Putin wściekły na Łukaszenkę. USA obiecują Białorusi ropę, Polska oferuje rewers

Międzynarodowa gra tocząca się wokół Białorusi nabiera rozpędu. Wszyscy biorący w niej udział, a jest wśród nich Polska, zdają sobie sprawę z rosnącego nacisku Rosji na reżim Aleksandra Łukaszenki. Presja jest najsilniejsza od kilku dekad i traktowana przez starzejącego się Władimira Putina jako kwestia prestiżowa. Na pierwszy plan tych zmagań wysuwa się ropa naftowa.

Władza dyktatorska, z jaką mamy do czynienia na Białorusi, opiera się na haśle „gospodarności”. Białorusini widzą, że nie są społeczeństwem zamożnym, ale napawa ich pewną dumą, że ich miasta są czystsze, a drogi w lepszym stanie niż w Rosji. Mimo że w obszarze kulturowym Aleksander Łukaszenka podczas swoich kolejnych kadencji prezydenckich generalnie stawiał na kontynuację quasi sowietyzacji, to jednak zrodziło to pewne poczucie odrębności mieszkańców Białorusi.

Utrzymanie tego status quo wymaga stabilności finansowej, a o tę jest coraz trudniej. Model gospodarczy państwa białoruskiego oparty o dużą własność państwową i centralne sterowanie się wyczerpuje. Na dodatek globalne spowolnienie ekonomiczne przybiera na sile m.in. dzięki rozwojowi epidemii (pandemii?) koronawirusa.

W takich okolicznościach narasta największe od lat napięcie na linii Mińsk – Moskwa, co znajduje odzwierciedlenie w politycznej grze toczącej się wokół dostaw ropy. To ważne, ponieważ tani surowiec z Rosji był w ostatnich latach kupowany przez Białoruś po cenie dumpingowej i przetwarzany na produkty naftowe oraz paliwa w dwóch nowoczesnych rafineriach w Mozyrzu i Nowopołocku. Generowały one w ten sposób około 20 proc. białoruskiego budżetu centralnego. Ten model właśnie się załamuje i stawia pod znakiem zapytania „gospodarską ekonomikę” Łukaszenki.

Amerykanie podbijają stawkę

Sytuacja musi być poważna, ponieważ dyktatorowi dość nieoczekiwanie podali rękę Amerykanie. Od lat relacje pomiędzy Mińskiem i Waszyngtonem były na niskim poziomie, USA nakładały sankcje na Białoruś za łamanie praw człowieka i brutalne pacyfikowanie opozycji. Kwestie demokratyzacji państwa białoruskiego nadal są podkreślane przez stronę amerykańską, ale można odnieść wrażenie, że zeszły na drugi plan.

Bizblog.pl poleca

Twarda polityka i rosnące zagrożenie, że reżim Łukaszenki zostanie podporządkowany Rosji, wywołały reakcję za oceanem. Zwiastowała to najpierw wizyta byłego już doradcy ds. bezpieczeństwa prezydenta USA Johna Boltona w Mińsku, a później sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Ten drugi podkreślił, że Stany Zjednoczone mogą dostarczyć do białoruskich rafinerii 100 proc. potrzebnej ropy (czy to realne pisałem już na Bizblog.pl). W tym samym czasie Aleksander Łukaszenka zaczął informować o możliwości sprowadzania tego surowca przez Polskę, grożąc palcem Władimirowi Putinowi.

Ależ dynamika wydarzeń

Bacznym obserwatorom wydawało się, że to kolejna odsłona niezliczonych wariantów gry na dwa fronty, którą białoruski dyktator praktykuje od kilku dekad. Być może jest tak w istocie, ale sytuacja jest bardzo dynamiczna. Prześledźmy zatem sekwencję wydarzeń.

19 lutego państwowy koncern Belneftechim poinformował o kontynuacji rozmów z Polską (zapewne operatorem systemu rurociągowego PERN-em). Dotyczyły one możliwości odwrócenia dostaw ropociągiem Przyjaźń (na tłoczenie z zachodu na wschód), którego północna nitka biegnie z Rosji przez Białoruś do Polski i Niemiec.

21 lutego na Białoruś trafiło 160 tys. ton rosyjskiej ropy, ale dostarczonej z pominięciem kontrolowanych przez Kreml państwowych koncernów takich jak Rosnieft. Łukaszenka wykorzystał istnienie pośredników i pokazał, że niewielkie ilości surowca, które dostarczono do jego kraju to test dla przyszłego importu, który może być znacznie większy. Kilka dni później pojawiły się komunikaty o zakupie w podobny sposób kolejnego miliona ton (Białoruś potrzebuje rocznie około 19 mln ton).

Również 21 lutego odbyła się rozmowa pomiędzy Łukaszenką i Putinem. Rosja zaakcentowała gotowość do pewnych ustępstw i jednorazowe zrekompensowanie Białorusi wzrostu kosztów zakupu ropy w 2020 r. w odniesieniu do 2019 r. Chodziło o nieco ponad 400 mln dolarów.

Polski rewers na Białoruś

3 marca pojawił się oficjalny komunikat polskiego operatora rurociągowego PERN, że firma zdecydowała, iż wschodnia część ropociągu Przyjaźń będzie posiadać rewers (tłoczenie w odwrotnym kierunku tj. z zachodu na wschód). To mocno skonkretyzowało przekaz Aleksandra Łukaszenki pod adresem Rosjan.

Tego samego dnia prezes państwowego, białoruskiego Biełneftechimu, Andrej Rybakow ocenił, że jego firma liczy na rozpoczęcie pracy ropociągu Przyjaźń w trybie rewersowym do końca br.

Państwowa agencja informacyjna Białorusi Biełta poinformowała o budowie ropociągów pomiędzy terytorium białoruskim a terminalami naftowymi w krajach bałtyckich i ukraińskim ropociągiem Odessa-Brody zintegrowanym z naftoportem w Odessie.

Środki na ten cel miałyby pochodzić od Amerykanów i jeśliby powstały, to ograniczyłyby istotnie koszty logistyczne.

Jak widać, białoruska rozgrywka ma niesamowitą dynamikę. Wydaje się również najpoważniejszą grą dyplomatyczną toczącą się w Europie Wschodniej od lat. Nadal pozostaje jednak wiele pytań, na które brakuje odpowiedzi. Czy Łukaszenka blefuje? Czy działania Amerykanów i Polaków są skoordynowane? Jak zareaguje Rosja?

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.