Od stycznia więcej zapłacimy za prąd. Ceny energii elektrycznej w Polsce wpadły w dziki galop

Najnowszy raport think tanku Ember potwierdza, że hurtowe ceny energii elektrycznej w Polsce są obecnie najwyższe w UE. Nasz kraj przewodzi od miesięcy całej stawce. A za parę miesięcy swoją przewagę jeszcze powiększy.

Drogi węgiel, za niska produkcja energii ze źródeł odnawialnych oraz spadające ceny gazu – to w opinii Ember trzy najważniejsze powody, dlaczego Polska ma najwyższe ceny hurtowe energii w UEx.

Zaangażowanie polskiego rządu na rzecz węgla, podczas gdy pozostała część UE podejmie działania na rzecz klimatu, tylko pogłębi tę różnicę w perspektywie długoterminowej, prowadząc do zwiększenia zależności od importu i wzrostu cen dla odbiorców końcowych

– czytamy w najnowszym raporcie.

Polska przewodzi unijnej stawce od kwietnia 2020 r., kiedy z pierwszego miejsca zepchnęliśmy Greków. Wszystko przez to, że inni poszli w gaz, zostawiając węgiel na bocznym torze. Nam na taki ruch nie pozwoliły ograniczone zasoby błękitnego paliwa. Teraz dochodzą kolejne powody. Co gorsza: za chwilę odczujemy to finansowo.

Od stycznia wyższe rachunki za prąd?

Od stycznia do rachunków za prąd będzie doliczana opłata mocowa, co ma zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, Urząd Regulacji Energetyki jeszcze nie wyliczył jej stawki. Z szacunków wynika, że nowe obciążenie może wynieść ok. 90 zł w skali roku. 

Bizblog.pl poleca

Ale nie tylko nowa opłata mocowa wpłynie na podwyższenie cen energii w Polsce. W poniedziałek minął termin składnia prezesowi URE wniosków dotyczących taryf na przyszły rok dla odbiorców indywidualnych. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zarówno największy sprzedawca energii Grupa PGE, jak i pozostałe podmioty chcą wyższych stawek, żeby pokryć rosnące koszty. Chodzi o presję, jaką wywiera Bruksela, by ceny za emisję CO2 były coraz wyższe. Z drugiej strony cały czas pod znakiem zapytania stoi kwestia dalszego zagrożenia epidemicznego i wiążącą się z tym wizją ponownego zamykania gospodarek, co mogłoby znowu zapotrzebowanie energetyczne zredukować do najniższego poziomu od czasów II wojny światowej.

Ceny hurtowe energii: Polska pozostanie liderem

Tym bardziej nie ma co oczekiwać zmian w zestawieniu krajów z najdroższymi cenami hurtowymi energii. Od kwietnia bezsprzecznym liderem tej listy jest Polska. W najnowszym raporcie Ember wskazano na konkretne powody takiego stanu rzeczy. Okazuje się, że w odróżnieniu od zdecydowanej większości krajów ceny energii elektrycznej w Polsce niewiele różniły się od ubiegłorocznych, nawet w okresie od kwietnia do czerwca, podczas wybuchu epidemii COVID-19.

Jednocześnie autorzy raportu wskazują, że patrząc na koszty funkcjonowania elektrowni gazowych i węglowych, można zauważyć, że od kwietnia 2019 r. wytwarzanie energii elektrycznej z gazu jest tańsze niż z węgla kamiennego. Zyskały więc te kraje, które przerzuciły produkcję na elektrownie gazowe. Polska nie miała i nie ma takiej możliwości. Tymczasem koszt energii z węgla, na którą na razie przynajmniej jesteśmy skazani, cały czas skutecznie podbija system ETS. 

Wyjątkowo drogie czarne złoto

Ale nie tylko przez zbyt małą liczbę instalacji gazowych mamy najdroższe ceny hurtowe prądu w UE. W maju 2019 r. cena produkowanego w Polsce węgla przewyższyła koszt importowanego surowca. I od tego czasu ów trend cały czas trwa. Najnowsze dane wskazują, że w sierpniu 2020 r. węgiel kamienny był o 18 euro za tonę droższy od importowanego. Z kolei w latach 2017 i 2018 węgiel z Polski był średnio o 24 euro za tonę tańszy od tego pochodzącego z zagranicy.

Jakie są szanse na wyjście z tego impasu i spadek cen węgla wydobywanego w naszym kraju? Kiepskie. Bo z jednej strony kurczą się możliwości budżetowe dotyczące nowych technologii, które mogłyby obniżyć koszty produkcji. A z drugiej z kolei nie słabnie presja górników, którzy w obawie przed utratą pracy, nie zgadzają się na zmiany w strukturze zatrudnienia w sektorze wydobywczym. Nie od dziś wiadomo, że wypłata wynagrodzeń jest obecnie jednym z największych wysiłków finansowych poszczególnych spółek węglowych.

I jeszcze do tego wszystkiego OZE leży

Jakby tego było mało Polska skutecznie zamyka sobie drzwi do mniejszych rachunków za prąd nie stawiając na rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE). Te są u nas w powijakach. Obecnie stanowią 13 proc. naszego miksu energetycznego, w którym nadal bezsprzecznie rządzi węgiel. Tymczasem zgodnie z ustaleniami Komisji Europejskiej nasze OZE w 2020 r. powinno być na poziomie co najmniej 15 proc., a w 2030 r. już 32 proc. i więcej. 

Jeżeli nic się nie zmieni, będziemy musieli coraz więcej energii importować. Mamy w tym coraz większą wprawę. Tylko w pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 r. importowaliśmy w sumie 8 proc. energii elektrycznej, z czego lwia część (80 proc.) pochodziła z Niemiec.

Autorzy raportu wskazują, że wzrost importu z 7,2 terawatogodzin do 10,4 terawatogodzin spowodowany był prawie całkowitym zaprzestaniem eksportu do Czech i Słowacji oraz zwiększeniem przepływu taniej skandynawskiej energii elektrycznej ze Szwecji. 

Gdy polski rząd będzie musiał finansować nierentowne kopalnie węgla i przejąć deficytowe elektrownie węgla brunatnego PGE, społeczeństwo drogo zapłaci za polskie uzależnienie od węgla

– przewiduje Dave Jones, starszy analityk energii elektrycznej w Ember.