Rząd chce wprowadzić regulowane ceny na mąkę, chleb i cukier. Poseł się wygadał w telewizji

Zerowy VAT na żywność może wcale nie spowodować spadku jej cen, bo rząd nie ma narzędzi, żeby zmusić przedsiębiorców, by obniżkę VAT oddali konsumentom, może tylko ładnie ich prosić. A jak nie zadziała? Choć brzmi to absurdalnie, rząd chce wprowadzić regulowane ceny na podstawowe artykuły żywnościowe. Zapowiedział to na antenie Polsat News poseł PiS Kazimierz Smoliński.

Chcemy wprowadzić regulowane ceny na najbardziej podstawowe artykuły żywnościowe takie jak mąka, cukier, chleb. Jeśli inflacja będzie szalała, to nawet takie rozwiązanie może być wprowadzone. Panowie robicie wielkie oczy, ale zaproponujcie lepsze rozwiązanie

zwrócił się Kazimierz Smoliński do innych gości w studiu Polsat News.

Sprawa jest jednak dość zagadkowa, ponieważ nie da się wykluczyć, że poseł Smoliński… padł ofiarą prześmiewczego fejka z Twittera. Zapowiedź wprowadzenia regulowanych cen na podstawowe artykuły spożywcze pojawiły się na profilu stylizowanym na konto twitterowe posła Marka Suskiego, członka Rady Doradców Politycznych przy premierze.

Bizblog.pl poleca

Mimo że żywność już mocno podrożała w ostatnich miesiącach, a jej ceny w listopadzie były wyższe o 6,3 proc. r/r, to wcale nie zapowiada się, że to koniec podwyżek. Jak pisze „Rzeczpospolita”, za rok, a więc w IV kwartale 2022 r. ceny żywności będą wyższe o 4,5 proc. rok do roku, i to pomimo tzw. wysokiej bazy na końcu tego roku.

To prognoza analityków z Santander Bank Polska i nie wygląda ona dobrze, bo przecież w międzyczasie mamy mieć obniżkę VAT na żywność z 5 proc. do 0, powinno więc się zrobić taniej, nie drożej. Ale tylko pozornie.

Po pierwsze, wszystko wskazuje na to, że rząd obniży VAT na żywność w lutym i to czasowo – wstępnie należy zakładać, że na sześć miesięcy. Od początku, od momentu ogłoszenia, że Komisja Europejska się na to zgodzi, analitycy nie mieli wątpliwości – kiedy ta czasowa obniżka VAT minie, będzie jeszcze drożej niż przed nią.

Po drugie, nawet obniżenie stawki VAT wcale nie oznacza, że dla konsumenta ceny rzeczywiście spada, bo to zalety od sprzedawców – czy sami skonsumują ten prezent, czy podzielą się nim z klientami. I niestety wielce prawdopodobne, że się nie podzielą, albo tylko symbolicznie.

A wtedy rząd może czuć presję i zdecydować się na kolejny ruch, tym razem bardziej radykalny, by Polacy jednak odczuli spadek cen.

Powrót do przeszłości?

Bartosz Urbaniak, szef bankowości agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę powiedział właśnie na łamach „Rzeczpospolitej”, że spodziewa się w najbliższym kwartale działań zmierzających do ustabilizowania cen żywności, być może nawet takich jak ustawa regulująca ceny.

Nie, to nie pomyłka, naprawdę możemy wrócić do czasów PRL. I to wcale nie byłoby takie zaskakujące, jakby się mogło wydawać.

Po pierwsze dlatego, że Polacy bardzo przejęli się inflacją i w przyszłym roku, to, czego najbardziej oczekują od rządu do właśnie walka ze wzrostem cen.

Jak wynika z sondażu United Surveys dla „Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM, na konieczność zwalczania wysokich cen zwróciło uwagę 43,5 proc. badanych, podczas gdy 32,7 proc. oczekuje polepszenia stosunków Polski z Unią Europejską, a jedynie 30 proc. poprawy sytuacji w ochronie zdrowia. Walka z inflacją jest więc bezkonkurencyjna na liście naszych oczekiwań wobec polityków.

Więcej! Z niedawnego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że Polacy oczekują od rządu w związku z ograniczaniem skutków wzrostu cen przede wszystkim obniżania podatku VAT – tego chciało 60,7 proc. badanych. I już to dostali.

Obniżania akcyzy chciało 58,8 proc. badanych – też już to mają. 

W dalszej kolejności badani oczekiwali od rządu zablokowania podwyżek cen prądu i gazu (47,3 proc.) – powiedzmy, że załatwia im to tzw. dodatek osłonowy, który właśnie został podpisany przez prezydenta.

Na końcu tej listy życzeń było jeszcze wprowadzenia urzędowych cen na podstawowe artykuły spożywcze – to oczekiwanie 29,6 proc. badanych.

Widać wyraźnie, że z życzeń suwerena zostało jeszcze właśnie to jedno do spełnienia. I wszystko wskazuje na to, że wkrótce się ono spełni.

W marcu znajdzie się winny, trzeba go będzie ukarać

Dlaczego zakładam, że może się to wydarzyć w marcu? Otóż wspomniany Bartosz Urbaniak stawia na pierwszy kwartał 2022 r. Ale w lutym przecież wejdzie w życie prawdopodobnie obniżka VAT na żywność. Trzeba będzie poczekać na reakcję rynku i sprawdzić, czy to działanie cokolwiek dało.

A jak nie, można będzie w marcu powiedzieć, że krwiopijczy przedsiębiorcy zagarnęli dla siebie korzyści z obniżki VAT, dlatego trzeba ich ukarać i narzucić im urzędowe ceny. Ta historia będzie się trzymała kupy, sprzedawcy żywności staną się kozłem ofiarnym, a społeczeństwo poczuje się zadowolone, że rząd tak broni jego interesów przed tymi strasznymi kapitalistami.

Taka opowieść jest zresztą bardzo potrzebna. Inaczej społeczeństwo może zobaczyć, że bochenek chleba pszenno-żytniego, który według GUS-u dziś kosztuje średnio 3,38 zł, od 2015 r., kiedy PiS wygrał wybory, podrożał o 53 proc. Masło w tym czasie podrożało o 65 proc., olej rzepakowy o 55 proc., ziemniaki o 54 proc., a kiełbasa o 44,6 proc.

O ile w tym czasie wzrosły płace? Ta minimalna jest akurat szybko podnoszona przez rząd PiS i wzrosła aż o 72 proc., przeciętne wynagrodzenie o ok. 45 proc. Płace więc za tym wzrostem cen w dłuższym ujęciu nadążają.

Problem w tym, że po pierwsze, ludzie zwykle widzą wyraźniej to, co ich boli, niż to, że jest dobrze. A po drugie, wzrost cen od 2015 r. nie następował równomiernie przez lata, a wzrost płac – owszem. Przyzwyczailiśmy się więc do tego, że w ostatnich latach siła nabywcza rośnie – szczególnie tym zarabiającym minimalne wynagrodzenie, aż tu nagle mur z drożyny, który wyrósł niemal z tygodnia na tydzień.

Tą powieścią politycy będą musieli jakoś zarządzić. Dlatego wcale się nie zdziwię, jak analityk bankowości agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę będzie miał rację. 

Witajcie w nowym świecie.