Koniec żartów z pracą zdalną. Możesz mieć w domu nalot policji i dmuchanie w alkomat

Praca zdalna przestaje być pracą na luzie w domu, a sam dom w godzinach pracy przestaje być bezpiecznym azylem, w którym wszystko ci wolno. Sejm niemal jednogłośnie przegłosował zmiany w Kodeksie pracy, które wprowadzają surowe zasady dotyczące pracy zdalnej. Najbardziej spektakularną nowością jest możliwość kontroli trzeźwości w domu, którą będzie mogła na prośbę pracodawcy przeprowadzić policja.

Nowy Kodeks pracy jeszcze nie stał się prawem, to wciąż projekt ustawy, ale jest już właściwie przesądzone, że w obecnym kształcie wejdzie w życie. W Sejmie poparło go aż 430 posłów, co oznacza, że „za” była nie tylko strona rządowa, ale też niemal cała opozycja. Senat może wprowadzi jakieś drobne poprawki, które Sejm przyjmie lub nie, potem podpis prezydenta i koniec zabawy.

Nowy Kodeks pracy ma zacząć obowiązywać dopiero od 1 marca, ale przepisy dotyczące trzeźwości w pracy mają wejść w życie już w styczniu. Z jednej strony polski system prawny w końcu „zauważy” istnienie czegoś takiego jak praca zdalna i da pracownikom w tej kwestii istotne przywileje, ale z drugiej strony narzuci im surowe ograniczenia. Z pewnością nie zabraknie osób, dla których problemem będzie groźba kontroli alkomatem lub testem na narkotyki.

Bizblog.pl poleca

Zacznijmy od tych przyjemniejszych zapisów nowego Kodeksu pracy. Pracownik będzie mógł pracować całkowicie zdalnie albo w trybie hybrydowym, czyli na przykład trzy razy w tygodniu pojawiać się w biurze, a pozostałe dwa pracować w domu. Będzie to podlegało uzgodnieniu pomiędzy pracodawcą a pracownikiem.

Praca zdalna na żądanie

Pojawi się też instytucja pracy zdalnej na żądanie. Jeśli pracownika obowiązuje pełny tryb stacjonarny, w uzasadnionych okolicznościach, do 24 razy w roku będzie mógł poprosić o pracę zdalną. Pojawi się jednak też kategoria pracowników uprzywilejowanych, którym pracodawca co do zasady nie będzie mógł odmówić pracy zdalnej. Chodzi o kobiety w ciąży, rodziców dzieci do 4 lat lub opiekunów osoby niepełnosprawnej. Będą oczywiście wyjątki od tej reguły, na przykład z tego prawa nie skorzystają funkcjonariusze policji.

Kolejna miła pracownikom kwestia to koszty. Zgodnie z nowymi zasadami wszystkie koszty pracy zdalnej mają być po stronie pracodawcy – od zapewnienia pracownikowi narzędzi do jej wykonywania po opłacenie rachunków za prąd i łącze internetowe, oczywiście w zakresie, w jakim są wykorzystywane do pracy. Pracodawca będzie mógł opłacać pracownikowi koszty pracy zdalnej w formie ryczałtu.

Było całkiem miło, to teraz będzie nieco mniej. Uregulowanie pracy zdalnej w Kodeksie pracy oznacza, że straci ona niedookreślony charakter i stanie się mocno sformalizowana. Pracownik nie tylko będzie musiał składać odpowiedni wniosek o pracę zdalną, ale będzie też musiał konkretnie określić miejsce jej wykonywania. Koniec z wolnością w tej kwestii – jeśli podamy dom, to w godzinach pracy musimy w nim przebywać. Chcecie wyskoczyć z laptopem do knajpy albo na działkę? Możecie mieć kłopoty.

Internet nie działa” to nie wymówka

Kolejna niemiła dla wielu niespodzianka? Koniec z zasłanianiem się niedziałającym internetem. Jeśli przyjdzie nam do głowy wylogować się i wyskoczyć gdzieś w prywatnych sprawach, musimy wiedzieć, że problemy z połączeniem to już nie jest prosta wymówka i będziemy musieli dobrze je udowodnić. Przepisy mówią jasno, że decydując się na pracę zdalną, zobowiązujemy się do dostępności za pomocą środków komunikacji zdalnej.

Najsmakowitsze zostawiliśmy na koniec. Chodzi oczywiście o kontrole trzeźwości pracowników „na zdalnej”. Pracodawca będzie mógł w każdej chwili przeprowadzić badanie pracownika pod kątem obecności alkoholu lub środków odurzających we krwi. Nie wystarczy nie odbierać telefonu i nie otwierać drzwi, bo pracodawca będzie mógł wezwać policję do przeprowadzenia kontroli. Przepisy te mają obowiązywać już od 1 stycznia.

Dlaczego ani razu w tym tekście nie użyłem wyrażenia „home office” jako synonimu pracy zdalnej? To proste – jest to nasz lokalny potworek językowy, a nie żadne zapożyczenie z angielskiego. Po angielsku „home office” w najlepszym wypadku oznacza „biuro domowe”, ale w sensie pomieszczenia z biurkiem, komputerem, drukarką i tak dalej. Praca zdalna po angielsku to „remote work” albo „working from home”. Dla Brytyjczyka Home Office to ministerstwo odpowiadające naszemu MSWiA.

Czytaj także: Rynek tłumaczeń odporny na zwolnienia. Branży nie złamała nawet pandemia