Zgotują nam straszną i głodną starość. Znów chcą podkraść nam pieniądze odłożone na emeryturę

Najpierw zabrali połowę środków z OFE. Teraz zabierają 15 proc. z tej drugiej połowy i dodają: wymyśliliśmy, jak zrobić, żebyście na starość nie głodowali, nie bójcie się, tego wam już nie zabierzemy.

Mam wrażenie, że właśnie przechodzimy ogólnonarodowy test umiejętności dodawania 2 do 2. A może to test na miłosierdzie wobec bliźniego? No bo jak bliźni okradł cię raz, okradł cię drugi raz, to może jeszcze nie znaczy, że okradnie cię i po raz trzeci?

Zabieramy, bo to nie wasze

2014 rok. Rząd Donalda Tuska rozpoczyna rozbiórkę OFE. Część obligacyjna zostaje przeniesiona z OFE do ZUS, czyli z naszego do wspólnego kubeczka.

Jak tak można?! Przecież to nasze pieniądze! Nie możecie nam ich zabrać!

– grzmiał lud.

A właśnie że możemy. Bo pieniądze w OFE to wcale nie wasze prywatne pieniądze, to pieniądze nas wszystkich

– odpowiadała władza.

I zabrali. Grubo ponad 100 mld złotych. Mniej więcej połowę tego, co zebraliśmy na naszych, choć wcale nie naszych, kontach w OFE.

Zabrali i przeniesione obligacje umorzyli, żeby zmniejszyć jawny dług publiczny. Jakieś półtora roku później Trybunał Konstytucyjny całą operację przyklepał, twierdząc, że zabrane nam oszczędności z OFE nie były nasze, tylko publiczne.

Drugi rozbiór OFE

9 stycznia 2020 r. w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o likwidacji OFE, w których zostało jeszcze 162 mld zł. Według projektu te pieniądze zostaną automatycznie przeniesione na nasze prywatne Indywidualne Konta Emerytalne. Nie wszystkie, bo 15 proc., czyli jakieś 19 mld zł trafi do budżetu w ramach tzw. opłaty przekształceniowej. Ale pozostałe 85 proc. jesttwoje.

Nie chcesz, żeby państwo zabrało Ci 15 proc. twoich pieniędzy? Jest wyjście! Możesz wszystkie oddać ZUS-owi, oczywiście na indywidualne konto. Co prawda musisz się o to postarać i wypełnić deklarację, że chcesz, żeby TWOJE pieniądze nie trafiły do IKE tylko do ZUS, ale za to opłaty przekształceniowej nie będzie. 

Pozostawisz pieniądze w IKE? Nie bój się, to będą już naprawdę twoje pieniądze. Dostaniesz nawet potwierdzenie, że środki zgromadzone w IKE są prywatne. Będziesz mógł je odziedziczyć. A kiedy przejdziesz na emeryturę, będą wypłacane – tak jak sobie zażyczysz – w całości lub na raty co miesiąc. I to bez dodatkowych podatków czy opłat. Lepiej tylko, żebyś na tej emeryturze nie żył za długo, bo po 10 latach pieniądze się skończą.

Hmmmm, to może lepiej oddać wszystko ZUS? Zakład, wypłacając ci te pieniądze, będzie jeszcze nakładał podatek, ale za to będziesz dostawać emeryturę dożywotnio, bo przecież w ZUS pieniądze nie mogą się skończyć. W razie czego rząd zwiększy dotację do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

No chyba, że nie zwiększy, bo nie będzie miał z czego. Wtedy trzeba będzie zreformować system i wprowadzić emeryturę obywatelską, o której dziś ciągle dyskusje się ucina. Każdy dostanie tak samo mało i sprawa załatwiona. A że twoje składki, które w 2020 roku zdecydowałeś się oddać ZUS-owi, zamiast pozostawić w IKE, były wysokie? Kogo to będzie obchodziło?!

To może lepiej zostać w IKE? Jak będziesz dużo pił i palił, to może nie pożyjesz na emeryturze dłużej niż 10 lat. Tylko czy ktoś naprawdę wierzy w to, że wyższa konieczność nie sprawi, że jakiś rząd znów kiedyś uzna środki zgromadzone na IKE za publiczne? Co z tego, że dziś deklaruje, że są one prywatne?

Skoro na Cyprze dało się znacjonalizować częściowo lokaty bankowe, to u nas nie będzie się dało zrobić tego samego z oszczędnościami emerytalnymi?

Co tu zrobić?

Teraz to już naprawdę wam nie zabierzemy!

A to dopiero początek pytań, bo dotyczą one na razie oszczędności już zgromadzonych.

A przecież ciągle gromadzimy je dalej. Premier Mateusz Morawiecki wymyślił, że powinniśmy odkładać mądrze, żeby nie głodować na starość i tak powstały PPK – Pracownicze Plany Kapitałowe. 

Zaoraliśmy co prawda poprzedni filar kapitałowy, ale kto o tym pamięta?

Zacznijmy zabawę od nowa

– mówi dzisiaj rząd.

Pomysł jest taki: część składki odkładasz na starość ty, część dokłada c pracodawca, a do tego jeszcze kilka groszy dorzuca rząd. Ty w ramach podstawowej wpłaty odkładasz 2 proc. swojego wynagrodzenia brutto, pracodawca dorzuca 1,5 proc., a państwo 250 zł, ale tylko w pierwszym roku, na powitanie, później co roku po 240 zł.

Składki dotyczą oczywiście jedynie pracowników zatrudnionych podlegającym obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym. 

Przystąpienie do PPK, w przeciwieństwie do obowiązkowych niegdyś OFE, jest dobrowolne. Ale system działa tak, że każdy jest do PPK zapisywany domyślnie, a żeby nie uczestniczyć w tej zabawie, musi sam podjąć działanie, żeby się wypisać.

Ale po co, skoro odkładać na starość i tak trzeba, a tu jeszcze pracodawca z własnej kieszeni dorzuci parę groszy i budżet państwa coś sypnie?

Otóż wypłata naszych – tym razem już naprawdę prywatnych pieniędzy – ma z założenia następować po osiągnięciu 60. roku życia. Ale skoro są prywatne, to nie można ich sobie wypłacić wcześniej? A można, ale wtedy kwota wypłaty zostanie pomniejszona o:

  • podatek od zysków kapitałowych
  • 30 proc. wartości wpłat pracodawcy – pieniądze te zapisywane będą pracownikowi jako jego składka na ubezpieczenie emerytalne w ZUS
  • środki pochodzące z dopłat od państwa

Czyli właściwie wyjdzie na to samo, jakbyśmy sobie odkładali zupełnie prywatnie, ale tak naprawdę prywatnie, a nie prywatnie w systemie wymyślonym przez państwo. No chyba, że ktoś lubi ryzyko – wtedy może i jest parę groszy do ugrania.

Naprawdę wierzymy, że skoro rząd sięgnął po oszczędności emerytalne raz, właśnie robi to drugi raz, to nie zrobi tego i po raz trzeci?

Nie, to jednak nie test na miłosierdzie. To test na umiejętność wnioskowania. I czytania ze zrozumieniem. Czyli chyba taki test gimnazjalisty.

Nie, nie jestem przeciwnikiem długoterminowego oszczędzania na emeryturę. Przeciwnie. Właśnie dlatego musimy w końcu zrozumieć, że na starość będziemy mogli liczyć tylko na siebie.