Chaos i destrukcja. Rozpoczął się rok szkolny w Polsce

Mieliśmy wypatrywać drugiej fali zarażeń i przygotowywać się na powakacyjną walkę z COVID-19. Tymczasem pierwsza fala wciąż przybiera na sile, a dzieci trzeba wysłać na inaugurację roku szkolnego.

Licznik tak naprawdę tyka od pół roku. Jeszcze pal licho egzaminy dla ósmoklasistów czy matury. Chociaż emocje związane z epidemią były spore, to organizacja tych edukacyjnych przedsięwzięć nie była wielkim wyzwaniem. I wszystko przebiegło się w miarę sprawnie. Ale teraz, przy okazji inauguracji nowego roku szkolnego, to już zupełnie inna para kaloszy. Owszem, już na nas nie robią wrażenia codzienne informacje o liczbie zakażonych, która po wakacjach przekroczyć ma tysiąc dziennie. A mimo to perspektywa organizowania dla przeszło 4,5 mln uczniów nauki stacjonarne przeraża.

Bizblog.pl poleca

Zwłaszcza że rząd nie zdobył się na jakieś ogólnopolskie rozwiązania w tym względzie. Szef Ministerstwa Edukacji Narodowej Dariusz Piontkowski stwierdził jedynie, że skoro nikt teraz nie nawołuje do zamykania sklepów, to szkoły mogą być otwarte. A o tym na jakich zasadach – decydować mają już sami dyrektorzy placówek. W ten sposób 1 września oprócz roku szkolnego zadebiutuje coś jeszcze: organizacyjny bałagan.

Obostrzenia, czyli co szkoła to obyczaj

Związek Nauczycielstwa Polskiego ostro zareagował na próby zrzucania odpowiedzialności na samorządy. Prezes ZNP Sławomir Broniarz zasugerował nawet, że skoro dyrektorzy poszczególnych szkół mają mieć taką autonomię, to nie kto inni, jak oni powinni decydować „czy rzeczywiście rozpoczynać rok szkolny 1 września, czy może tydzień później”.

Mimo to nawet w jednym mieście placówki mogą przyjąć odmienne zasady. W Szkole Podstawowej nr 8 w siemianowickim Zespole Szkół Sportowych maseczki na twarzach uczniów w czasie przerw są jedynie zalecane. Półtora kilometra dalej w Szkole Podstawowej nr 4 maseczki zasłaniające nosy i usta uczniów są obowiązkowe „na przerwach, w świetlicy oraz przy wejściu do szkoły”. Jeszcze inaczej postąpiono w jednej z podstawówek w Dąbrowie Górniczej. Tam decyzję o maseczkach na przerwach pozostawiono Radzie Rodziców, a ta uznała, że nie będzie takiego obowiązku. Kto chce, może nosić, ale nic na siłę. 

Z plecakiem na początek roku, a potem do sklepu – po dres

Rodzice listę obostrzeń w poszczególnych szkołach dostawali od tygodnia. Mailowo albo przez e-dziennik. Informacje są krótkie i zwięzłe, ograniczające się do kilku zdań, ale nie brakuje też elaboratów na parę stron. Najczęściej rodzicie są proszeni o wysłanie 1 września dzieci razem z tornistrami, żeby mogły do nich od razu wziąć książki. Innym powszechnym rozwiązaniem jest informacja o organizowaniu zajęć wychowania fizycznego na dworze. Dlatego rodzice byli i są gremialnie proszeni o zakup dresów pociechom, co pozwoli im robić fikołki i nie marznąc jednocześnie. 

Zazwyczaj przed wejściem do szkoły wymagana będzie dezynfekcja dłoni. Z mierzeniem temperatury różnie bywa. Są szkoły, które będą ją sprawdzały tylko dzieciom z objawami chorobowymi, nie brakuje też takich, w których będzie to robione „jak zajdzie taka potrzeba”, bo na stanie mają dwa termometry i trzeba mierzyć siły na zamiary. Większość szkół wprowadziła też zakaz wchodzenia rodziców do środka czy zakaz wynoszenia posiłków ze szkolnych stołówek. I tak jak w przypadku przedwakacyjnych egzaminów: nie wolno uczniom wymieniać się przyborami szkolnymi. 

Rok szkolny: Polska przespała jak inni

Nasz kraj stanął w jednym szeregu z Brukselą,Londynem, Paryżem, Berlinem i Rzymem. Mimo że europejską walka z COVID-19 trwa w najlepsze od lutego, to ze świecą szukać gotowych rozwiązań europejskich, jeżeli chodzi o organizowanie edukacji w czasie pandemii. Na tym tle wyróżniają się rządy Danii i Finlandii, gdzie władze uznała, że prawo dzieci do edukacji przeważa nad ryzykiem zdrowotnym związanym z powrotem do szkoły. Zwłaszcza że tamtejsi naukowcy przekonywali, że dzieci odgrywają niewielką rolę w rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Stąd w Danii przedszkola otwarto ponownie 15 kwietnia, a w Finlandii podstawówki otworzono ponownie 1 maja. 

Tych lekcji nie odrobiono np. w Niemczech, gdzie także nie wypracowano jednolitych regulacji dla całego kraju. Tym samym edukację na specjalnych zasadach muszą prowadzić oddzielnie kraje związkowe. Owszem osiągnięto porozumienie, jeżeli chodzi o obowiązkowe noszenie maseczek czy używanie środków dezynfekujących, ale nic ponad to. Każdy musi sobie sam stworzyć regulamin, co też wyraziła ostatnio niemiecka Stała Konferencja Ministrów Edukacji i Kultury stwierdzając, że „regularne działania” mają być organizowane „na tle specyficznych warunków lokalnych”.