Złe wieści dla Polski. Węgla nie da się już uratować, gazu zresztą też

W przeddzień wideokonferencji unijnych ministrów klimatu i środowiska światło dzienne ujrzał raport think tanku Climact. Eksperci odpowiadają w nim, co się musi stać, żeby Unia Europejska osiągnęła założoną lub jeszcze przyspieszoną redukcję emisji CO2. Okazuje się, że to możliwe, lecz musimy się postarać. W tym Polska.

Fot. Cezary Borysiuk/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

Pandemia COVID-19 miała sporo namieszać, jeżeli chodzi o zmiany klimatyczne. Nie zabrakło buńczucznych nawoływań do przywrócenia na tron węgla czy likwidacji systemu uprawnień do emisji CO2. Skoro koronawirus wymusił przesunięcie kolejnego szczytu klimatycznego ONZ COP26 na listopad 2021 r., to widocznie wszystko jest możliwe: obrócenie w pył dotychczasowych działań w celu ochrony klimatu też. 

Na szczęście nie szły za tym żadne polityczne deklaracje ani konkretne działania. Tymczasem na brukselskich korytarzach coraz głośniej zaczęto znowu mówić o neutralności klimatycznej do 2050 r. i o Zielonym Ładzie dla Starego Kontynentu. Lockdown miał te cele jeszcze wyraźniej zaakcentować. Raport Climact, który stawia sprawę jasno: założona reedukacja emisji dwutlenku węgla jest możliwa. Trzeba tylko wreszcie zacząć działać.

Uważamy, że jest to klucz do pomocy decydentom w podjęciu odpowiednich kroków, które są pilnie potrzebne do ograniczenia szkód spowodowanych zmianami klimatu

– przekonuje współautor raportu Julien Pestiaux.

Redukcja emisji CO2 w politycznym kalendarzu

Patrząc się na polityczny kalendarz następnych miesięcy, można założyć, że pandemia w żaden sposób nie zmieniła klimatycznych planów UE. Wszak 1 lipca zaczyna się prezydencja Niemiec, którzy zamierzają tematu zmian klimatycznych mocno pilnować. Dlatego spotkanie unijnych ministrów środowiska jest planowane jeszcze co najmniej dwa razy: 13-14 lipca i od 30 września do 1 października. W październiku spodziewane jest dyskusja już na szczeblu Rady Europejskiej.

Bizblog.pl poleca

Z kolei Komisja Europejska wcześniej, bo we wrześniu zamierza opublikować analizę kosztów i warunków podwyższenia celu redukcji emisji z 40 do 55 proc. Ale być może za chwilę owe cele będą jeszcze bardziej podkręcone. Takie głosowanie w Parlamencie Europejskim zaplanowane jest też po wakacjach. O zmniejszenie emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r. apeluje wiele środowisk – w tym m.in. od niedawna Grupa Wyszehradzka. Nie brakuje jednak takich, dla których takie tempo redukcji jest zbyt wolne. Liberalna grupa Renew chce redukcji na poziomie 60 proc., ale europejscy Zieloni zamierzają iść jeszcze krok dalej i proponują 65 proc. 

Ograniczenie emisji do zera

Climact postanowił pokazać czarno na biały, co się musi stać, żeby słowa o redukcji emisji przestały być wreszcie tylko słowami. Jak przekonują autorzy raportu, do 2030 r. węgiel z dużej mierze musi być wycofany z użytku. Tym samym wskaźniki wykorzystania energii słonecznej i wiatrowej będą musiały zostać co najmniej podwojone lub potrojone. Nie ma tu dobrych wiadomości dla Polski, która alternatywę dla czarnego złota widzi przede wszystkim w gazie ziemnym. Według autorów raportu, by na poważnie myśleć o redukcji emisji CO2 trzeba też zakładać mniejsze o połowę zapotrzebowanie również na ten surowiec do 2030 r. 

Co jeszcze? Wszystkie możliwe scenariusze zakładają w znacznie większym stopniu wykorzystywanie możliwości gospodarki o obiegu zamkniętym. Swoje cele ma też rolnictwo. Tutaj emisje muszą spaść do 2030 r. o co najmniej 25 proc. w porównaniu z 2015 r. Wszystkie scenariusze podjęte w raporcie przez Climact zakładają, że do 2030 r. lub zaraz potem grunty rolne nie będą już wykorzystywane pod specjalne uprawy bioenergetyczne. 

Analiza Climactu pokazuje, że zmniejszenie naszych emisji w 2030 r. o 65 proc. jest technicznie wykonalne i racjonalne ekonomicznie. Europa i państwa członkowskie muszą wykorzystać wnioski płynące z kryzysu COVID-19 i połączyć działania społeczne i technologiczne, aby bez zwłoki zareagować na kryzys klimatyczny

– uważa Michael Bloss, europoseł Zielonych.

Inteligentna integracja transportu i energetyki

Swoją rolę w redukowaniu emisji CO2 ma także szeroko rozumiany transport. W pierwszej kolejności znacznie szybciej niż do tej pory musi rozwijać się elektromobilność – uzyskując od 60 do nawet 90 proc. udziału w rynku nowych samochodów do 2030 r. Same wychodzące z taśm produkcyjnych auta na prąd, zgodnie z polityką zrównoważonej gospodarki obiegu zamkniętego, mają też działać znacznie dłużej niż teraz. 

Tutaj też mówimy o konieczności dekarbonizacji energii elektrycznej przy jednoczesnym zwiększeniu jej produkcji i zapewnieniu inteligentnej integracji sektorów transportu i energetyki. Autorzy raportu zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt. Trzeba jak najefektywniej zachęcać ludzi do transportu publicznego, a także rowerowego. Innym sposobem na uniezależnienie się od dużych flot samochodowych, które zazwyczaj wykorzystują sporo surowców, jest jeszcze skuteczniejsze propagowanie carsharingu.

Polska musi być gotowa na transformację energetyczną

Marcin Popkiewicz, analityk megatrendów, redaktor portalu „Nauka o klimacie”, raport Climact podsumowuje krótko: „trzeba, można i warto”. Z kolei zdaniem Aleksandra Śniegockiego, kierownika programu „Klimat i energia” WiseEuropa, sugestie zawarte w raporcie mogą być znaczące w kontekście odbudowy polskiej gospodarki po kryzysie wywołanym COVID-19.

Stawianie na drobne usprawnienia dotychczas wykorzystywanych technologii lub modeli biznesowych może już za kilka lat okazać się kosztownym błędem

ostrzega.

Śniegocki przekonuje, że zarówno sektor publiczny, jak i firmy prywatne oraz gospodarstwa domowe już dziś muszą przygotowywać się na przyspieszenie transformacji energetycznej w kierunku neutralności klimatycznej w najbliższych latach.

Z kolei Lidia Wojtal, ekspertka ds. polityki klimatyczno-energetycznej think tanku Agora Energiewende, zwraca uwagą, że Komisja Europejska może wydać rekomendacje dotyczące w szczególności zwiększenia celów OZE, redukcji emisji czy efektywności energetycznej.

Wydaje się, że właśnie z takimi rekomendacjami powinna liczyć się Polska, której plan nie jest obecnie kompatybilny z unijną polityką klimatyczną

– uważa Lidia Wojtal.