Przerabiają maszyny, smażą mięso u sąsiada. Tak przedsiębiorcy próbują przetrwać epidemię

Rządowe obostrzenia sprawiają, że polscy przedsiębiorcy są zmuszeni stawać na głowie, by wytrwać do końca społecznej kwarantanny. Prowadzi to do prawdziwej erupcji kreatywności, niemożliwej do zaobserwowania w „normalnych” czasach.

Gdy rząd pozamykał puby, restauracje i inne punkty gastronomiczne, warszawski shotbar „Rykowisko” znalazł się w podbramkowej sytuacji. Jeden z właścicieli Rykowiska, Rafał Skrzypaszek, zamiast wywieszać białą flagę, postanowił podjąć nierówną walkę z epidemią.

Bizblog.pl poleca

Swoich pracowników tymczasowo odesłał do domu, zakasał rękawy i zabrał się do roboty. W rozmowie z Bizblog.pl przedsiębiorca wspomina, że wszystko zaczęło się, gdy otrzymał od firmy, która wynajmuje mu lokal, pismo z odmowną decyzją w sprawie obniżenia wysokości czynszu:

W uzasadnieniu przeczytałem, że skoro mam powierzchnię do użytku, to mogę z niej korzystać. Na początku nieco się obruszyłem, ale potem pomyślałem: przecież tak rzeczywiście jest!

Jak przerobić shotbar w restaurację?

Całą zagwozdkę stanowiło jednak to, w jaki sposób kontynuować działalność lokalu, który do tej pory żył głównie ze sprzedaży alkoholu. Udało się to ominąć w dość zręczny sposób

Sprzedajemy na wynos gotowe mieszanki naszych autorskich baz koktajlowych. Zamawiający musi tylko dolać do nich alkohol, ponieważ ustawa o wychowaniu w trzeźwości wskazuje, że nie można sprzedawać alkoholu poza lokalem bez specjalnej koncesji

– podkreśla Skrzypaszek.

Chwilę później Rykowisko poszło za ciosem. Skrzypaszek zamknął się w mieszkaniu i obmyślał, co mógłby zaoferować klientom w kwestii dostaw jedzenia. Rykowisko nigdy się taką działalnością nie parało. Brakowało zezwoleń, stworzenie bogatej karty dań było niemożliwe.

Przedsiębiorca uznał więc, że jego lokal musi spełnić dwa warunki. Musi być oryginalnie, by klienci w ogóle dostrzegli go na kulinarnej mapie Warszawy, a jedzenie musi dojechać do zamawiające w stanie nadającym się do spożycia.

Skrzypaszek zaczął przygotowywać quesadillę z autorskim sosem barbecue robionym na bazie Jagermeistera (przepalanego wcześniej i co za tym idzie – bezalkoholowego). Produkty wymagające obróbki termicznej dostarczane są przez zaprzyjaźnionych dostawców. Przedsiębiorca przytaszczył też z domu gofrownicę i dorzucił do oferty gofry belgijskie z guacamole, nachosami, pestkami granatu i syropem klonowym.

Wystygnięcie nie szkodzi im tak, jak większości gorących dań. Gofr po ostygnięciu nie traci walorów smakowych, a quesadilla jest zwartym daniem. Nie stygnie jak pieczeń czy kotlet schabowy

– zauważa Skrzypaszek.

Chwyciło. Choć Rykowisko z gastronomią restauracyjną nie miało do tej pory zbyt wiele wspólnego, nowa działalność szybko zaczęła przynosić dodatkowe kilkaset złotych dziennie, podłączając lokal pod życiodajną kroplówkę.

Rykowiskowa familia

Najważniejszym elementem tej układanki okazało się jednak stworzenie społeczności wobec Rykowiska. W zbiórce na zrzutka.pl udało się zebrać ponad 20 tys. zł.

Sukces zbiórki to efekt starań naszej rykowiskowej familii. Nie opuścili nas w momencie największego kryzysu i byli cały czas z nami oferując pomoc. To osoby, które przed zamknięciem regularnie pojawiały się w naszym lokalu

– tłumaczy przedsiębiorca.

W zamian za dokonanie wpłaty, ofiarodawcy dostają bony do wykorzystania po ponownym otwarciu działalności. Na razie lokal rusza z własnym dowozem.

Marże narzucane przez aplikacje bywają bardzo wysokie, dlatego chcemy zorganizować dowóz na własną rękę. Dwóch moich pracowników wraca na stałe do pracy. Będziemy starać się docierać poprzez dostawy dużo szerzej niż dotychczas

– zapowiada.

Skrzypaszek nie ukrywa jednak, ze to tylko minimalizowanie strat, jakie koronawirus spowodował w jego biznesie.

Każdego dnia walczymy, by zebrać pieniądze na czynsz. Po cichu liczymy też na pozytywne rozpatrzenie wniosku z tarczy antykryzysowej. Sprzedaż nie jest na tyle wysoka, by wyjść poza próg z poprzedniego miesiąca

– tłumaczy.

Bazar w miejscu klubokawiarni

Nieco inną koncepcję na uratowanie swojego biznesu znalazła warszawską klubokawiarnia Regeneracja. Lokal dosłownie wyszedł naprzeciwko potrzebom klientów i… otworzył sklep na patio. Przed wejściem pojawiły się skrzynki z warzywami i owocami, a całość zaczęła przypominać osiedlowy bazarek.

Tarty, babeczki z kajmakiem, ciastka owsiane, chleb na zakwasie. Młodą kapustę nie trzeba szatkować tylko od razu do gara

– zachęca swoich fanów w mediach społecznościowych.

Regeneracja sprzedaje też obiady na wynos, soki i koktajle. Na razie działa od środy do niedzieli w godzinach 11-18.

Wszystko na wynos i z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Jak większość naszej branży walczymy o przetrwanie. Nie uda się to bez Was!

– podkreślała na facebookowym fanpage’u.

W słynnym harmonogramie „odmrażania” gospodarki stacjonarna gastronomia znalazła się dopiero w III etapie. To oznacza, że przy dobrych wiatrach, tj. spadku tempa zachorowań, otwarcie restauracji i pubów będzie możliwe najszybciej 18 maja.

Kreatywnością w czasie epidemii muszą się wykazywać jednak nie tylko właściciele lokali gastronomicznych. Przenieśmy się więc szybko do zupełnie innej branży – druku 3D. Jej przedstawiciele, w przeciwieństwie do Rykowiska czy Regeneracji, nie muszą walczyć o życie. Mimo to kryzys wyzwolił w nich ogromne pokłady kreatywności.

Drukarką w wirusa

Siedziby Sygnis New Technologies i Warsaw Genomics dzieli od siebie odległość korytarza. Obie firmy działają na terenie kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. Tę drugą kojarzyć możecie z zamieszania wokół testów na obecność koronawirusa. Warsaw Genomics zawiesiło testy genetyczne pod kątem ryzyka zachorowania na nowotwory, by wspomóc polską służbę zdrowia w badaniu chorych na Covid-19.

Dzisiaj, przepustowość Warsaw Genomics wynosi ok. 3,5 tys. testów dziennie – to aż kilkanaście procent badań, które wykonuje się na terenie całego kraju.

Mało kto jednak wie o tym, że to zadanie byłoby utrudnione, gdyby nie pomoc ze strony ich sąsiadów. Warszawska firma przy przeprowadzaniu badań korzysta ze specjalistycznych robotów laboratoryjnych. Sęk w tym, że rozmiar płytek, w których umieszcza się próbki, różni się w zależności od producenta.

By przestawić sposób prowadzenia badań, Warsaw Genomics potrzebowało szybkiego i pewnego sposobu zamontowania różnego typu płytek w swoich robotach. I tu właśnie pomocną dłoń wyciągnął do nich sąsiad z Uniwersytetu Warszawskiego.

W niecałe 4h wykonaliśmy elementy stabilizujące, umożliwiające uruchomienie badań

– opowiada Marek Lorent-Kamiński, chief marketing and social media officer w Sygnis New Technologies.

Spółka, na potrzeby laboratorium Warsaw Genomics, zaprojektowała i wykonała również prototypowe stojaki laboratoryjne dedykowane pod wymazówki do testów na obecność wirusa SARS-CoV-2. Swój autorski model 3D udostępniła w Sieci na zasadach open-source’owych.

Maseczki z drukarki

W momencie powstania w 2015 r. Sygnis New Technologies zajmował się dystrybucją drukarek 3D. Właściciele szybko zorientowali się jednak, że największy potencjał drzemie w wiedzy na temat technologii, a w istocie drukarki 3D jako maszyny do szybkiego prototypowania to idealne narzędzie do rozwiązywania problemów technologicznych klientów. Spółka zatrudniła specjalistów z różnych dziedzin nauki, tworząc grupę technologiczną, która zaczęła oferować usługi consultingu technologicznego.

Pomagamy firmom, które potrzebują zmian w procesach produkcyjnych. Przeprowadzamy analizę i optymalizujemy produkcję

– mówi Marek Lorent-Kamiński.

W obliczu kryzysu epidemicznego Sygnis wykorzystuje drukarki 3D do produkcji niezbędnego sprzętu ochronnego. Dzięki wykorzystaniu druku firma zaczęła wytwarzać przyłbice ochronne, pracuje również nad kilkoma innymi projektami powiązanymi. Przedstawiciele spółki zapowiadają, że już 4 maja otworzą sklep, w którym po te podstawowe dzisiaj wyroby ochronne będzie mógł zgłosić się każdy przechodzień.