Tysiące przedsiębiorców zyskało prawo do postojowego, ale tylko w teorii. Bubel prawny trwa

Prowadzisz działalność gospodarczą, ale jednocześnie pracujesz na cząstce etatu lub zleceniu. Setki tysięcy innych przedsiębiorców dostało już po ponad 6 tysięcy postojowego, ale ty nadal nie masz na to szans. Tarcza 4.0 miała skończyć z dyskryminacją przedsiębiorców, którzy mają czelność być bardziej pracowitymi, ale przepisy te wciąż wyglądają dobrze tylko w rządowych komunikatach.

ZUS w ten weekend udostępnił formularz RSP-CZ dla osób pracujących na umowach cywilnoprawnych, którym zleceniodawca odmówił złożenia takiego wniosku o postojowe. Na tę zmianę wprowadzoną w Tarczy 4.0 trzeba było czekać aż miesiąc, ale wreszcie tysiące zleceniobiorców nie jest pozbawionych szans na zdobycie przysługujących im świadczeń.

Bizblog.pl poleca

Inną grupą, która przed wejściem w życie 24 czerwca Tarczy 4.0 była dyskryminowana, byli przedsiębiorcy, którzy oprócz prowadzenia firmy dorabiali, wykonując umowy-zlecenia czy pracując na jakiejś części etatu. Wcześniej „inny tytuł do ubezpieczeń społecznych” ich wykluczał z postojowego, ale to się zmieniło od wejścia w życie Tarczy. 4.0. Niestety tylko w teorii.

Wykluczeni i pominięci

ZUS sprytnie nie zrobił tego, co obiecał. Co z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą i posiadającymi umowę o pracę a tym samym inny tytuł ubezpieczenia społecznego? To rozwiązanie miało być wsparciem dla nas. Czyżbyśmy zostali wykluczeni i pominięci?

– pyta pani Anna, czytelniczka Bizblog.pl.

Niby wszystko jest w porządku. W treści oświadczenia w formularzu RSP-D do warunku „nie podlegam ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu” dopisano „albo podlegam ubezpieczeniom społecznym z innego tytułu i z działalności gospodarczej”. O tutaj:

Tych kilka słów pozwoliło wystąpić o postojowe osobom, które płacą obowiązkowe składki na ubezpieczenie społeczne, a jednocześnie wykonują pracę na etacie lub na umowie-zleceniu i z tego tytułu również podlegają obowiązkowym składkom społecznym. Dlaczego tak jest, to temat na osobny tekst, zostawmy to teraz.

Feralny „miesiąc poprzedzający”

Jak wiadomo, wniosków o postojowe nie składa się za żaden konkretny miesiąc, lecz za „miesiąc poprzedzający miesiąc złożenia wniosku”. Brzmi to okropnie, ale chodzi o to, że gdy składamy wniosek w lipcu, dotyczy on czerwca.

Słodką tajemnicą rządu pozostaje to, dlaczego nie składa się wniosków o postojowe za konkretne miesiące, bo tak skonstruowane przepisy mają dla tysięcy przedsiębiorców opłakane skutki.

Problem polega na tym, że warunkiem uzyskania prawa do postojowego jest wykazanie spadku przychodu o co najmniej 15 proc. w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku. Czyli jeśli ktoś składa w lipcu, musi oświadczyć (pod rygorem odpowiedzialności karnej!), że w czerwcu miał obroty niższe o 15 proc. niż w maju.

ZUS nie stanowi prawa, a jedynie realizuje obowiązujące przepisy

– podkreśla Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Kara za pracowitość

To kompletny absurd, bo w czerwcu rząd niemal całkiem odmroził gospodarkę i przytłaczająca większość firm mogła wznowić działalność lub przynajmniej zwiększyć obroty. Prawdziwe (często dramatyczne, nawet do zera) spadki obrotów notowali głównie w marcu czy kwietniu. Tych strat nie mają już jednak jak wykazać.

Problem jest wyłącznie z pierwszym wnioskiem o postojowe, bo przy drugim i trzecim wystarczy bardzo ogólnikowo zadeklarować, że „sytuacja nie uległa poprawie”. Nie musimy już wpisywać żadnych kwot. Niestety przedsiębiorcy, którym nie pozwolono złożyć wniosków o postojowe wraz z innymi, nie mogą teraz złożyć swojego pierwszego wniosku.

Dlaczego rząd wciąż nie naprawił tego rażącego bubla prawnego? W ten sposób w niezamierzony sposób finansowo karze się najbardziej pracowite osoby, którym niestraszna jest praca „na dwa etaty”.