Naukowcy: człowiek wykorzystuje i niszczy przyrodę na niespotykaną do tej pory skalę

Raport „Living Planet Report 2020” przygotowany przez WWF i Zoological Society of London to wyjątkowo smutna lektura. Wychodzi na to, że ludzie jeszcze nigdy wcześniej nie dewastowali środowiska tak jak robią to teraz. Tendencja jest oczywista, a planów, które miałyby temu zapobiec po prostu nie ma. Przyroda w starciu z człowiekiem ma przekichane.

Nad tymi badaniami 134 naukowców z całego świata spędziło dwa lata. Tyle trwało ocenienie stanu różnorodności biologicznej. Wnioski, do których doszli, przyprawiają o gęsią skórkę. Wychodzi bowiem na to, że obecny człowiek to najwyższej próby niszczyciel przyrody, jakiego jeszcze Ziemia do tej pory nie widziała. Naukowcy są zgodni co do tego, że nasza planeta jest eksploatowana i niszczona przez ludzi na niespotykaną dotąd skalę od lasów deszczowych Ameryki Środkowej po Ocean Spokojny.

Światowe populacje ssaków, ptaków, ryb, płazów i gadów spadły średnio o 68 proc. w latach 1970-2016

– wskazuje raport.

Przyroda dostaje w kość: dramatyczne spadki populacji

W ramach badań pod lupą znalazło się 20 811 populacji 4 392 gatunków kręgowców. Sprawdzono pod tym kątem i niedźwiedzie polarne i mniej znane płazy i ryby. Zebrane dane wykazały, że we wszystkich regionach świata populacje dzikich zwierząt kręgowych zmniejszają się. ich liczebność spadła o ponad dwie trzecie od 1970 r.

Bizblog.pl poleca

Wygląda na to, że spędziliśmy 10 do 20 lat rozmawiając o tych spadkach i nie udało nam się nic z tym zrobić. Siedzimy przy naszych biurkach i zestawiamy te statystyki, ale mają one realne konsekwencje. Naprawdę trudno powiedzieć, jak dramatyczne są niektóre z tych spadków

– przekonuje Robin Freeman, który prowadził badania w Zoological Society of London.

Najbardziej alarmujące spadki populacji ssaków, ptaków, gadów, płazów i ryb dotyczą Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Osiągają tam poziom 94 proc. W Afryce 65 proc., a w regionie Azji i Pacyfiku – 45 proc. Nieco w lepszej formie pod tym względem jest Europa i Azja Środkowa, gdzie spadek populacji odnotowano na poziomie 24 proc. Z kolei w Ameryce Północnej populacja kręgowców w tym czasie spadła średnio o 33 proc. 

Dowód na szóste masowe wyginięcie życia na Ziemi

Zdaniem naukowców te dane potwierdzają, że właśnie jesteśmy świadkami szóstego, masowego wyginięcia życia na Ziemi. Tym samym zgadzają się z wnioskami zawartymi w raporcie ONZ z oceny globalnej w 2019 r. Tu i tu na głównego winowajcę niszczenia ziemskiej sieci życia wskazywane jest wylesianie i przekształcanie dzikich przestrzeni na potrzeby produkcji żywności dla ludzi. To właśnie dlatego 75 proc. powierzchni Ziemi wolnej od lodu w znacznym stopniu zmieniła działalność człowieka. W sumie od 1700 r. prawie 90 proc. światowych terenów podmokłych w ten sposób utracono.

Najnowsze sprawozdanie naukowców wskazuje, że najbardziej ucierpiały przez człowieka obszary słodkowodne. Co trzeci gatunek je zamieszkujący jest zagrożony wyginięciem, a średni spadek populacji w tym regionach wynosi aż 84 proc.

Wszystkie wskaźniki utraty różnorodności biologicznej szybko zmierzają w złym kierunku. Na początek konieczne jest wprowadzenie regulacji, które pozwolą na natychmiastowe usunięcie wylesiania z naszego łańcucha dostaw

– uważa Mike Barrett, dyrektor wykonawczy ds. ochrony i nauki w WWF

Trzeba się natrudzić, żeby znaleźć region bez człowieka

David Attenborough twierdzi, że ludzkość wkroczyła w nową erę geologiczną – antropocen, w której to nie kto inny ale tylko człowiek dominuje na Ziemi. Potwierdzają to dane z analiz satelitarnych. Obszary dzikiej przyrody – na których człowiek nie postawił jeszcze swojego śladu – stanowią jedynie 25 proc. powierzchni lądowej Ziemi i są w dużej mierze ograniczone do Rosji, Kanady, Brazylii i Australii.

Wycieramy dziką przyrodę z powierzchni planety, spalamy nasze lasy, zanieczyszczamy i przeławiamy nasze morza oraz niszczymy dzikie obszary. Niszczymy nasz świat – jedyne miejsce, które nazywamy domem – ryzykując nasze zdrowie, bezpieczeństwo i przetrwanie tutaj na Ziemi

– alarmuje Tanya Steele, szefowa WWF.

Naukowcy zgodny głosem mówią też, że „czas na czysto narodowe interesy minął”. Jedyną receptą jest internacjonalizm. Bogatsze narody muszą także zacząć przyrodzie oddawać to co przez lata odbierały. Inaczej będziemy dalej zmierzać w kierunku przyrodniczej katastrofy – na czołowe zderzenie.