Rewolucja w L4, przymusowe testy i koniec pobłażania. Szykujcie się, bo rząd nie ma wyjścia

To nie wina rządu, że trzecia fala epidemii rozlewa się po całym kraju, tylko nasza. I to nawet nie dlatego, że nosimy maseczki pod brodą, ale dlatego, że kelnerka czy farmaceutka z apteki mają kaszel, gorączkę i straciły smak, a mimo to chodzą do pracy i ani myślą iść na test. Musimy pójść tropem Czech: przymusowe testowanie wszystkich w zakładach pracy i podniesienie zasiłku chorobowego z 80 do 100 proc. wynagrodzenia.

Te przykłady z kelnerką i pracownicą apteki bynajmniej nie są figurą retoryczną. To realni ludzie z południa Polski. Obie mają klasyczne objawy zakażenia koronawirusem łącznie z utratą smaku, która nie pozostawia wątpliwości. Żadna z nich nie zgłosiła się na test. Żadna nie ma zamiaru. Każda codziennie chodzi do pracy i to w zawodach mających styczność z innymi ludźmi. 

Kelnerka niby nie spotyka klientów, bo restauracje są zamknięte, ale przygotowuje posiłki na wynos, spotykając się twarzą w twarz z dostawcami. Pracownica apteki… Tu brakuje mi słów.

Dlaczego narażają innych? Bo żadna nie chce utknąć w domu na kwarantannie.

Bizblog.pl poleca

Czas na zmiany w L4 i 100-proc. zasiłek chorobowy

Tak, wprowadzenie możliwości samodzielnego skierowania się na test bez konieczności wizyty online, którą wprowadziło kilka dni temu Ministerstwo Zdrowia to niezły pomysł. Ale w gruncie rzeczy to nie „przepustowość” lekarzy rodzinnych kierujących na badanie jest największym problemem. Problemem jest to, że to my nie chcemy się testować.

Powód nr 1 to pieniądze. Lądując na kwarantannie, otrzymujemy zasiłek chorobowy, który stanowi jedynie 80 proc. normalnego wynagrodzenia. Wielu ludziom to wciąż robi różnicę.

Zrozumiał to już kilka tygodni temu rząd Czech. Nasi sąsiedzi jeszcze bardziej niż Polacy unikali testowania i kwarantanny, co stało się gigantycznym problemem. Tam zasiłek chorobowy wynosi tylko 60 proc. wynagrodzenia, więc nie ma się co dziwić. Dlatego rząd zdecydował o podniesieniu zasiłku do 100 proc. dla osób, które kierowane są do izolacji z powodu koronawirusa. Warto z tego pomysłu sąsiadów skorzystać.

Koniec z proszeniem. Wprowadźmy przymusowe testy

Drugi sposób, który niedawno wprowadzili Czesi, to przymusowe testowanie pracowników na obecność koronawirusa. Nie pracujesz zdalnie, musisz się zbadać i nie ma dyskusji.

Mam wrażenie, że przymus to obecnie jedyny sposób również na Polaków. Inaczej ten biedny rząd z epidemią sobie nie poradzi, choćby zamykał wszystko co się da, łącznie z lasami i kościołami.

Można się martwić o mobilność, jak powiedział w środę minister Niedzielski, ogłaszając ponownie ogólnopolski lockdown. Można apelować o pracę zdalną. Ale apele dziś już nie działają, bo nagle co najmniej pół Polski stała się nie tylko antyrządowa, ale i antysystemowa. I nieważne, dokąd nas to prowadzi.

A więc przymus. Tylko błagam, wprowadźmy go ustawą, a nie rozporządzeniem.

To nie rząd jest biedny, to ludzie zagubieni?

Sami sobie jesteśmy winni? To tak, jakby powiedzieć, że ktoś, kto mieszkał na terenach zalewowych, jest winny temu, że go zalała powódź. Okej, jego przodkowie być może byli odpowiedzialni za to, że tam się osiedlili, ale takie stawianie sprawy daleko nas nie zaprowadzi – szczególnie jeśli przez lata to władze oszczędzały na naprawach wałów przeciwpowodziowych

powiedział niedawno OKO.press dr. Michał Zabdyr-Jamróz z Instytutu Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Ten system myślenia redukuje problemy do zrzucania winy na jednostki, gdy dużo więcej przyczyn jest systemowych. Tymczasem, największą barierą we właściwej reakcji na pandemię – zarówno jednostek jak i instytucji – są problemy strukturalne, które utrudniają lub uniemożliwiają nam właściwe działania. Za problemy ze społecznym zaufaniem nie odpowiadają przecież sami ludzie, tylko także instytucje – to jak są urządzone i jak traktują obywateli, jakie interakcje prowokują. Niebagatelną sprawą są tu nierówności społeczne, niedobory mieszkaniowe, prekarność pracy

– wyjaśnia ekspert.

I ma 100 proc. racji. To kwestia zaufania społecznego i zaufania do instytucji państwa, a tu winny jest nie tylko obecny rząd, ale też wszystkie poprzednie. 

Tylko że zaufania nie da się zbudować w tydzień ani w miesiąc. A działać trzeba teraz.