Rozwód z rosyjską energią wcale nie skazuje nas na węgiel. Sąsiedzi pokazali nam, co powinniśmy zrobić

Wywołana przez Rosję wojna na Ukrainie i toczący się już kolejne miesiące kryzys energetyczny wydawać się mogło, że zawrócą dotychczasową transformację energetyczną, co będzie też oznaczać powrót do węgla. W tym tonie zdążyli się już wypowiadać przedstawiciele polskiego rządu i górniczych związków zawodowych. Ale coraz bardziej w siłę rośnie druga frakcja, dla której taka sytuacja to idealny pretekst do jeszcze szybszej dekarbonizacji. Włącza się w ten proces m.in. Słowacja.

W Polsce na razie obowiązuje umowa społeczna rządu z górnikami, zawierająca m.in. harmonogram zamykania kopalni, który kończy się datą 2049 r. Takie rozwiązanie (wraz z proponowaną pomocą publiczną dla górnictwa) musi być jeszcze notyfikowane przez KE. Chociaż rząd nie czekając na te ustalenia, już pierwsze środki przelał.

Wojna na Ukrainie i trwający od miesięcy kryzys energetyczny zmieniają jednak zasady gry. Na tyle, że o powrocie węgla do łask zaczęło być coraz głośniej. Czechy już sugerują, że data wycofania czarnego złota w 2033 r. jeszcze może ulec zmianie. Żywot swoich elektrowni węglowych planują też przesłużyć min. we Francji, czy w Portugalii. Polska kombinuje podobnie.

Chcemy, aby energetyka węglowa mogła w Polsce funkcjonować w znacznie dłuższej perspektywie niż do 2049 r. i być docelowym stabilizatorem systemu energetycznego – stwierdził w trakcie kwietniowego posiedzenia Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Katowicach wicepremier i szef aktywów państwowych Jacek Sasin.

Ale nie wszyscy chcą iść tą węglową drogą. Powstała już grupa 11 państw na czele z Danią, według której obecna sytuacja polityczna i gospodarcza powinna tylko przyspieszyć a nie wyhamować pakiet Fit for 55. Teraz zaś o tym, że swoich planów dekarbonizacyjnych nie trzeba wcale zmieniać – przekonuje też Słowacja.

Powrót do węgla nie dla Słowacji

Teraz w UE modne stało się odchodzenie od swoich planów dotyczących dekarbonizacji. Polska też przekonuje, że węgiel to dalej najbezpieczniejsze źródło energii. Ale nie brakuje też krajów, które obierają zupełnie inna taktykę. Tak jak Słowacja, która na długo przed tym jak Rosjanie zaczęli mordować Ukraińców, zapowiedziała zamknięcie już w 2023 r. swojej elektrowni węglowej Novaky, o mocy 266 MW.

Bizblog.pl poleca

Jej budowę rozpoczęto jeszcze w 1949 r., a pierwszy turbogenerator uruchomiono tutaj w 1953 r. I teraz Słowacja swojego stanowiska nie zmienia. Bratysławą podtrzymuje zamknięcie w przyszłym roku swojej elektrowni węglowej. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami rząd Słowacji też w 2023 r. chce skończyć z dopłatami do produkcji węgla. 

Zaprzestanie spalania węgla jest również warunkiem osiągnięcia neutralności klimatycznej, do czego Słowacja się zobowiązała – przypominają służby prasowe czeskiego Ministerstwa Gospodarki.

Bardzo możliwe też, że od 1 stycznia 2023 r. Słowacja zakaże spalania stałych odpadów komunalnych w elektrowniach. Trwają w tej sprawie jeszcze ustalenia. 

Bratysława chce trzyletniego okresu przejściowego dla ropy z Rosji

Warto zwrócić uwagę, że Słowacja podtrzymuje swoje plany dotyczące dekarbonizacji, mimo że znajduje się jednak w gorszej sytuacji energetycznej od Polski. Zgodnie z danymi Aggregated Nas Storage Inventory na 12 maja słowackie magazyny gazu były zapełnione tylko w 25,93 proc. czyli poniżej średniej UE (ponad 38 proc.) i ponad trzykrotnie mniej niż w przypadku Polski (85,54 proc.). Dodatkowo rząd w Warszawie już odlicza do października, kiedy ma być uruchomiony Baltic Pipe, rurociąg łączyć nas z norweskimi złożami gazu. Pełną przepustowość ma osiągnąć w styczniu 2023 r.

Nieciekawie też wygląda sprawa słowackiego uzależnienia od ropy z Rosji. Wychodzi bowiem na to, że wśród krajów UE to właśnie Słowacja, obok Węgier, jest w największym stopniu uzależniona od dostaw tego rosyjskiego surowca. Oba kraje mają też trudności ze znalezieniem alternatywnych źródeł zaopatrzenia. Dlatego Bratysławą prosi KE o trzyletni okres przejściowy. Bruksela celuje w krótszy czas. 

Zgadzamy się na te sankcje, ale mówimy, że potrzebujemy okresu przejściowego, dopóki nie dostosujemy się do sytuacji – przekonuje słowacki minister gospodarki Richard Sulik.