Wielka promocja na bilety w Ryanairze. Pretensje wściekłych pasażerów? O’Leary ma to w nosie

Prezes przewoźnika Michael O’Leary zapowiada twarde negocjacje z lotniskami i Boeingiem. Jaki jest cel tej zawieruchy? Sprawić, by klienci mogli latać jeszcze taniej niż przed kryzysem.

Ryanair potwierdził już, że od 1 lipca odmraża 40 proc. połączeń. Przewoźnik na dzień dobry rzucił do sprzedaży pulę biletów w promocyjnych cenach i zachęca, by mimo obostrzeń planować letnie wakacje za granicą. Najlepiej całymi rodzinami. Teraz Irlandczycy ogłosili, że ceny spadną o połowę. Szef Ryanaira podaje, że w lipcu ubiegłego roku średnia cena biletu wynosiła 54 do 63 funtów za kurs w jedną stronę. W tym roku ma spaść do 22-27 funtów.

W tym samym czasie zamiast 14 mln pasażerów Ryanair ma przewieźć (według prognoz) 5 mln osób. Niższe ceny, mniej chętnych – skąd wezmą na to pieniążki? O’Leary twierdzi, że ma zamiar postawić twarde warunki lotniskom i największemu dostawcy samolotów – Boeingowi.

Bizblog.pl poleca

Obniżymy ceny, aby ludzie znów się poruszali. Kiedy zaczniemy latać w lipcu, będziemy sprzedawać za każdą cenę, aby zapełnić jak najwięcej miejsc

– zadeklarował w rozmowie z „The Mail of Sunday”.

Ryanair dyktuje warunki

Przewoźnik nie cacka się z partnerami biznesowymi, bo wie, że może sobie na to pozwolić. Wiele lotnisk jest uzależnionych od ruchu, jaki generują samoloty Ryanaira. W Polsce najbardziej charakterystycznym przykładem jest podwarszawski Modlin, który do niedawna polegał wyłącznie na usługach tej linii, a i w tej chwili nie ma bez niej racji bytu.

Linia O’Leary’ego ma zdecydowanie najbardziej rozbudowaną siatkę połączeń wśród wszystkich przewoźników na świecie. Tajemnicą poliszynela jest to, że część portów lotniczych płaci jej, by tylko maszyny z logo Ryanair wzbijały się w powietrze.

Podobnie rzecz ma się z Boeingiem. Kryzys sprawił, że dla producentów samolotów nastały trudne czasy. Linie lotnicze wstrzymują się z zamówieniami i próbują odwołać te, które zostały już zaklepane. W dodatku lada chwila na rynku powinno pojawić się mnóstwo maszyn wyprzedawanych za bezcen przez upadających przewoźników. Ryanair jako największy odbiorca Boeinga ma więc kapitalną pozycję przetargową.

O’Leary i niezałatwione problemy

Ryanair nie miał w ostatnim czasie dobrej passy. Przez koronawirusa linia zamroziła 99 proc. połączeń, a klientów, którzy domagali się zwrotu pieniędzy, zbywała pod byle pretekstem. Doszło nawet do tego, że niedoszli pasażerowie mieli być wpisywani na czarną listę za próby odzyskania środków za pomocą procedury chargeback.

Media społecznościowe zalała krytyka irlandzkiego przewoźnika, ale O’Leary sprawia wrażenie, jakby przejmował się kryzysem.

I być może problemy rzeczywiście same się rozwiążą. Wystarczy, że klienci znów będą mogli latać za grosze po całym świecie – zdaje się wnioskować menedżer Ryanaira. Czy słusznie? Na razie na Wyspach Brytyjskich przewoźnik notuje duży wzrost rezerwacji, czyli taktyka działa.