Wyższa płaca minimalna. Już pojawiają się groźby i szantaż. Co będzie dalej?

Z planów rządu wynika, że płaca minimalna do końca tego roku ma wzrosnąć do 2600 zł brutto. Za rok ma osiągnąć poziom 3 tys. zł, a do 2023 r. – 4 tys. zł. brutto. Wzrost wynagrodzeń uderzy przede wszystkim w przedsiębiorców, to z ich kieszeni politycy wyjmą na ten cel 32 mld zł. Rząd jest zdeterminowany. Jeszcze przed przyjęciem rozporządzenia pojawiły się pogróżki pod adresem przedsiębiorców,.

Prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, dla „Trybuny Górniczej” kreśli dwa możliwe scenariusze. W pierwszym przy założeniu wzrostu płacy minimalnej rocznie w granicach 12 proc. szybciej w górę pójdzie też wzrost płacy średniej. Ten w już w tym roku wyniósł 7 proc.

Zakładając podobne warunki w przyszłym roku, w tym wzrost wydajności pracy w tempie ok. 3,5 proc. oraz poziom zatrudnienia na takim samym jak dzisiaj, obciążenia po stronie przedsiębiorców do 2023 r. wyniosłoby wedle wyliczeń prof. Gomułki ok. 32 mld zł. Z tej sumy do pracowników trafiłoby 21 mld zł, a z kolei do budżetu centralnego – ok. 11 mld zł. 

Inflacja jak w Zambii

Przy takim wariancie z pewnością zmniejszyłoby się zatrudnienie wśród osób najmniej wykwalifikowanych. Konieczne zwolnienia jednak mogłyby nie być dla przedsiębiorców wystarczające do tego, żeby w ogóle pozostać na powierzchni. Co będą mogli jeszcze zrobić? Podwyższyć ceny swoich towarów i usług.

W drugim scenariuszu głównego ekonomisty BCC pozostałe płace rosną w tempie zapowiadanego wzrostu płacy minimalnej. To zaś spowodowałoby gwałtowny skok inflacji, która i tak już teraz jest kolejny miesiąc powyżej celu inflacyjnego Narodowego Banku Polski. Zdaniem prof. Gomułki w takim przypadku inflacja wzrosłaby z 3 do ok. 9 proc. Takie wartości CPI możemy dzisiaj obserwować m.in. w Gwinei, Jemenie, Ghanie, Turkmenii, Zambii, Erytrei, ale też na Ukrainie. W Europie wyższą inflacje odnotujemy jeszcze tylko w Turcji (ok. 15 proc.).

Najwięcej dopłacą przedsiębiorcy

Tym razem wydatki są rozłożone w czasie, bo t,e które obciążą w krótkim czasie budżet, to są emerytury, ale inne np. wydatki na drogi, są rozłożone na wiele lat. A jeszcze inne obciążają tak naprawdę nie budżet, ale sektor przedsiębiorstw. Na przykład hojne podwyżki pensji minimalnej – wskazuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Rafał Trzeciakowski z FOR w rozmowie z Adamem Sieńko przyznaje, że podwyżki płacy minimalnej rzadko mają dramatyczny wpływ na rynek pracy, bo wpływają głównie na pracowników o zarobkach zbliżonych do płacy minimalnej.

Spośród nich część rzeczywiście otrzymuje podwyżki, ale jednocześnie część jest wypchana na umowy o dzieło, samozatrudnienie, wprost do szarej strefy czy w ogóle przestaje pracować – wylicza ekspert.

Albo podwyższycie pensje, albo do widzenia

Szef Centrum Analiz Strategicznych prof. Waldemar Paruch wydaje się tych wszystkich zagrożeń nie zauważać. W rozmowie z Polskim Radiem przekonuje, że zapowiadany taki, a nie inny wzrost płacy minimalnej nie pozostawi przedsiębiorcom zbyt dużego wyboru. Przekonuje, że w najbliższych latach będą skazani. na podwyższanie płac. Bo inaczej – uważa prof. Paruch – po prostu nie znajdą pracowników.

Wsłuchujący się w te słowa przedsiębiorcy trzymali z całych sił kciuki, żeby tylko szef CAS wspomniał z czego mają na te wszystkie podwyżki mieć. Niestety, nic takiego nie usłyszeli.