Minister Przemysław Czarnek doprowadził do tragedii. Nie w szkołach, w całej Polsce

Nieważne, co opowiada minister edukacji Przemysław Czarnek. Lekarze nie mają wątpliwości, że dopingiem dla czwartej fali pandemii były otwarte i kompletnie nieprzygotowane na pandemię szkoły. Z tego wynika prosty wniosek, że to właśnie szef resortu edukacji swoim oślim uporem i arogancją doprowadził do tego, że przez covid dziennie umiera 600 osób.

Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, twierdził wcześniej, że nauka zdalna będzie zastosowana tylko wtedy, gdy służba zdrowia będzie już na skraju wydolności. Teraz dzieci wysłane są na naukę w domu, a w styczniu mają wrócić do szkół. 

Potem wracamy do stacjonarnej nauki i pracy. Co do tego wątpliwości nie ma – upiera się szef MEiN na antenie Polsat News.

Ale bardzo możliwe, że obecnie obowiązujące obostrzenia będą przedłużone nawet do końca stycznia, a może i dłużej. Epidemiolodzy od kilku miesięcy alarmują, że koniecznie trzeba zastanowić się nad tym, co dzieje się w polskich szkołach. Bo wbrew temu, co opowiada szef resortu edukacji, to właśnie zakażenia dzieci i młodzież napędzały czwartą falę pandemii, i wszystko wskazuje, że teraz trzeba podjąć bardziej zdecydowane działania, żeby uniknąć rozprzestrzenienia się omikrona.

Jak pokazała fala obecna, czego nikt nie chce oficjalnie przyznać, to szkoły były głównym mechanizmem przenoszenia wirusa. Nieprzygotowanie rozpoczęcia edukacji od 9 stycznia będzie oznaczało powtórkę – przewiduje na antenie Radia Zet pediatra dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z koronawirusem.

Jego zdaniem, teraz w ciągu dwóch tygodni nie zaszczepimy wszystkich dzieci, a poza tym dopiero za pięć tygodni dzieci nabiorą odporności.

Nauka zdalna wróci przez omikron?

Co w takim razie trzeba zrobić po 9 stycznia? Zdaniem pediatry najlepszym rozwiązaniem będzie nauka hybrydowa i szybkie zmiany przeprowadzone w szkołach. 

Bizblog.pl poleca

Na przykład inwestycja w systemy oczyszczające powietrze. Nie da się zabić wirusa dobrym słowem – tłumaczy dr Paweł Grzesiowski.

Inne propozycje to obowiązkowe maseczki w szkołach oraz zmniejszenie liczby dzieci w poszczególnych oddziałach. Wszystko po to, żeby jak najlepiej przygotować się na atak omikronu, który już jest w Polsce. Tymczasem rząd wydał rzekomo 300 mln zł na przygotowanie szkół do działania w pandemii, tylko nie wiadomo na co. Efekty tej niefrasobliwości na co dzień oglądają lekarze na oddziałach dziecięcych.

To jest coś, czego nie widzieliśmy rok temu, dzieci były w dużo lepszej sytuacji. W tej chwili oddziały pediatryczne są pełne przypadków dzieci, które mają ciężki przebieg COVID – twierdzi dr Grzesiowski.

Na zdecydowanie większą zachorowalność wśród dzieci zwraca uwagę też Barbara Chwała, wicedyrektor do spraw lecznictwa w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu Dziecięcym w Olsztynie, gdzie na początku grudnia zmarł niezaszczepiony 15-letni chłopak. 

Hospitalizujemy dzieci w każdym wieku; od takich w wieku noworodkowym do pełnoletności. Jest ich zdecydowanie więcej niż w poprzednich falach pandemii – nie ma wątpliwości.

Omikron szaleje w Europie, Polskę czeka to samo

Gdy w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach wykryto pierwszy przypadek omikronu w Polsce, można powoli szykować się już na piątą falę pandemii. Tak przynajmniej wskazują doświadczenia innych krajów, które już od tygodni toczą nierówny bój z nową mutacją. W Wielkiej Brytanii zmagają się obecnie z rekordami zakażeń dobowych. Ostatnio tylko jednego dnia wykryto tam ponad 88 tys. nowych przypadków. W ciągu ostatnich siedmiu dni łącznie stwierdzono 442 tys. infekcji, czyli o ponad 105 tys. więcej niż w poprzednim okresie siedmiodniowym. 

I wcale nie jest tak, że omikron pojawia się wyłącznie u podróżujących za granicę. Belgia, Dania, Finlandia, Węgry, Norwegia, Niderlandy, Portugalia, Hiszpania, Szwecja i Islandia zgłaszają nowe przypadki kolejnej mutacji koronawirusa bez związku z podróżami. Wszędzie liczba zakażonych nową mutacją rośnie gwałtownie. Zgodnie z wynikami badań zespołu naukowców z Uniwersytetu w Hong Kongu omikron ma się rozmnażać w tkance oskrzelowej ok. 70 razy szybciej niż w przypadku najbardziej zaraźliwej do tej pory mutacji – Delty. 

Zarażając wiele więcej osób, bardzo zakaźny wirus może powodować cięższą chorobę i śmierć, nawet jeśli sam wirus może być mniej patogenny – zwraca uwagę kierujący pracami badaczy Michael Chan Chi-wai.

Model Epidemiologiczny ICM Uniwersytetu Warszawskiego nie ma jeszcze konkretnego scenariusza dla omikronu. Ale prognoza z 9 grudnia wskazują, że 10 stycznia, kiedy planowany jest powrót dzieci do szkół i nauki stacjonarnej, w wariacie optymistycznym w Polsce dobowych przypadków jest 8666, a w pesymistycznym ponad 10,5 tys. Mamy mieć wtedy zajętych ok. 3 tys. łóżek.

Nauczyciele bez obowiązku szczepień

Możliwe, że też nie dojdzie do wprowadzenia od 1 marca obowiązku szczepień dla nauczycieli. Takie rozwiązanie proponuje Ministerstwo Zdrowia, ale bardzo burzy się resort edukacji i nauki. Zresztą Przemysław Czarnek nie od dzisiaj mówi, że jest przeciwnikiem wprowadzenia takiego obowiązku. Jego zdaniem trzeba byłoby wtedy się zmierzyć z tym, że nawet 10 proc. nauczycieli nie przyszłoby do pracy.

Czyli to jest ok. 60-70 tys. wakatów. Nie stać na to systemu edukacji – stwierdził jednoznacznie Czarnek w programie Gość Wydarzeń w Polsat News.

Pytany o rozbieżności w rządzie minister zdrowia Adam Niedzielski, który też zgadza się z tezą, że obecnie dzieci chorują znacznie częściej niż miało to miejsce poprzednio – stwierdził w radiowych „Sygnałach Dnia”, że cały czas poszukiwany jest kompromis. 

Możliwe, że odmowa zaszczepienia nie będzie obarczona ryzykiem przerwy ciągłości nauki i pracy – mówi minister Niedzielski.

Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia, zapewnia, że prędzej czy później jakieś rozwiązanie uda się wypracować. 

Nie możemy sobie pozwolić, aby polska młodzież znowu wróciła do nauki zdalnej czy hybrydowe – przekonuje.

Ciekawe. Naprawdę nie ma znaczenia, że ośli upór szefa resortu edukacji, niefrasobliwość premiera oraz brak determinacji ministra zdrowia doprowadziły do tragedii w listopadzie? Dziennie w związku z zakażeniem covidem umiera 600 Polaków, w listopadzie w sumie zmarło w sumie 50 tysięcy osób, o ponad jedną czwartą więcej niż w październiku. Strach pomyśleć, jak będą wyglądały statystyki w grudniu i styczniu, jeśli ministrowie wciąż tylko opowiadają o porozumieniu.