Narzekasz na brak pieniędzy? Ten wykres zrobi ci dzisiaj dzień

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, czasami warto się jednak zatrzymać i zastanowić, co za nami. I pomyśleć, że pomimo narzekań żyjemy w najlepszych czasach, jakie nasz kraj miał kiedykolwiek do zaoferowania. Forum Obywatelskiego Rozwoju przygotowało raport, pokazując, jaką drogę przeszła Polska i Polacy od 1918 r.

Szef nie chce dać podwyżki, w sklepach drożeje masło, a na stacjach benzyna. W dodatku oszczędności zjada nam inflacja. Powodów do narzekania znalazłoby się całkiem sporo. I słusznie. Po latach gonienia mitycznego zachodu zaczynamy się powoli przekonywać, że on nie istnieje. Biednym można być równie dobrze mieszkając na łódzkich Bałutach jak i pracując w Dolinie Krzemowej. Bogaty kraj nie równa się – godne zarobki.

To co ma znaczenie to poziom życia wyrażony w ogólnych liczbach. Bo to on pokazuje, w jakim stopniu Polacy żyją dzisiaj na poziomie, a w jakim muszą walczyć o przetrwanie.

Jednym z takich mierników jest PKB.

A jeszcze lepiej PKB per capita. Jasne, daleko mu do ideału. Co pewien czas różne ośrodki podejmują zresztą próby stworzenia własnego, lepszego wskaźnika. Co więcej w Polsce udział płac w PKB jest na tle Europy stosunkowo niski, więc przekładanie poniższych grafik bezpośrednio na poziom życia jest lekko umowny. Ale cóż – lepszego nie mamy.

Polska w 1989 roku należała do najbiedniejszych krajów Europy. W okresie zaborów, II RP i PRL próbowaliśmy industrializacji kierowanej i finansowanej przez państwo. Jednak tym razem zdecydowaliśmy się wziąć przykład z Zachodu: pozwoliliśmy Polakom działać, budując rynek i reformując instytucje państwa. W rezultacie po raz pierwszy w swojej historii wytworzyliśmy silną i relatywnie zamożną klasę średnią – pisze w najnowszym raporcie FOR.

I oto efekt wyrażony w jednej grafice:

raport „Polski cud gospodarczy: Droga na Zachód”; FOR

Wśród przyczyn wystrzału po 1989 r autorzy raportu wskazują wejście zagranicznych przedsiębiorstw i związany z nim napływ technologii, kapitału i nowej organizacji pracy. Kolejnym przełomem było przystąpienie do Unii Europejskiej, co „zakotwiczyło nas w europejskich powiązaniach gospodarczych”, wymuszając modernizację firm i państwa.

Bank Światowy określa UE mianem „maszyny konwergencji”, ponieważ jej wolność przepływutowarów, usług, kapitału i ludzi, wraz z równymi regułami gry na rynku, najlepiej na świecie umożliwiają doganianie krajów bogatszych przez kraje biedniejsze, takie jak Polska – czytamy.

Kierunek: Północ!

Autorzy – Rafał Trzeciakowski i Patryk Wachowiec – zastanawiają się też, co dalej. Czy utkniemy na poziomie państw południa, czy będziemy dalej podążać ścieżką rozwoju, goniąc Północ. Sugerowane recepty opierają się na zaznaczaniu roli wolności gospodarczej.

Bogatsze kraje „charakteryzują się większym zakresem wolności gospodarczej, sprawnością instytucji państwa, wyższymi stopami zatrudnienia i większymi, bardziej wydajnymi przedsiębiorstwami” podczas gdy na drugim biegunie mamy „przeregulowanie, złe zarządzanie finansami publicznymi i wysokie stopy bezrobocia”.

raport „Polski cud gospodarczy: Droga na Zachód”; FOR

Trudno się z tym nie zgodzić, choć zastosowanie się do tych rad może nie wystarczyć. Ekonomista dr Maciej Grodzicki przekonywał wręcz w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim, że doszliśmy już do ściany. I żadne deregulowanie nam już nie pomoże.

Myśmy wybrali pod koniec lat 90. po pierwszym szoku transformacji, że będziemy montownią Europy. Dobrą, dość nowoczesną i szybką. W skali makroekonomicznej niesamowicie na tym skorzystaliśmy, goniliśmy sprawnie Zachód i doszliśmy mniej więcej tam, gdzie da się dojść, mając taką gospodarkę. Nie wyciśniemy z niej dużo więcej – opowiadał.

Niezależnie od tego, którą optykę przyjmiemy, jednego możemy być pewni. Nigdy w historii lepiej nie mieliśmy. Przeciętny Polak żyje dzisiaj na poziomie szlachcica z I RP. A jeżeli wciąż nie wierzycie, to jeszcze jedna liczba. W 2014 r. nasz dochód po uwzględnieniu siły nabywczej wyniósł w granicach 63 proc. „starej Unii”. W 1500 roku, czyli w naszym „złotym wieku” było to 62 proc.

Przez ostatnie 25 lat podwoiliśmy nasze PKB – Polakom jednak jakoś trudno przechodzi przez gardło, że nam coś się udało – opowiadał Newsweekowi autor powyższego porównania Marcin Piątkowski z Banku Światowego.