Możesz sobie kupić jeden ze słynnych respiratorów od handlarza bronią. Rusza licytacja komornicza

30 tys. zł wynosi cena wywoławcza za każdy z respiratorów zakupionych przez rząd od handlarza bronią, które jednak nigdy nie zostały użyte do ratowania życia, bo to sprzęt równie wątpliwej jakości jak ich sprzedawca. Ministerstwo Zdrowia utopiło miliony złotych, płacąc z góry w ramach umowy, która nie została dotrzymana. Teraz rząd liczy na to, że dzięki licytacji „aresztowanych” respiratorów choć częściowo odzyska swoje pieniądze.

Jak donosi RMF FM, komornik właśnie ogłosił licytację respiratorów przetrzymywanych od miesięcy na Okęciu. Na sprzedaż jest 418 urządzeń, a cena wywoławcza to zaledwie 30 tys. zł, podczas gdy rząd zapłacił za nie po 160 tysięcy złotych.

Dlaczego „respiratory od handlarza bronią” są tak tanie? Urządzenia zostały wyprodukowane poza Unią Europejską, są niekompletne, nie mają gwarancji producenta, części zamiennych, ani serwisu. To oznacza, że w praktyce są nie do użycia w placówkach ochrony zdrowia.

Przypomnijmy, że wiosną 2020 roku, w czasie gorączki przygotowań do walki z koronawirusem rząd podpisał umowę na zakup respiratorów z firmą E&K z Lublina. Kontrahent miał dostarczyć 1241 respiratorów, ale nie wywiązał się z kontraktu. Co innego Ministerstwo Zdrowia, które w ciągu zaledwie czterch godzin przelało firmie E&K 35 mln euro.

Bizblog.pl poleca

Gdy pojawiły się problemy z realizacją kontraktu, „Gazeta Wyborcza” ustaliła, że za firmą E&K stoi Andrzej Izdebski, który jako handlarz bronią zaopatrujący kraje afrykańskie kraje objęte embargiem trafił na czarną listę ONZ. Mało tego, jak wykryła gazeta, za czasów PRL Izdebski był tajnym współpracownikiem SB oddelegowanym do inwigilacji ówczesnego dyrektora zakładów lotniczych w Świdniku.

W końcu resort kierowany wówczas przez Łukasza Szumowskiego postanowił odstąpić od umowy. Firma E&K zwróciła 14 mln euro, czyli dużo mniej niż połowę wartości kontraktu. Na firmę handlarza bronią nałożono też kary umowne. Czynności w tej sprawie podjęła prokuratura, ale uznała, że Ministerstwo Zdrowia trzymało się procedur i nie mogło wiedzieć, że kontrahent jest niewiarygodny.