PPL zdradziły nam, jak uratować Modlin. Szef Ryanaira dostanie zawału

Michael O’Leary nie należy do najbardziej rozrzutnych. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek wsiadł na pokład Ryanaira. Tym razem butny Irlandczyk będzie musiał jednak sięgnąć głęboko do kieszeni. W innym wypadku Państwowe Porty Lotnicze zamkną mu jego ulubione polskie lotnisko.

fot: World Travel & Tourism Council/flickr.com/CC BY 2.0

Po informacji o zablokowaniu przez Państwowe Porty Lotnicze nowego inwestora w Modlinie, napisaliśmy do PPL z pytaniem o powody takiej decyzji. Francuska firma chciała włożyć w lotnisko 10 mln euro. Takie pieniądze piechotą nie chodzą, szczególnie w trakcie pandemii, gdy całe światowe lotnictwo leży i kwiczy. No i dostaliśmy wyczerpującą odpowiedź.

Należący do Skarbu Państwa udziałowiec tłumaczy się w następujący sposób:

Mamy status podmiotu zarządzającego Lotniskiem Chopina oraz lotniskami w Radomiu i Zielonej Górze. Jesteśmy więc inwestorem branżowym, tak samo jak zainteresowany Modlinem Egis Airports Network. Co za dużo, to niezdrowo. Dokooptowanie kolejnego inwestora branżowego w ocenie PPL nie służyłaby rozwiązywaniu problemów tego lotniska

– czytamy w odpowiedzi przesłanej Bizblog.pl

PPL powtarzają, że zgodnie ze przyjętą strategią nie planują żadnych dezinwestycji w spółkach zależnych, zarządzających polskimi portami lotniczymi.

Bizblog.pl poleca

Inwestowanie w Modlin to wyrzucanie pieniędzy w błoto?

Dość enigmatyczna to odpowiedź, biorąc po uwagę, że przyszłość Modlina wisi w tej chwili na włosku. Port ma mieć oszczędności, które wystarczą mu do sierpnia. Tymczasem Francuzi zarządzają 17 lotniskami na świecie i raczej nie pakowaliby się w inwestycję bez widoków na pokaźne profity. Coś w tym Modlinie musi jednak być.

Egis zaoferował zresztą, że przejmie zarządzanie portem, co tym bardziej pokazuje, że cały pomysł traktuje jak najbardziej serio.

W PPL uważają jednak, że pompowanie pieniędzy w Modlin to marnotrawstwo. To znaczy nie w każdym wypadku, bo, tłumaczy nam, generalnie przedsiębiorstwu zależy na ratowaniu podwarszawskiego lotniska. Ale nie w taki sposób.

PPL piszą, że po prostu nie są w stanie zaakceptować wszystkich form pomocy. I tu jak bumerang wraca stary jak świat konflikt z Ryanairem. Tak się bowiem składa, że poza kilkoma czarterami z Modlina latają wyłącznie Irlandczycy. Port nazywany jest złośliwie „prywatnym lotniskiem Ryanaira”.

Ryanair zawłaszczył Modlin

Rzeczywiście pozycja lowcostu jako jedynego poważnego gracza, sprawia, że zarządzający Modlinem nieraz szli na ustępstwa. Pomysłem Ryanaira jest m.in. konieczność oczekiwania pasażerów na samolot na płycie lotniska. Tajemnicą owiane są dokładne kwoty, jakie tanie linie płacą za lądowanie koło Nowego Dworu Mazowieckiego. Znając CEO przewoźnika, Michaela O’Leary’ego, stawki są bardziej niż zadowalające. Irlandczyków oczywiście.

PPL spędza to sen z powiek. I tym razem, w krytycznej dla lotniska sytuacji, zdecydowały się postawić sprawę na ostrzu noża. Porty Państwowe piszą, że pomoc Modlinowi mija się z celem dopóki ten nie jest w stanie wykazać, że potrafi osiągnąć w dłuższej perspektywie rentowność.

Plan naprawczy powinien adresować kwestię strukturalnego deficytu Portu poprzez wskazanie możliwości obniżenia kosztów – ale przede wszystkim zwiększenia przychodów

– piszą PPL

Jak to rozumieć? Znaczne zwiększenie przychodów w przypadku Modlina jest możliwe tylko w jeden sposób – poprzez renegocjację umowy z Ryanairem. Do końca obecnej, która wygasa w 2023 r. lotnisko może nie dotrwać. Pytanie tylko, czy O’Leary jest skłonny sięgnąć do sakiewki.

Na razie lowcost o pieniądzach nie wspomina, broni się jednak przed wyrzuceniem z Modlina rękoma i nogami. Konieczność przeprowadzki do Radomia wiąże się dla niego z:

  • dużo dłuższymi dojazdami dla pasażerów
  • konkurencją ze strony innych lowcostów, które zostaną niedługo wyrzucone z Okęcia

W rozmowie z serwisem pasażer.com Michał Kaczmarzyk, prezesem zarządu spółki Ryanair Sun, mówił, że nie jest sobie w stanie wyobrazić zamknięcia Modlina. Jego zdaniem biznesowo i politycznie się to nie broni. Zarzeka się też, ze stawki, które płaci tam Ryanair są rynkowe.

PPL są innego zdania. Nawiasem mówiąc trudno nie dostrzec tu pewnego konfliktu interesów. Państwowe Porty Lotnicze należą do Skarbu Państwa. Tak samo jak PLL LOT. Ryanair rywalizuje częściowo z LOT-em, szczególnie od kiedy nasz narodowy przewoźnik postanowił ratować się tanimi połączeniami do popularnych destynacji turystycznych. I tu właśnie wjeżdża PPL. Bardzo niefortunne to to.

Decyzja ws. Modlina już zapadła?

Inna sprawa, że rząd nie ukrywa, że woli, by ruch tanich linii przejął Radom. Eksperci na wieść o planach włożenia w reanimację portu w dzielnicy Sadków potężnych pieniędzy łapali się za głowę.

Radom nie upadł przez pechowy zbieg okoliczności. Nie został rozłożony na łopatki przez tornado ani huragan, nie poległ w starciu z biurokracją. Po prostu nikt nie chciał z niego latać. I nic się nie zmieniło. Nie przez przypadek sfinansowania budowy odmówiła wcześniej Unia Europejska.

Rząd uznał jednak, że do dwóch razy sztuka. Poseł PiS Marek Suski z właściwym sobie humorem (bo chyba nie na poważnie) stwierdził, że z Radomia będzie bliżej nad śródziemnomorskie plaże.

Tu na razie jest ściernisko, ale już niedługo będzie międzynarodowe lądowisko

– cieszył się ówczesny wicemarszałek senatu Adam Bielan

Może więc O’Leary powinien pozbyć się ewentualnych wyrzutów sumienia? Decyzja mogła zapaść już dawno temu, a skłonność irlandzkiej linii do wysupłania dodatkowych euro – być kompletnie bez znaczenia.

W takim wypadku straszenie Ryanaira i niedopuszczenie na lotnisko francuskiego inwestora, to tylko naturalna konsekwencja drogi, jaką obrały PPL. Czyli odcięcia Modlina od pieniędzy i oczekiwania, aż port powoli sam się wykrwawi.