Koniec pracy zdalnej. Czy szef może kazać nam wrócić do biura?

Na przełomie marca i kwietnia firmy w pośpiechu pakowały sprzęt do kartonów i wysyłały pracowników do pracy w domu. Przez niespełna dwa miesiące część załogi zdążyła się przyzwyczaić do tego, że dom stał się ich nowym biurem. Czy szef ma teraz prawo odwołać nas z pracy zdalnej bez naszej zgody?

Koronawirus wywrócił rynek pracy do góry nogami. Rządowe zalecenia i zwykły strach przez epidemią sprawił, że pracodawcy zaczęli masowo wysyłać swoich podwładnych do domów. Według badania ARC Rynek i Opinia oraz Randstad Polska dla Gumtree.pl pod koniec kwietnia w ramach home office pracowało trzy czwarte pracowników umysłowych w Polsce. Czterech na dziesięciu w ogóle nie pojawiało się w ostatnim czasie w biurze.

Z tą nowością Polacy oswajali się z różnym skutkiem. Część naszych rodaków niecierpliwie przebierało nogami, czekając na otwarcie biurowców, reszta przyzwyczaiła się do pracy zdalnej i trudno im sobie dzisiaj wyobrazić powrót do codziennej rutyny, polegającej na porannym szykowaniu się i podróży przez zakorkowane miasto do miejsca pracy.

Praca zdalna. Czy muszę wrócić do biura?

Tej drugiej grupie ściąganie przez pracodawców do biura jest z pewnością mocno nie w smak. Pytanie, czy w takiej sytuacji istnieje jakikolwiek wybór? W rozmowie z Bizblog.pl ekspert od prawa pracy prof. Monika Gładoch wskazuje, że nie.

Wystarczy, że pracodawca wyda nam zwykłe polecenie służbowe. Z definicji stosunku pracy (art. 22 Kodeksu Pracy) wynika, że praca pod kierownictwem polega na tym, że to pracodawca organizuje pracę. Poleceniem zgodnym z prawem i na podstawie umowy o pracę może wezwać nas do powrotu z pracy zdalnej do pracy w biurze (art. 100 §1)

– tłumaczy ekspertka.

Podobnie sytuacja wygląda, w przypadku, w którym boimy się zarażenia ze strony współpracowników. Powstrzymanie się od pracy jest możliwe na podstawie art. 210 KP, który dopuszcza taką możliwość, jeżeli praca zagraża zdrowiu i życiu.

Bizblog.pl poleca

Możemy z niej skorzystać tylko po uprzednim poinformowaniu przełożonego i na własne ryzyko. Jeżeli przełożony nie wyrazi zgody, ryzykujemy wyciągnięcie konsekwencji za niesubordynację

– wyjaśnia ekspertka.

Wówczas sprawa trafia do sądu. Prof. Gładoch wskazuje, że warto mieć przygotowane mocne dowody zaniedbania ze strony pracodawcy. Może chodzić o brak środków dezynfekcji albo o nieprzestrzeganie obowiązku zachowania odległości miedzy stanowiskami pracy, zakładania maseczek przez pracowników lub klientów, z którymi mamy bezpośrednią styczność.

Ostatecznie realność tego zagrożenia będzie stwierdzać sąd. Biorąc pod uwagę terminy procesowe rozpatrzenie może potrwać od sześciu miesięcy do roku. Najprościej byłoby, gdyby prawo przewidywało rozstrzygnięcie tego rodzaju skargi przez inspekcję pracy. Ale tak nie jest. Trzeba więc zdać się na pracodawcę, ryzyko sporu z nim ponosi się we własnym zakresie

– zaznacza.

Praca w biurze. Obowiązki pracodawcy

Rozporządzenie Rady Ministrów z 2 maja w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. poz. 792) nakłada na pracodawców obowiązki dotyczące odpowiedniego przygotowania stanowisk pracy.

Przełożony musi zapewnić nam rękawiczki jednorazowe lub środki do dezynfekcji rąk. Odległość między stanowiskami pracy powinna wynosić co najmniej 1,5 m. Wyjątkiem są sytuacje, w których ze względu na charakter wykonywanej pracy jest to niemożliwe, a zakład pracy dostarcza środki ochrony osobistej w związku z epidemią koronawirusa.

Państwowa Inspekcja Pracy zaleca ponadto, by pracodawcy minimalizowali ryzyko zarażenia poprzez zapewnianie środków ochrony osobistej (specjalne maski) i środki ochrony zbiorowej (przegrody między stanowiskami, obudowy pleksiglasowe). Wytyczne dotyczą także spożywanie posiłków, które powinno być tak zorganizowane, by w tym samym pomieszczeniu przebywało jak najmniej osób jednocześnie.