MEN zapewnia, że rok szkolny rozpocznie się normalnie. Nauczyciele nie będą strajkować

Dariusz Piontkowski, szef MEN ogłosił, że nic nie stoi na przeszkodzie, by 1 września normalnie rozpocząć nowy rok szkolny. Tymczasem Związek Nauczycielstwa Polskiego dementuje plotki o rzekomo planowanym strajku.

„Wiemy, że nauka na odległość nie była tak efektywna, jak stacjonarne zajęcia i miała negatywne skutki społeczne. Z tych powodów chcemy wrócić do tradycyjnej nauki” – ogłosił w poniedziałek minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Rok szkolny, czyli Polska jak reszta UE

Szef MEN przekonuje, że taką decyzję o wypuszczeniu uczniów do szkół od początku roku szkolnego podjęto w większości krajów UE. 

Podobnie jest w Polsce. Jeśli w kilku lub kilkunastu szkołach w danym mieście pojawią się przypadki zachorowań, to nie oznacza, że mamy zamykać szkoły w całym województwie czy w kraju

– przekonuje szef MEN w rozmowie z Polskim Radiem 24.

Jednocześnie minister zastrzega, że jeżeli w całym kraju dotychczasową decyzję o nauczaniu stacjonarnym zmieni Główny inspektor Sanitarny, to wtedy resort edukacji odpowiednio zareaguje i w skrajnym przypadku znowu zamknie szkoły w całym kraju na cztery spusty. Piontkowski przekonuje, że „musimy być gotowi na różne sytuacje i dać możliwość elastycznego reagowania”. 

MEN zdecydował się jednak przyjęć zasadę, że to dyrektorzy poszczególnych szkół wiedzą najlepiej co się dzieje w ich murach i to oni mają podejmować decyzje dotyczące nauki zdalnej dla określonej liczby uczniów. Jak czytamy na stronie resortu, „dyrektor może ustalić elastyczne godziny przychodzenia klas do szkoły, np. co 5-10 minut”. Dodatkowo MEN wspólnie z GIS przygotował zalecenia dla dyrektorów publicznych i niepublicznych szkół i placówek, które znajdują się w strefie żółtej i czerwonej.

ZNP: strajku nie będzie

Jak wynika z sondażu SW Research dla rp.pl 43,1 proc. ankietowanych uznało, że w obecnej sytuacji epidemiologicznej dzieci powinny wrócić do szkół, ale innego zdania jest 33,3 proc. respondentów. Własnego zdania w tej sprawie nie miało 23,6 proc. rozpytanych na tę okazję.

Nie jest tajemnicą, że ci niechcący wypuszczać swoich pociech do szkolnych ławek liczyli, że skutecznie kij w ministerialne szprychy wsadzą jeszcze nauczyciele, którzy przy okazji pokazywania wytycznych MEN zwrócili uwagę, że jakoś o bezpieczeństwie zdrowotnym ich samych nikt za bardzo w rządzie nie myśli. 

W wytycznych MEN słabo wybrzmiewa kwestia bezpieczeństwa nauczycieli

– przekonuje prof. Maria Gańczak, epidemiolog, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielonogórskiego, ekspert WHO oraz wiceprezydent Sekcji Kontroli Zakażeń Europejskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, proponował np. obowiązkowe poddawanie testom na COVID-19 wszystkich nauczycieli. A jak rząd by nie posłuchał tych zaleceń, to nauczyciele mieli zorganizować strajk, jeszcze przez 1 września. Jest już jednak pewne, że nic takiego się nie stanie.

ZNP nie przygotowuje się do wrześniowego protestu

– informuje Bizblog.pl Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa ZNP.

Przedstawicielka ZNP dodaje jednocześnie, że związek przedstawi własny pomysł na bezpieczny powrót do szkół i przedszkoli.

Zdalnie było kiepsko, więc trzeba wyrównywać

W rządzie nikt nie ma zamiaru zawracać Wisły patykiem i udawać, że nauczanie zdalne, to było najlepsze, co mogło się przytrafić polskiemu uczniowi. Chociaż przez miesiące mogliśmy usłyszeć, że wszystko w tej kwestii jest w należytym porządku. Nie występują braki sprzętowe, czy kłopoty z dostępem do sprzętu komputerowego.

Tym bardziej dziwi zmiana stanowiska w tej sprawie Dariusza Piontkowskiego. Nie przyznaje, że nauczanie zdalne było kiepskie, ale jednocześnie stwierdza, że trzeba „uzupełnić braki wiedzy powstałe w związku ze zdalnym nauczaniem”.

Szef MEN poinformował, że już w tej sprawie wystąpił do Ministerstwa Finansów o wyznaczenie puli przeznaczonej na organizowanie zajęć wyrównawczych. Zdaniem Dariusza Piontkowskiego zewnętrznego finansowania na ten cel muszą szukać także same samorządy. 

System każe płacić niepokornym

MEN nie zamierza jednak zostawić rodzicom wolnej ręki i z góry nakazuje wszystkim dzieciom rozpoczęcie normalnie nauki od 1 września. Rząd, który swego czasu wszystkimi siłami zachęcam i sam chwalił nauczanie zdalne, teraz chce na siłę od niego wszystkich odciągać. Z małymi wyjątkami. W domu mogą zostać ci uczniowie, którzy mają wyraźne i jednoznaczne przeciwskazania zdrowotne albo w danym dniu wykazują objawy infekcji. Do szkół nie pójdą też ci uczniowie, których członkowie rodzin objęci są kwarantanną.

Aby zdusić ewentualną samowolę w zarodku, MEN każdy inny przypadek nieposłania dziecka do szkoły ma traktować jako brak realizacji obowiązku szkolnego. Jeżeli ów brak będzie występował co najmniej dwa tygodnie, to organ prowadzący szkołę (samorząd terytorialny) może nałożyć na rodziców takiego dziecka grzywnę nawet w wysokości 10 tys. zł.

Sytuacja epidemiczna w kraju jest na tyle korzystna, że można już wypuszczać dzieci do szkół – do takiego stwierdzenia od paru tygodni ogranicza się stanowisko MEN w sprawie zbliżającego się już wielkimi krokami nowego roku szkolnego.

Warto przypomnieć, że kiedy zamykano szkoły 11 marca, Ministerstwo Zdrowia informowało o 4 nowych przypadkach koronawirusa nad Wisłą. W sumie zarażonych było wówczas 31 osób. Dzisiaj, w przededniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego i wypuszczenia do szkolnych ławek uczniów, każdego dnia przybywa od 500 do ponad 900 nowych chorych na COVID-19. Koronawirusa wykryto już o ponad 62 tys. Polaków.