Mamy prawie tysiąc zgonów w dobę. To kumulacja wielkanocna, ale lockdown na niby ma konsekwencje

954 zgony z powodu covida lub chorób towarzyszących to koszmarny rekord trwającej od ponad roku epidemii koronawirusa w Polsce. Wiadomo było, że po trzeciej fali zakażeń z niewielkim opóźnieniem uderzy nas fala zgonów, ale tak skokowy wzrost jest szokujący chyba dla wszystkich. Częściowym wyjaśnieniem jest kumulacja danych z Wielkanocy, ale szerokie luzowanie obostrzeń w lutym i lęk rządu przed wprowadzeniem twardego lockdownu i tak ma przykre konsekwencje.

„Z powodu COVID-19 zmarło 241 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 713 osób” – podało sucho Ministerstwo Zdrowia w codziennym komunikacie epidemicznym. To prawie 300 więcej niż 25 listopada, gdy zmarły 674 osoby.

Bizblog.pl poleca

Zaznaczmy od razu, że tak duża liczba raportowanych zgonów to efekt kumulacji świątecznej, to znaczy okresu, gdy nie raportowano wszystkich danych. Rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz wyjaśnił, że dzisiejsze dane obejmują też zgony z nawet z Wielkiego Piątku.

„Na dzisiejszy wynik wpłynęło także raportowanie. W okresie świątecznym podmioty medyczne nie raportowały w cyklu bieżącym, jak to robią na co dzień. NA 954 dzisiaj ogłoszone zgony, jest 100 zgonów z Wielkiego Piątku” – wyjaśnił rzecznik MZ.

Tylko że z taką kumulacją mamy do czynienia co tydzień. Teraz jest nieco silniejsza, bo weekend świąteczny był dłuższy niż zwykły, ale to żadna wyjątkowa sytuacja. Wystarczy bowiem spojrzeć na wykres zgonów covidowych w dowolnym okresie, by dostrzec, że dane te układają się w rytmiczny wzór – w niedzielę, poniedziałek i wtorek mamy spadek liczny zgonów, a we wtorek następuje eksplozja i dużo wyższe dane utrzymują się zwykle do soboty. To oczywisty przejaw braku pełnego raportowania zgonów w weekendy.

Bardzo chciałbym wierzyć w to, że w kolejnych dniach liczba zgonów wróci do – i tak dramatycznie wysokiego – dotychczasowego poziomu i nie będziemy mieć powtórki z danych oscylujących wokół tysiąca. To jednak płocha nadzieja, bo obecna fala zakażeń przyniosła rekordowe obłożenie łóżek covidowych i respiratorów. Jak wiadomo, ratowanie życia chorego na covid za pomocą respiratorów to zwykle ostateczność i rzadko jest skuteczne.

Co można było zrobić, żeby tego uniknąć? Zniesienie przez rząd wielu obostrzeń za jednym zamachem w połowie lutego, które dało ludziom sygnał „nie bójcie się, to już końcówka, wygrywamy”, już wtedy było zaskakujące, a z dzisiejszej perspektywy było skrajnie nieodpowiedzialne. Gdy trzecia fala zaczęła się wzbierać, rząd próbował ratować sytuację, stopniowo przywracają obostrzenia, ale na twardy lockdown – w przeciwieństwie do rządów wielu krajów europejskich – się nie zdecydował.

Jak już pisałem, jedynym obowiązującym teraz przepisem, który ma coś wspólnego twardym lockdownem, jest zamknięcie przedszkoli i żłobków, bo to ma olbrzymi wpływ na codzienne życie rodziców i opiekunów najmłodszych dzieci. Setki tysięcy Polaków gorączkowo szukają alternatywnych form opieki nad dziećmi, biorą wolne w pracy lub w inny sposób starają się dostosować do nowych warunków pracy z dziećmi w domu.

Jeśli mieliśmy w Polsce twardy lockdown, to było to rok temu. Warto przypomnieć, jakie ograniczenia rząd wprowadził 24 marca:

  • zakaz przemieszczania się (z pewnymi wyjątkami)
  • całkowity zakaz zgromadzeń (chyba że z najbliższymi)

Tydzień później doszły kolejne przepisy głęboko ingerujące w prawa obywatelskie pod rygorem kary do 30 tys. zł:

  • zakaz wychodzenia z domu osób do 18. roku życia bez opieki dorosłego
  • zakaz korzystania z parków, plaż, bulwarów, promenad i rowerów miejskich

Zostawmy na boku kwestię uprawnień władzy do tak daleko idących naruszeń wolności obywatelskich – i to bez wprowadzenia stanu wyjątkowego – bo dzisiaj sprawa jest właściwie jasna. Bezprawność tych regulacji i masowe wygrane ukaranych obywateli przed sądami to zresztą powód, dlaczego rząd boi się ponownie wprowadzić takie regulacje.

Ciekawsze jest co innego: jak wyglądała sytuacja epidemiczna 24 i 31 marca 2020 roku, gdy rząd sięgnął po rozwiązania, które można swobodnie nazwać „twardym lockdownem”? 24 marca zanotowano w Polsce – uwaga – 17 nowych zakażeń koronawirusem i ani jednego zgonu. 26 marca, czyli równo rok temu nowych zakażeń było 58, a z powodu covidu zmarły dwie osoby. 31 marca, gdy zakazywano samodzielnego wychodzenia z domu osobom poniżej 18. roku życia, nowych zakażeń było 83 i jedna ofiara śmiertelne.

Zgonów było w tamtym okresie tak mało, że Ministerstwo Zdrowia na Twitterze informowało wówczas o płci, wieku i miejscu hospitalizowania zmarłego pacjenta. Dzisiaj, gdy ofiar są setki dziennie, taka sytuacja jest nie do pomyślenia.