Zadyma rozkręcona przez przedsiębiorców to dopiero początek. A co będzie, jak dołączą lekarze, nauczyciele i górnicy?

Gaz łzawiący, forsowanie kordonu policji i skuwanie protestujących. Nawet lider protestu Paweł Tanajno przyznał, że podczas sobotniej manifestacji było „za grubo”. Chwilowo przedsiębiorcy zrobili więc krok wstecz i czekają na rozwój wydarzeń. Trudno jednak łudzić się, że bez radykalnych środków cokolwiek osiągną. Kolejne ekipy rządzące skutecznie przekonują przecież Polaków, że postulaty przeforsować można przede wszystkim za pomocą marszu na Warszawę.

fot: YouTube/OKO.press

Smród palonej gumy na ulicach, duże nagłówki w mediach i mobilizacja tysięcy policjantów to w polskich warunkach przepis na wywalczenie choćby skromnych ustępstw ze strony partii rządzącej. Nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, bo do takich praktyk kolejne ekipy przyzwyczajają nas od lat. Bez szantażu ani rusz.

Sobotni protest przedsiębiorców był tylko naturalną konsekwencją polityki prowadzonej przez polityków po 1989 r. Idziesz na barykady? Wyszarpiesz swój kawałek szynki. Zostajesz w domu? Zapomnij o podwyżkach i realizacji postulatów.

No i przedsiębiorcy ruszyli po swoje wychodząc z założenia, że dotychczasowa pomoc związana z zamrożeniem gospodarki to dużo za mało. Po tygodniach rozmów i konsultacji wrócą do domów na tarczy (nomen omen) zamiast z tarczą.

Sytuacja wymknęła się wprawdzie po drodze spod kontroli, a w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Paweł Tanajno i Michał Kołodziejczak z Agrounii przyznali, że w niedziele zamiast powtórki woleli skupić się na lizaniu ran, to jednak wielkiego żalu w ich wypowiedziach nie widać. Kolejny marsz ma odbyć się 23 maja. Przedsiębiorcy są zdeterminowani. Pamiętają zapewne, co dzięki takiemu uporowi wywalczyli ich poprzednicy.

Przedsiębiorcy pójdą drogą poprzedników?

A wywalczyli całkiem dużo. Tyle że najpierw musieli porzucić skrupuły. Stało się tak na przykład w przypadku nauczycieli, którzy podwyżki pensji wymogli na raty, najpierw stawiając pod ścianą maturzystów (i organizując największy protest w szkolnictwie od ćwierćwiecza), a potem grożąc powtórką strajku jesienią 2019.

Bizblog.pl poleca

Podobną drogę jeszcze wcześniej przeszli lekarze rezydenci. Lata dopominania się o inwestycje w służbę zdrowia zastąpiła głodówka i masowe wypowiadania klauzul opt-out, które pozwalały wcześniej łatać braki kadrowe w szpitalach. Efekty przyszły stosunkowo szybko. Rezydenci dostali po 500-600 zł brutto podwyżek, a rząd zobowiązał się do stopniowego podnoszenia wydatków na służbę zdrowia.

Wyjątkowo długie doświadczenie w tym zakresie mają jednak przede wszystkim górnicy. Tak duże, że w lutym wystarczyło tupnięcie nogą przez związkowców, by Polska Grupa Górnicza wyskoczyła z 270 mln zł. Byleby przedstawiciele branży węglowej nie ruszyli na Warszawę tuż przed kampanią wyborczą. W miniony weekend w ostatniej chwili odwołali przyjazd do stolicy na demonstrację.

Lekarze ruszą na Wiejską?

Będziemy się z Michałem [Kołodziejczakiem – przyp red.] spotykać z przedsiębiorcami, ale przyjdą też nauczyciele, przyjdą lekarze rezydencji, przyjdą wszystkie grupy, które mają dość łamania praw obywatelskim pod pozorem epidemii

– mówił Tanajno.

Obie grupy wymienione przez kandydata na prezydenta mają z pewnością długą listę spraw do załatwienia. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy śle listy do ministra zdrowia, przypominając, że medycy, którzy ze względu na epidemie zostali zobowiązani do pracy w jednym miejscu, nie dostali obiecanych dodatków.

Wciąż nie dotrzymaną obietnicą pozostaje również kwestia podniesienia nakładów na ochronę zdrowia do poziomu 6,2 proc. PKB w 2020 r. Obecnie wydatki budżetowe oscylują w granicach 5 proc., a lekarze poczuli się zapomniani.

Panie Marszałku! Panie Ministrze! Szanowni Państwo! Koleżanki i Koledzy! Ten projekt przeleżał w lodówce od głodówki, już pewnie umarł z głodu, dosłownie, bo on powstał podczas głodówki w 2017 r.

– kpił tuż przed wybuchem epidemii Przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Tomasz Dybek.


W podobnej sytuacji znajdują się nauczyciele. W trakcie protestu wywalczyli sobie 6-proc. podwyżki od września 2020 r. Te stoją jednak dzisiaj pod znakiem zapytania, bo samorządowcy twierdzą, że pieniądze, które dostaną od rządu nie są wystarczające. A miasta, które przez kryzys dostały mocno po kieszeni, nie kwapią się do finansowania obietnic premiera Morawieckiego. Na domiar złego MEN chciałby zaprząc nauczycieli do darmowej pomocy maturzystom, którzy de facto ich uczniami już nie są.

Jednak wbrew temu, co twierdzi Tanajno, na ulicę żadnej z tych grup na razie niespieszno.

Nie – uciął krótko przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel zapytany przez nas o to, czy lekarze rozważają protest w jakiejkolwiek postaci.

Odpowiedź ze strony Związku Nauczycielstwa Polskiego nie nadeszła, ale środowisko nauczycieli nie informowało w ostatnim czasie o planach rozpoczęcia protestu. Może to i dobrze. Miejsca na ulicach stolicy wcale nie jest tak dużo. A, że inaczej z polskimi politykami nie da się rozmawiać, to wypadałoby… karnie ustawić się w kolejce.