Rok szkolny ruszy 1 września? To wcale nie jest takie pewne

Związek Nauczycielstwa Polskiego przekazał premierowi Mateuszowi Morawieckiemu 13 punktów, które powinny być zrealizowane, jeżeli nowy rok szkolny faktycznie miałby ruszyć za tydzień. Jednocześnie nauczyciele chcą większej suwerenności dla dyrektorów szkół. To oni mieliby decydować, czy pierwszy dzwonek zabrzmi 1 września, czy później.

Wcześniej mówiło się o strajku nauczycieli, którzy nie zgadzają się z Ministerstwem Edukacji Narodowej, stojącym na stanowisku, że obecnie sytuacja epidemiologiczna w Polsce pozwala na otwarcie szkół i normalną inaugurację roku szkolnego w tradycyjnym terminie. Ale z takiej formy protesty zrezygnowano. 

Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa ZNP, poinformowała, że przynajmniej na wrzesień nie ma żadnych przygotowań do jakiegokolwiek strajku. Ale to wcale nie oznacza, że nauczyciele od teraz zamilkną. Wręcz przeciwnie. Sławomir Broniarz, prezes ZNP, poinformował o przesłaniu na ręce premiera Mateusza Morawieckiego w 13 punktów, które zdaniem ZNP, trzeba zrealizować w najbliższym tygodniu, żeby dzieci rzeczywiście mogły czuć się bezpiecznie w szkolnych murach. 

Rok szkolny w terminie? Niech decyduje dyrektor

Jeden z punktów dotyczy znacznie większej niż dotychczas suwerenności dyrektorów szkół. Zdaniem ZNP resort edukacji już wcześniej scedował na nich sporą odpowiedzialność dotyczącą organizacji zajęć lekcyjnych oraz decyzji, czy później je kontynuować w tradycyjnej formie, zdalnej, czy może mieszanej (hybrydowej).

Skoro tak, to niech też ci sami dyrektorzy podejmują decyzję – w porozumieniu z organem prowadzącym, ale bez konsultacji z sanepidem – czy rzeczywiście rozpoczynać rok szkolny 1 września, czy może tydzień później. A może dwa tygodnie, albo trzy po tym terminie

– uważa Sławomir Broniarz.

Bizblog.pl poleca

ZNP tłumaczy, że to nikt inny jak dyrektor szkoły wie na przykład o zasobności środków ostrożności. Tych zaś, zdaniem nauczycieli, będzie niewystarczająca ilość. 

Słyszałem zapowiedź Michała Dworczyka, że rząd dostarczy do szkół 50 mln masek. Biorąc pod uwagę jednak, że mamy w sumie 4,5 mln uczniów a wirusolodzy zalecają zmianę maseczki co najmniej trzy razy dziennie, to ta przygotowana pula starczy raptem na 10 dni. A co potem?

– pyta Broniarz.

Warto też zabezpieczyć samych nauczycieli

Wśród przesłanych na ręce premiera Morawieckiego punktów jest też ten o zabezpieczeniu epidemiologicznym nauczycieli. Sławomir Broniarz sugeruje, że nauczyciele są jedyną grupą zawodową, która w czasie pandemii sama musi organizować swoje miejsce pracy i w dodatku musi za to płacić. 

Chcemy, żeby wreszcie nam ktoś w tym pomógł

zwraca się do rządu szef ZNP.

Dlatego Związek proponuje badania przesiewowe dla nauczycieli (jest ich w sumie w naszym kraju ok. 650 tys.) i pozostałych pracowników szkół. Przydałyby się też ogólnopolskie przepisy dotyczące nauczania zdalnego.

Ministerstwo Edukacji mogło pominąć Związek Nauczycielstwa Polskiego. Ale od marca mogli konsultować się za to z dyrektorami, nauczycielami i rodzicami w celu wypracowania jakiegoś mechanizmu postępowania. Niestety, nic takiego nie miało miejsca

– twierdzi Sławomir Broniarz.

MEN ma inne zdanie niż WHO

Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO) od początku pandemii stroi na stanowisku, że dzieci łatwo przenoszą koronawirusa. Potwierdzają to też ostatnie badania naukowców ze szpitala pediatrycznego w Chicago i Northwestern University. 

Nasze dane nie potwierdzają jakoby dzieci były mniej chore dlatego, że mają mniej wirusa – stwierdził Taylor Heald-Sargent, główny autor i specjalista w dziedzinie dziecięcych chorób zakaźnych w Lurie Children’s Hospital of Chicago i adiunkt pediatrii w Northwestern University’s School of Medicine Feinberg.

Dlatego autorzy tych badań uważają, że ponownie otwarcie szkół i przedszkoli jest tematem „złożonym i zróżnicowanym”. Z kolei Ministerstwo Edukacji Narodowej ma zgoła odmienne zdaniem. Szef resortu Dariusz Piontkowski w programie TVN24 „Jeden na jeden” stwierdził, że młodzi ludzie wcale nie przenoszą tak COVID-19 jakby to się mogło wydawać. 

Opinii jest tak dużo, że trudno wśród nich znaleźć tę, która zawsze będzie się sprawdzać. Nikt nie wzywa do zamykania sklepów, czy komunikacji publicznej. To dlaczego akurat szkoły zamykać?

– argumentuje szef MEN.

To zbyt ryzykowny eksperyment

Nie tylko ZNP wzywa rząd na tydzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego do zdecydowanie intensywniejszych działań. W podobnym tonie wypowiada się też Ogólnopolskie Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Ponad 4,5 miliona polskich dzieci może wkrótce stać się uczestnikami ryzykownego eksperymentu – nieprzemyślanego, źle zaplanowanego powrotu uczniów do szkół, w czasie epidemii COVID-19, co zmierza do jesiennego „lockdownu”, odebrania uczniom szansy na w miarę normalną edukację do końca bieżącego roku

czytamy w stanowisku też przesłanym na ręce premiera Morawieckiego. 

OSKKO zarzuca „nieuwzględnienie stanowisk i badań polskich naukowców, w tym m.in. Polskiej Akademii Nauk, Instytutu Biologii Doświadczalnej UW w sprawie prognoz i zaleceń wobec edukacji od września 2020 r.” a także „zaniedbanie przygotowań platformy edukacji zdalnej, koniecznej w sytuacji zamykania szkół wskutek pojawienia się zakażeń kadry i uczniów”. Zdaniem OSKKO „nie zrobiono w tej sprawie nic”.