Rewolucja w 500+. Rząd udaje, że nic się nie stanie. Ale pracownicy socjalni wszystko już policzyli

Pracownicy socjalni walczą o miejsca pracy, które mogą masowo zniknąć po przeniesieniu obsługi programu 500+ do ZUS. Gminy już zaczęły lobbować za zmianą ustawy, która mogłaby części z nich zablokować ewentualne zwolnienia. Ministerstwo Rodziny za to udaje, że żadnych zwolnień nie będzie, ale nie pofatygowało się nawet tego sprawdzić. Sprawdzili to więc związkowcy. Ups, 70 proc. urzędów planuje zwolnienia.

Z powodu pomysłu przeniesienia obsługi 500+ z gmin do ZUS związki zawodowe działające przy ZUS weszły w spór zbiorowy z pracodawcą, bo twierdzą, że i tak są już przeciążeni pracą. I to o tym proteście ostatnio jest głośno.

Ale niezadowoleni są też pracownicy socjalni, którzy boją się zwolnień po zabraniu im obsługi programu. Przede wszystkim oni odczują skutki zmian. I boją się niebezpodstawnie. Niedawno pisałam, że małe gminy już postulują zmianę ustawy o pomocy socjalnej, żeby nie musiały utrzymywać aż tylu pracowników socjalnych po zabraniu im 500+, a ustawa nakłada na nich limity w tym zakresie. 

Ministerstwo pracy samo sobie zaprzecza

A tymczasem resort rodziny utrzymuje, że nie ma się czym martwić. W Ocenie Skutków Regulacji, która jest elementem projektu ustawy, który zakłada przeniesienie obsługi 500+ do ZUS, resort pisze, że nie wpłynie to na rynek pracy.

Nie?

Zabawne, że ministerstwo samo sobie zaprzecza, bo co innego napisało w projekcie ustawy, a co innego teraz mówi wiceminister rodziny Barbara Socha. Podczas środowego posiedzenia Sejmu, kiedy debatowano na tym projektem Pani minister powiedziała:

Pracownikom samorządowym, którzy w związku z tą zmianą stracą pracę, będą przysługiwały odprawy

Czyli jednak będą zwolnienia. Zresztą, jak miałoby ich nie być, skoro rząd szacuje, że dzięki przeniesieniu 500+ do ZUS obsługa tego programu pozwoli zaoszczędzić 3,1 mld zł w latach 2022-2032.

Na czym te oszczędności? Na pracownikach oczywiście. A mówimy o 12 tys. osób, które dotąd zajmowały się obsługą 500+. To tylko jedno z ich zadań, więc nie należy zakładać, że teraz 12 tys. osób wyleci na bruk. Ale nikt nie pofatygował się, żeby policzyć, ilu rzeczywiście ludzi przez tę zmianę straci pracę, bo ministerstwo rodziny udaje, że nic się nie stanie.

W każdym urzędzie wyleci po dwóch pracowników?

Walcząc o utrzymanie etatów, pracownicy socjalni policzyli to sami, bo nie dają za wygraną i chcą jeszcze powstrzymać rewolucję w 500+. Zresztą jeszcze przed skierowaniem projektu ustawy do Sejmu Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej próbowała docierać ze swoim problemem do posłów i posłanek różnych frakcji. Każdy z parlamentarzystów dostał też pismo z apelem o odrzucenie zmian, w którym przedstawiono konkretne wyliczenia.

Federacja nie ma takich możliwości, żeby zbadać sytuację we wszystkich gminach w Polsce. Ma ją ministerstwo przy wykorzystaniu Centralnej Aplikacji Statystycznej (CAS), ale po co, skoro chodzi o pracowników samorządowych, więc to nie sprawa resortu. 

Federacja zatem zrobiła to sama. Żeby pokazać skalę wiszących nad pracownikami samorządów zwolnień, przeprowadziła ankietę w trzech losowo wybranych województwach: lubuskim, podlaskim i śląskim. Łącznie zapytano 155 jednostek, czy zamierzają zwalniać pracowników po przeniesieniu od 2022 r. obsługi 500+ do ZUS. Tylko 35 odpowiedziało, że nie planuje zwolnień. To zaledwie 22 proc. badanych. Pozostałe 70 proc. planuje redukcje etatów, a 8 proc. nie podjęło jeszcze decyzji. W 109 jednostkach, które mają już świadomość konieczności cięć, ma zostać zwolnionych łącznie co najmniej 257 pracowników, czyli średnio dwie osoby w każdym urzędzie.

I oczywiście głęboki sens miałoby usprawnienie procesu obsługi programu i nieutrzymywanie niepotrzebnych etatów, skoro ZUS mógłby to zrobić taniej i sprawniej. To nie PRL. Problem w tym, że pracownicy ZUS twierdzą, że nie dadzą rady.