Policja prowokuje przedsiębiorców do łamania obostrzeń? „Tak jakby czekali, aż pękniemy”

Dzień dobry, czy możecie nas przenocować? To tylko jedna doba – tego typu pytania znienacka zaczęły spływać do jednego z hoteli. Nie byłoby w nich może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że potencjalni klienci nie przejawiali cienia zdenerwowania. Wykazywali za to duże zainteresowanie przestrzeganiem obostrzeń. Niedługo później pod drzwi firmy zajechała policja.

Przedsiębiorcy są coraz bardziej przekonani, że część z nich pada ofiarą zaplanowanych prowokacji ze strony policji i sanepidu. Scenariusz jest zazwyczaj podobny. Formułki, które sprawiają wrażenie wyuczonych na pamięć, dziwne, zaczepne wpisy z kont w serwisach społecznościowych. I wreszcie pojawienie się mundurowych w miejscu prowadzenia działalności.

Dostawałam telefony od klientów, którzy wprost pytali czy stosujemy się do wytycznych i czy naprawdę nie przyjmiemy gości. Podkreślali, że mogą napisać nam oświadczenie dot. podróży służbowej

– opowiada nam pani Paulina, menedżerka jednego z hoteli. 

Kobieta opowiada, że za każdym razem przekonywała, że właściciel obiektu stosuje się do zakazu. Ale osoby pod drugiej stronie słuchawki nie zamierzały odpuszczać. Prosiły, tłumacząc, że chodzi tylko o jedną noc. Że to tylko w ramach wyjątku.

Dziwnie się tego słuchało, wszystko było bardzo składne. Tak jakby czekali, aż pękniemy. Reszta klientów szła raczej w zaparte, podawała od razu nazwę firmy, pytała o termin

– opowiada pani Paulina

Po tygodniu takich nietypowych próśb, pod hotel zajechał policjant z pracownikiem sanepidu. Przeprowadzający kontrolę nie zdecydowali się na wejście do środka i rozmowę z właścicielem. O to, czy obiekt działa zapytali pracownice, które miały właśnie przerwę na papierosa.

Bizblog.pl poleca

Kobiety zgodnie odpowiedziały, że hotel jest zamknięty. Zapytały policjanta i inspektora, czy chcą wejść do środka i sprawdzić. Odmówili mówiąc, że nie ma takiej potrzeby. Policjant wykonał szybki telefon i zameldował, że we wskazanym hotelu nie ma gości.

Wyglądało, że ma jeszcze kilka adresów do sprawdzenia. Nie potwierdził, że kontrola odbyła się na wskutek donosu

– relacjonuje menedżerka hotelu

Trolle chcą zapisać się na boks

Z podobną sytuacją spotkała się pani Marta, która prowadzi grupowe zajęcia z boksu. Przedsiębiorczyni wspomina, że jeszcze w trakcie pierwszego lockdownu na fanpage’u jej klubu pojawiały się zapytania dotyczące uczestnictwa w zajęciach.

Tłumaczyłam, że nie prowadzimy teraz zajęć. Gdy pytali, czy nie planujemy zacząć w trakcie pandemii, to mówiłam, że w sprawie najbliższego terminu mają napisać do Morawieckiego

– opowiada

Niedługo później, po zniesieniu obostrzeń wpisy na Facebooku się skończyły. Łaknący sportowych wyzwań facebookowicze nigdy się nie pojawili. Co nie oznacza, że całkowicie przestali się interesować boksem. Chęć do nałożenia rękawic wróciła wraz z wprowadzeniem drugiego lockdownu.

Kolejny rzut. Dokładnie te same konta

– zżyma się pani Marta

Wysłaliśmy zapytania do Komendy Stołecznej Policji i Głównego Inspektoratu Sanitarnego z pytaniem o udział w tego typu nieformalnych kontrolach. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Sanepid ściąga miliony

Wcześniej, bo tuż przed sylwestrem, policja deklarowała, że nie planuje masowych kontroli przestrzegania przepisów epidemicznych. Wizyty w domach i pensjonatach miały być przeprowadzane głównie jako reakcja na donosy.

Z tego względu gorąco zrobiło się w Zakopanem. Górale swój obywatelski obowiązek potraktowali niezwykle serio. „Gazeta Wyborcza” pisała o 50 policyjnych interwencjach, które miały miejsce 31 grudnia.

Za łamanie covidowych obostrzeń policja może wystawić mandat w wysokości 500 zł. Zdecydowanie dotkliwsza kara czeka przedsiębiorcę ze strony sanepidu. Inspektorzy mogą w drodze kary administracyjnej wystawić rachunek na 30 tys. zł z nakazem natychmiastowej zapłaty. Od początku pandemii do końca grudnia sanepid zebrał w ten sposób od Polaków ponad 24 mln zł.