Cena ropy leci na złamanie karku. OPEC i Rosja kłócą się, bo USA zmieniły zasady gry na rynku paliw

OPEC chce głębokich cięć produkcji ropy naftowej, by zahamować postępujący szybki spadek cen tego surowca. Problem kartelu polega na tym, że dawno utracił swoją pozycję i aby sztucznie wpływać na rynek, musi teraz iść ręka w rękę z Rosją. Moskwa mówi jednak cięciom wydobycia ropy twarde „niet”. Wszystko zmieniło się, odkąd Stany Zjednoczone zaczęły na potęgę eksportować ropę.

Wybuch epidemii koronawirusa doprowadził do spadku popytu na ropę naftową, co szybko odbiło się na cenach tego surowca. Na początku roku cena baryłki Brent prawie dobiła do 70 dolarów, ale obecnie wynosi około 48 dol. To najniższy poziom od połowy 2017 roku.

Bizblog.pl poleca

Spadek ceny ropy na rynkach oznacza potężny cios w finanse państw, które gospodarczo uzależniły się od eksportu tego surowca. Kraje te w ramach kartelu OPEC od dekad stosują w takiej sytuacji prymitywny, ale skuteczny trik: solidarnie tną wydobycie, doprowadzając do niedoboru ropy na światowych rynkach, co winduje jej cenę.

OPEC właśnie obraduje w Wiedniu, gdzie ma swoją siedzibę i ma już gotowy plan, jak sztucznie napompować cenę ropy naftowej. Do obowiązującego w kartelu ograniczenia produkcji 2,1 mln baryłek dziennie miałby zostać dołożone cięcie 1,5 mln baryłek, czyli łącznie 3,6 mln baryłek dziennej produkcji.

Zmarginalizowany OPEC

OPEC dzisiaj ma nieporównanie mniejszy udział w światowym rynku ropy niż w latach 70. i 80., gdy wywoływał kryzysy naftowe na wielką skalę. Aby cięcie wydobycia nie okazało się dla krajów OPEC strzałem w kolano, kartel musi przekonać do tego Rosję. Z tym jednak różnie bywa.

Obecne rozmowy w Wiedniu odbywają się w formule określanej jako OPEC+, czyli z udziałem Rosji i pomniejszych producentów, którzy do kartelu nie należą. Taka nieformalna współpraca trwa od 2016 roku i w pewnym stopniu wpłynęła na wzrost cen ropy w ostatnich latach.

Jak jednak informuje Reuters, negocjacje idą na razie jak po grudzie.

Konsekwencje będą drastyczne

Rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak na razie nie wypowiedział się publicznie na temat trwających rozmów, ale z nieoficjalnych przecieków wynika, że Moskwa nie zgadza się na dalsze cięcia wydobycia ropy. Warto zaznaczyć, że niecałe 50 dolarów za baryłkę to dla Rosji granica opłacalności produkcji ropy.

Jest problem. OPEC nie zamierza ciąć wydobycia bez Rosji. Musimy coś zrobić, bo konsekwencje będą dla wszystkich drastyczne

– powiedział Reutersowi przedstawiciel jednego z krajów z Zatoki Perskiej.

Spadek znaczenia kartelu OPEC to efekt transformacji, jaką przeszły Stany Zjednoczone jako producent ropy. USA „od zawsze” należały do ścisłej światowej czołówki krajów wydobywających ropę naftową, ale tamtejszy przemysł naftowy był nastawiony niemal wyłącznie na lokalną konsumpcję.

W ostatniej dekadzie Stany stały się jednak potężnym eksporterem ropy, w dużej mierze dzięki rewolucji technologicznej i rozpoczęciu masowej eksploatacji złóż łupkowych.

W grudniu 2019 roku Stany Zjednoczone eksportowały średnio 3,67 mln baryłek dziennie, a produkcja tamtejszego przemysłu naftowego wyniosła średnio 12,9 mln baryłek dziennie. Pod koniec lutego doszła nawet do 13,1 mln baryłek, czyli więcej niż produkują Rosja i Arabia Saudyjska. To absolutny rekord.

USA: eksport przegonił import

Stany Zjednoczone po raz pierwszy w historii więcej eksportują, niż importują tego surowca. To fundamentalna zmiana dla światowego rynku ropy, która oznacza dalszą marginalizację kartelu OPEC i spadek znaczenia Rosji jako eksportera energii.

Jak to wygląda w szerszej perspektywie? Światowa konsumpcja wynosi średnio 90-100 mln baryłek dziennie. USA są zdecydowanie największym konsumentem tego surowca, odpowiadając za około 20 proc. tego rynku. Na drugim miejscu są Chiny konsumujące 13 proc. światowej produkcji. Trzecie miejsce zajmują Indie, którym przypada 5 proc. rynku.