„Gdy to przeczytałem, byłem o krok od wylewu. Tyci brakowało, no tyci-tyci.” – Artur Gadziomski opisuje życie Polaka, który poszedł na własne

Mieszanka bezsilnej złości, śmiechu wynikającego z niemocy to codzienne doświadczenie wielu polskich przedsiębiorców. Wszystko to znalazło się we wpisie, który robi właśnie furorę w social media. Komentarz Artura Gadziomskiego to śmieszno-gorzkie podsumowanie żywota Polaka, który poszedł na własne.

Swój wpis przedsiębiorca zaczyna od uwagi, że jako osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą, niemająca dzieci i żyjąca w nieformalnym związku jest poza zainteresowaniem każdej kolejnej władzy. Omija go 500+, ulgi i wszelkie zniżki.

Moja konkubina i ja jesteśmy przedsiębiorcami – tak nas postrzega GUS i rząd, gdy mu wygodnie. W przyszłym roku, w ramach splendoru bycia przedsiębiorcą (nieważne, że jednoosobowym), wraz z moją konkubiną zapłacimy 34 800 PLN na ZUS. Teatralna pauza w tym momencie. Niech wybrzmi – opisuje, odnosząc się do podwyżki składki ZUS do 1500 zł miesięcznie.

Gadziomski dodaje, że próbował przekonać sam siebie, że pieniądze te nie pójdą na marne.

Że dzięki nim on i jego „konkubina” będą mieli zapewnioną opiekę medyczną. Ale doświadczenia ze służba zdrowia, które szeroko opisuje, go tego oduczyły.

17 400 PLN rocznie to cena pakietu o jakim w LuxMedzie i MediCoverze nie śnili. Samo nazwanie takiego pakietu by ich przerosło, skoro dzisiaj było ich stać na copywriterskie fluty typu pakiet VIP, premium, gold. Tutaj trzeba kosmosu, coś w stylu „pakiet szmaragdowej orchidei”! Ja za 17 400 PLN w wersji od państwa będę miał absolutnie nic i 3-letnie kolejki – pisze.

Zauważając przy okazji dowcipnie, że ludzkość jest w stanie wysłać sondę poza Układ Słoneczny, a „Polskę przerasta zwykły system kolejkowy”.

Wraz z moją osobistą konkubiną prowadzimy życie poniżej społeczno-politycznych radarów. Jako obywatele żyjący w…

Opublikowany przez Artur Gadziomski Środa, 31 lipca 2019

Czarę goryczy przelała u niego jednak dopiero informacja o premii dla rolników na rozpoczęcie działalności pozarolniczej. Wyjaśnijmy tu może o co chodzi. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zaplanowała nabór wniosków do tego programu na wrzesień.

Dotychczas można było dostać na działalność pozarolniczą do 100 tys. zł. Teraz przy utworzeniu co najmniej 3 miejsc pracy (w tym samozatrudnienia) można otrzymać nawet 250 tys.

Rolnicy są najbardziej uprzywilejowaną grupą społeczną, zrzucamy się na ich dopłaty bezpośrednie do plantacji wszystkiego! Orzeszki nie orzeszki, pomidory, pszenica, żyto, pszenżyto, żeby potem taki rolnik w tej kufajce spierdolił z pola bitwy i dostał za to jeszcze 250 tys. PLN!?!?!?!? Looooduuuuuu!!! – komentuje autor wpisu.

A po chwili dodaje gorzko.

Czy to oznacza, że przez połowę roku zapierdalam, żeby dotować plantację orzeszków, a drugą połowę, żeby plantator mógł te orzeszki porzucić w piździec, a ja mam, swoimi pieniędzmi, zwiększyć rozmach w tym jego porzucie?

Rzeczywiście, życie polskiego przedsiębiorcy nie należy do łatwych.

Jeżeli rząd nie próbuje go akurat zniechęcić do prowadzenia jednoosobowej działalności za pomocą testu przedsiębiorcy, to robi to za pomocą innych, okrężnych działań.

A jeśli przedsiębiorca postanowi się sądzić z instytucjami państwowymi, ewentualne zwycięstwo świętowane jest jak wygrana w totka. Bo zdarza się podobnie często. Zdenerwowanie nie powinno więc dziwić – parafrazując klasyka: Polska to nie kraj dla przedsiębiorców.