad-lotow

Jeszcze smutniej wygląda to na stronie portu Olsztyn-Mazury:

https://mazuryairport.pl/dla-pasazera/loty/odloty-i-przyloty/

Co ciekawe, część z anulowanych lotów wciąż można znaleźć na stronie lotnisk. Port w Bydgoszczy twierdzi np., że Ryanair będzie konsekwentnie, co 2-3 dni odlatywał do Birmingham, Londyn-Stansted i Dublina. Po kliknięciu w przycisk „kup bilet” pojawia się jednak informacja, że takich lotów już nie ma. Ostatnie połączenie na Wyspy zostało zrealizowane w niedzielę.

Ryanair i zwrot pieniędzy. Here we go again

Pasażerowie, którzy kupili bilety na odwołane kursy, mają dostać dalsze instrukcje drogą mailową. Ryanair ma umożliwić im zwrot pieniędzy lub zapewnić bezpłatną zmianę terminu rezerwacji. Jak to będzie wyglądało w praktyce? Miejmy nadzieję, że pomny wcześniejszych doświadczeń przewoźnik nie będzie już zwlekał z oddawaniem środków całymi miesiącami.

Cięcia połączeń nie dotyczą tylko Polski. W 2019 r. Ryanair przewiózł łącznie ponad 150 mln pasażerów. Prognozy na początek bieżącego roku są bardzo zachowawcze. W styczniu Irlandczycy planują zabrać na pokład 1,25 mln osób. W lutym i marcu ruch ma jeszcze mocniej wyhamować – mowa jest raptem o 0,5 mln pasażerów miesięcznie. W całej Europie!

Kryzys lotniczy cofnął całą branżę do końcówki lat 90. W Polsce ruch pasażerski spadł o 60 proc., cofając nas do 2005 r. W tym roku, według szacunków, linie obsłużą zaledwie połowę pasażerów z 2019 r. Przewoźnicy liczą się z tym, że pełna odbudowa rynku może potrwać nawet do 2023 r.