Pracownicy mają najbardziej przerąbane od 2006 r. Podwyżka pensji minimalnej to ściema, będziecie zarabiać mniej

Wynagrodzenia nie nadążają z inflacją – to już wiecie. Realne pensje, czyli po uwzględnieniu poziomu inflacji spadają i to tak mocno, że jest najgorzej od szesnastu lat. I ekonomiści tak tu sobie opowiadają, że wzrost płac napędza inflację, a podwyżka płacy minimalnej o jedną piątą skłoni pracowników, by żądać od szefa podwyżki. Tymczasem połowa Polaków boi się obniżenia wynagrodzeń.

Obniżki pensji miały już miejsce w sierpniu, bo jak podał GUS, średnie wynagrodzenie w sierpniu wyniosło 6583 zł brutto, podczas gdy w lipcu było o niemal 200 zł niższe i wynosiło 6778,63 zł brutto. To jednak statystyka, a lipcowe dane były solidnie zaburzone, prawdopodobnie nagrodami dla górników, energetyków i leśników.

Ale to, że jest źle, to też fakt, a nie zabawa statystyką. W sierpniu wzrost pensji rok do roku był niby ciągle wysoki i wyniósł 12,7 proc. Przypomnę, że pensje w sektorze przedsiębiorstw w 2021 r. wzrosły o 10 proc., a w poprzednich latach rosły o ok. 5-7 proc. rok do roku.

Największa obniżka wynagrodzeń od 16 lat

To co się czepiam? Bo to pensje nominale, ale kiedy uwzględni się poziom inflacji, za te wyższe wynagrodzenia możemy kupić mniej. Skoro wynagrodzenia w sierpniu wzrosły o 12,7 proc., a inflacja aż o 16,1 proc., to oznacza, że jesteśmy o 3,4 proc. biedniejsi niż rok temu. O tyle spadły realne płace Polaków.

Bizblog.pl poleca

Mamy zatem wynik najgorszy od 2006 r., na co zwraca uwagę dr Michał Możdżeń, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie związany z Polską Siecią Ekonomii. 

No i jeszcze jedno: mówimy przecież o wynagrodzeniach w przedsiębiorstwach i to tych zatrudniających co najmniej 10 osób, a więc nie tych najmniejszych. To tylko 40 proc. zatrudnionych w polskiej gospodarce. Pozostali z zasady mają gorzej i biednieją jeszcze szybciej, jeśli zatrudnieni są w mniejszych firmach. Im mniejsza bowiem firma, tym słabiej płaci – albo co gorsze w budżetówce, gdzie wzrost wynagrodzeń w tym roku sięgnął ledwie 4,4 proc., a na przyszły rok rząd planuje 7,8 proc.

Inflacja rośnie, śmiałość do żądania podwyżek maleje

Wróćmy do tego straszenia, które regularnie serwują nam organizacje pracodawców, że wzrost pensji pędzi i nakręca inflację, a pracownicy są zachłanni i nieświadomi tych procesów ekonomicznych, wszyscy krzyczą o podwyżkę i to się źle skończy.

Tak, pensje nie powinny rosnąć szybciej niż inflacja, bo to się może skończyć źle. Ale nieprawdą jest, że pędząca inflacja strasznie podnosi żądania płacowe. Zobaczcie: GUS właśnie pokazał, jakie są oczekiwania inflacyjne Polaków. Okazuje się, że 52 proc. badanych jest przekonana, że inflacja będzie nadal rosła w takim tempie jak obecnie, a niemal 20 proc. uważa, że będzie rosła jeszcze szybciej. Niecałe 15 proc. uważa, że ceny będą rosły wolniej, a 7 proc., że pozostaną mniej więcej takie na takim samym poziomie.

Dla porównania, rok temu we wrześniu nastroje były lepsze, a oczekiwania inflacyjne znacznie niższe. 56 proc. uważało, że ceny będą rosły w podobnym tempie, a przecież wówczas inflacja sięgała zaledwie 6 proc. a nie przekraczała 16 proc. Tylko 13 proc. badanych uważało, że wzrost cen przyspieszy i prawie tyle samo – że ceny pozostaną mniej więcej takie na takim samym poziomie.

Mam prosić o podwyżkę pensji? Będzie dobrze, jak mi nie obniżą

Jaki z tego wniosek? Skoro już jest drogo i w porównaniu do poprzedniego roku więcej z nas uważa, że będzie jeszcze drożej, wszyscy powinniśmy liczyć na podwyżki pensji, prawda?

Otóż badanie ARC Rynek i Opinia „Wynagrodzenia 2022. Oczekiwania Polaków” przeprowadzone zaledwie w sierpniu pokazuje, że na podwyżkę pensji jeszcze liczy 42 proc. pracowników. Dużo? Więcej, bo aż 50 proc. chciałoby utrzymać obecną pensję, a 8,3 proc. spodziewa się cięć wynagrodzeń.

A jeszcze w styczniu podwyżek spodziewało się 54,5 proc. badanych, na utrzymanie pensji liczyło tylko 29 proc., a cięcia wynagrodzenia spodziewało się zaledwie 2,9 proc.

Polacy myślą, że drożyzna nadal będzie przeć do przodu, ale ich śmiałość w myśleniu o podwyżkach topnieje, realne płace się kurczą. Tak, drodzy pracownicy naprawdę mają przerąbane.