Trzy sprytne sztuczki rządu i mamy dwa wyniki wszech czasów: w nadwyżce i dochodach budżetowych

Jeśli jest recesja, kryzys związany z koronawirusem, o którym mówią, że jest najpoważniejszy od wielu wielu lat, to zapewne budżet państwa też jest w opałach. Ten sposób rozumowania wydaje się zupełnie uzasadniony. Ale rzeczywistość jest inna, przez co zdecydowanie ciekawsza.

Fot. Kancelaria Premiera/Flickr.com/CC BY-NC-ND 2.0

Dochody budżetowe po czerwcu są o 3 proc. wyższe niż rok temu, tylko w czerwcu dochody podatkowe były o 9 proc. wyższe niż rok temu, a deficyt budżetowy właśnie zmalał do 17 mld złotych – poinformowało Ministerstwo Finansów.

Nie opublikowało wprawdzie pełnych danych o wykonaniu budżetu w czerwcu, ale porównując to, co ujawniło, z tym, co wiedzieliśmy o maju, wynika, że czerwiec był miesiącem rekordowym. Od razu jednak warto zaznaczyć, że te rekordy to skumulowany efekt trzech nadzwyczajnych efektów (złośliwi mogą je nazywać sztuczkami).

Bizblog.pl poleca

Przede wszystkim: deficyt po maju wynosił 25,9 mld zł, a teraz wynosi około 17 mld zł, z czego wynika, że w czerwcu nadwyżka budżetowa sięgnęła blisko 9 mld zł. A to oznacza, że była największa od co najmniej 2010 roku (do tego roku sięga mój zbiór danych, ale niewykluczone, że to w ogóle największa nadwyżka w historii).

Źródło: Ministerstwo Finansów, obliczenia własne

Dochody budżetowe w czerwcu przekroczyły 40,4 mld zł i były na pewno najwyższe w historii. Poprzedni rekord ze stycznia tego roku to 40,3 mld zł. Ponad 40 mld złotych to aż o 38 proc. więcej niż w czerwcu rok temu.

Ministerstwo Finansów, obliczenia własne

Teraz przechodzimy do trzech nadzwyczajnych efektów

Pierwszy to zysk Narodowego Banku Polskiego, który w wysokości 7,4 mld zł właśnie w czerwcu do budżetu. Co ważne: rok temu ten zysk wynosił zero. Stąd bardzo wysoka dynamika rok do roku i rekordowo wysokie dochody.

Ministerstwo Finansów zaznacza, że gdy spojrzymy tylko na dochody podatkowe, czyli zostawimy NBP na boku, to te podatkowe też rosną, co optymiści mogą potraktować jako dowód na ożywienie w gospodarce i szybkie wychodzenie z koronawirusowego dołka.

Jednak wyraźny wzrost dochodów podatkowych to efekt skumulowania się opóźnień w płatnościach, na które na początku epidemii pozwolił fiskus. Odkąd wybuchła epidemia, firmy miały więcej czasu na rozliczenia, więc wpływy podatkowe na przykład w kwietniu były drastycznie niższe niż zwykle, ale w czerwcu napłynęły z kolei w wysokości większej niż zwykle. Problemu z tym, z czego zapłacić podatki, większość firm nie ma, bo w ramach tarcz antykryzysowych dostały one dostęp do pieniędzy z Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskiego Funduszu Rozwoju. Dane o podaży pieniądza publikowane niedawno przez NBP pokazały, że pod koniec maja na kontach przedsiębiorstw w związku z tym leżało rekordowe 350 miliardów złotych – aż o 34 mld więcej niż pod koniec 2019 roku i o 70 mld zł więcej niż rok temu.

W osiągnięciu rekordowej nadwyżki budżetowej w czerwcu równie ważny, a może nawet najważniejszy był jednak spadek wydatków budżetowych. Były one najmniejsze od sierpnia 2019 r. i mniejsze o 2,7 proc. niż rok temu. To najważniejsza sztuczka ze wszystkich, bo tak naprawdę wydatki państwa w czasie epidemii znacząco rosną, a nie maleją. Jednak w budżecie mogą one spadać, ponieważ sporą część wydatków państwa związanych z tarczami antykryzysowymi finansują obecnie wspomniane wcześniej Bank Gospodarstwa Krajowego i Polski Fundusz Rozwoju. Obie te instytucje w czerwcu wyemitowały dług wart aż 24,7 mld zł.

Emisja długu to nie to samo, co wydatki

Założenie dotyczące działania tarcz antykryzysowych jest takie, że instytucje te mają przekazywać zgromadzone kwoty do gospodarki jak najszybciej. Na pewno istnieje pewne przesunięcie w czasie pomiędzy momentem emisji długu, a momentem wprowadzenie tych kwot do prywatnych przedsiębiorstw, ale po pierwsze nie wiemy, jak duże jest to przesunięcie, a po drugie uprawnione jest założenie, że jest ono raczej małe.

Dla uproszczenia można więc przyjąć, że w skali miesiąca kwota zebranych z emisji obligacji kwot jest równa kwocie wydatków państwa. A zatem gdyby pomoc covidowa szła przez budżet, wtedy w czerwcu wydatki byłyby wyższe o blisko 25 mld złotych. To oznacza, że byłyby wyższe niż rok temu aż o 73 proc. a zamiast największej od lat nadwyżki mielibyśmy 15,8 mld deficytu. Tylko w tym jednym miesiącu.

Licząc od początku roku deficyt budżetowy to obecnie około 17 mld zł. Ale w tym samym czasie na finansowanie wydatków z tarcz antykryzysowych BGK i PFR wyemitowały już łącznie 117 mld zł długu. Gdyby to wszystko było finansowane przez budżet deficyt sięgałby już zawrotnych 134 mld zł, czyli blisko 6 proc. PKB.

Moim zdaniem to dobrze, że te wydatki rosną tak szybko

W sytuacji załamania gospodarki, takiego jak w przypadku epidemii koronawirusa wzrost zadłużenia jest nieunikniony, nie wiadomo tylko z góry, czy rosnąć będzie zadłużenie prywatne w firmach i gospodarstwach domowych, czy weźmie je na siebie państwo po to, aby sektor prywatny nie musiał się zadłużać ponad miarę.

Wzrost zadłużenia publicznego jest lepszy od prywatnego, bo państwo może sobie ten dług rozłożyć na dłuższe terminy, wierzyciele wobec państwa są zdecydowanie bardziej łaskawi, często wręcz nie chcą spłaty długu, bo wolą, żeby państwo bez końca płaciło im odsetki (zresztą tym wierzycielem jest właśnie sektor prywatny). W ostateczności państwo może sobie dodrukować pieniędzy, a gospodarstwo domowe, czy firma nie ma takiej możliwości. Dodruk oczywiście grozi inflacją w przyszłości, ale ścinanie inflacji w dół mamy w razie czego dobrze przećwiczone i wiemy, jak to robić.

Tak więc metody walki z koronawirusem w gospodarce wyglądają moim zdaniem na skuteczne i bardzo dobrze, że tak jest. Ale ich potężnym skutkiem ubocznym jest to, że sporej części wydatków państwa w budżecie centralnym po prostu nie widać. Dlatego w czasie recesji mamy rekordowe wyniki tego budżetu. Dlatego też dziś wyciąganie jakichkolwiek wniosków o sytuacji finansowej polskiego państwa tylko na podstawie danych o budżecie państwa nie ma już żadnego sensu.

Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca m.in. TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik Business Insidera i Tok FM.