Niemieccy producenci aut w ciągu 10 lat zwolnią ponad 400 tys. ludzi. Elon Musk będzie się przyglądał

Disruption, czyli zakłócenie. Bez tego modnego słowa trudno byłoby lapidarnie opisać, co dzieje się w światowym biznesie, gdy ktoś z wielkim ego postanawia ustalony porządek w jakiejś branży wywrócić do góry nogami. W przemyśle samochodowym taką osobą jest Elon Musk, którego Tesla wywołała rewolucję elektryczną. Coraz więcej wiadomo, ile pochłonie ofiar.

Pisałem już w Bizblogu o tym, że przestawienie się przemysłu samochodowego na napęd elektryczny nieuchronnie doprowadzi do masowych zwolnień. Okazuje się, że ich skala może być o wiele większa, niż zakładali przedstawiciele tej branży.

Według niemieckiego dziennika gospodarczego „Handelsblatt” niemiecki przemysł samochodowy – zarówno sami producenci, jak i ich poddostawcy – do 2030 roku będzie musiał pozbyć się aż 410 tysięcy pracowników. To nie są jedynie spekulacje prasowe, ponieważ gazeta powołuje się na doradców rządu w Berlinie.

Przypomnijmy, że szef niemieckiego stowarzyszenia przemysłu motoryzacyjnego VDA Bernhard Mattes mówił niedawno, że w ciągu najbliższych 10 lat niemiecki przemysł samochodowy zwolni około 70 tysięcy osób z powodu przejścia na napęd elektryczny.

Gazeta zwraca uwagę, że rząd federalny chce, by na niemieckich drogach do 2030 roku pojawiło się od 7 do 10 mln samochodów elektrycznych. To ma pozwolić na szybsze osiągnięcie przez Niemcy unijnego celu osiągnięcia neutralności klimatycznej. Jednocześnie musiano skorygować prognozy wpływu tej polityki na zatrudnienie w przemyśle.

Mniej komplikacji, więcej automatyzacji

Z raportu organizacji NPM, która ma status ciała doradczego rządu federalnego, wynika z kolei, że tylko w sektorze produkcji silników i układu przeniesienia napędu cięcia mogą dosięgnąć nawet 88 tys. etatów.

Powód jest prosty: silniki elektryczne składają się z nieporównanie mniejszej liczby części niż ich spalinowe odpowiedniki, a skrzyń biegów w elektrykach zazwyczaj nie stosuje się w ogóle. Taki rodzaj napędu ułatwia także dalszą automatyzację produkcji.

Źródło: Google

Jak pisze „Handelsblatt”, zatrudnienie w niemieckim przemyśle samochodowym, który notował w ostatnich latach olbrzymi wzrost produkcji, osiągnęło w 2018 roku poziom 834 tysięcy etatów. To najwięcej od 1991 roku, zanim automatyzacja produkcji zaczęła na dobre odbierać pracę robotnikom zatrudnionym przy liniach montażowych.

Winna nie tylko Bruksela

Producenci samochodów w Europie muszą dostosować się do coraz surowszych norm emisji CO2, co gwałtownie przyspiesza zmiany w technologii napędów samochodowych.

Tradycyjny przemysł samochodowy długo bronił się przed przejściem na napęd czysto elektryczny, wskazując na dobrze znane ograniczenia tej technologii. Eksperci przekonywali, że produkcje elektryków na masową skalę będzie możliwa dopiero wtedy, gdy w technologii akumulatorów nastąpił przełom i ładowanie aut nie będzie trwało wyraźnie dłużej niż tankowanie paliwa.

Sytuacja zmieniła się, gdy na rynku pojawiła się Tesla, która udowodniła, że masowa sprzedaż samochodów elektrycznych jest możliwa już teraz. Szefowie wielkich koncernów samochodowych ze sceptyków szybko musieli zmienić się w entuzjastów samochodów elektrycznych, a niektórzy – jak szef Volkswagena – zaczęli wręcz deklarować się jako fani Elona Muska.

Elon Musk dostanie niemiecką fabrykę Tesli za darmo. Zapłaci… Fiat. Genialne, prawda?