Walka o redukcję emisji CO2 w Europie. Resort klimatu nie wyklucza weta

Parlament Europejski przyjął stanowisko proponujące redukcję emisji dwutlenku węgla na poziomie 60 proc. Polski rząd z kolei uważa, że nie ma to żadnego przełożenia w dokumentach i wyliczeniach. W grudniu szykuje się kłótnia na szczycie.

Niestety, przynajmniej na razie sprawdza się najgorszy scenariusz dla opartej na węglu polskiej gospodarki. Najpierw unijna Komisja Środowiska zaproponowała, żeby do 2030 r. redukcja emisji CO2 była na poziomie 60, a nie jak pierwotnie zakładano 40 proc. Potem Komisja Europejska mówiła o „co najmniej 55 proc.”. A na koniec PE przyjął stanowisko mówiące znowu o 60 proc.

Teraz czeka nas dyskusja w Radzie Europejskiej a na koniec grudniowy szczyt unijnych przywódców. Zapytaliśmy polski rząd o przyjętą taktykę. Wszak i politycy i górnicy wraz z energetykami nie od dzisiaj mówią, że tak znaczące przyspieszenie redukcji emisji dwutlenku węgla oznacza dla nas spore kłopoty.

To katastrofa. Według naszych wyliczeń przy takim scenariuszu 60-70 proc. naszych zakładów energetycznych, a więc i elektrowni i kopalń nie ma po prostu żadnych szans

– stawia sprawę jasno szef górniczej Solidarności Bogusław Hutek.
https://twitter.com/europarl_pl/status/1314473135178162176

Redukcja emisji CO2 bez wyliczeń. Będzie veto?

Za taktykę polskiego rządu względem propozycji związanych z redukcją CO2 do 2030 r. odpowiada Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Od przedstawicieli tamtejszego Wydziału Komunikacji Medialnej usłyszeliśmy, że „cel zaproponowany przez PE nie ma żadnego poparcia w dokumentach”. Co więcej: „nie ma żadnej analizy skutków wykraczającej poza cel 55 proc.”. Jednocześnie resort klimatu podkreśla, że ocena oddziaływania wykonana przez KE analizowała zakres celu 50-55 proc. i wykazała, że realizacja wyższego celu jest praktycznie nierealna.

„Nierozważne byłoby podejmowanie decyzji bez jakichkolwiek informacjach o jej skutkach. Ponadto, nie wiemy, jaki będzie wpływ takiej decyzji na sektory i poszczególne państwa członkowskie UE. Nie wiemy, jakie będą negatywne skutki i kto za nie zapłaci” – słyszymy w odpowiedzi na nasze pytania. 

Czy w takim razie skończy się to polskim vetem na unijnym szczycie planowanym w grudniu? Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie odpowiada jednoznacznie, ale zaznacza, że „nie można obecnie przesądzać o decyzji (polskiego rządu – przyp. red.), gdyż nie są znane ostateczne przesądzenia w zakresie wysokości celu redukcyjnego oraz mechanizmów służących jego wdrażaniu. Dlatego Polska oczekuje konkretnych wytycznych pod tym względem Rady Europejskiej”. 

Decyzje o tak rozległych skutkach w UE powinny być podejmowanie jednomyślnie

– zaznacza resort.

Z jednej strony emisja CO2, a drugiej dopłaty do węgla

Polskie negocjacje dotyczące poziomu redukcji emisji CO2 do 2030 r. względem tej z 1990 r. mogą być wyjątkowo trudne z jeszcze jednego powodu. Otóż w tym samym czasie Warszawa chce rozmawiać z Brukselą o dopłatach do węgla, rozpisanych na wiele lat. Przecież podpisane przez rząd porozumienie z górnikami – te zakładające likwidację ostatniej kopalni w 2049 r. – uzależnione jest od zgody Komisji Europejskiej. Tej samej, która nie tak dawno proponowała koniec subsydiowania węgla i innych paliw kopalnych do końca 2025 r., czyli na blisko ćwierć wieku przed planowanym zamknięcie ostatniej kopalni nad Wisłą.

Czy to aby nie popsuje już na starcie rozmów o redukcji emisji CO2? Resort klimatu nie ma takich obaw. Dla ministerstwa wszystkie opcje są ciągle otwarte. 

Europejskie prawo o klimacie nie przesądza o sposobie realizacji celu kolektywnej neutralności klimatycznej UE. Państwa członkowskie powinny redukować emisje, lecz w jaki sposób to zrobią, zależy już od nich, gdyż KE nie wskazuje konkretnych metod, jak to ma zostać zrobione

– odpowiada MInisterstwo Klimatu i Środowiska.