Bruksela zwariowała. Prostowanie ogórków to nic w porównaniu z tym, co właśnie wymyślili europosłowie

Może naoglądałam się za dużo „House of Cards”, ale mam wrażenie, jakby ktoś w Parlamencie Europejskim miał na sumieniu na tyle kompromitujące grzechy, że daje się szantażować mleczarzom. Innego wyjaśnienia nie widzę. PE zajął się bowiem rozszerzeniem poprawki dotyczącej produktów wegańskich, która jest tak absurdalna, że nie wymyśliłby tego nawet ASZdziennik.

Parlament Europejski zajął się znowu poprawką 171. To przedziwny twór, który jest czymś, co należałoby nazwać cenzurą produktów pochodzenia roślinnego. Wegańskie zamienniki produktów mlecznych mają milczeć i nie dać po sobie poznać, że są alternatywą dla tradycyjnego nabiału. Chociaż są.

Co to dokładnie oznacza? Poprawka 171 zakłada, że mleko sojowe, kokosowe, migdałowe czy jakiekolwiek inne roślinne nie może być nazywane mlekiem, bo mleko pochodzi od krowy.

Osobiście uważam, że to głupie. Bo ile nazywanie mleka sojowego napojem sojowym jest ok, bo każdy, kto chce kupić ten produkt wie o co chodzi, o tyle już zakaz używania określana „śmietanka kokosowa” jest moim zdaniem niekorzystny dla konsumentów. Każdy, kto czasem korzysta z wegańskich przepisów wie, że czym innym jest mleko kokosowe i śmietanka kokosowa. Różnią się tak samo jak mleko krowie od śmietany.

Bizblog.pl poleca

Bruksela uważa, że nazywanie produktów wegańskich tak jak tych mlecznych może wprowadzać konsumentów w błąd, dlatego już tego zakazała w poprawce 171. A ja zachodzę w głowę, jak można myśleć, że śmietanka kokosowa to produkt odzwierzęcy?! To, co robi Bruksela, właśnie prowadzi do dezinformacji klientów, którzy muszą sporo się nagłowić przy półce sklepowej, czy to, co chcą kupić to mleko czy śmietanka z kokosa.

Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska na łamach „Rzeczpospolitej” zauważa, że jakoś określenie „słuchawka prysznicowa” nie powoduje, że klient może się czuć zagubiony w sklepie, bo pomyśli, że kupuje telefon. Gdzieś są granice tego absurdu, tymczasem okazuje się, że Bruksela dopiero się rozkręca.

Zakaz informowania o badaniach naukowych i pokazywania szklanki

Parlament Europejski właśnie rozpoczął 21 kwietnia negocjacje z Komisją Europejską i rządami poszczególnych krajów dotyczące rozszerzenia i tak już kontrowersyjnej poprawki 171.

Rozszerzenie to zakłada, że opakowania produktów wegańskich, które są alternatywą dla odzwierzęcego nabiału, nie mogą przedstawiać niczego, co z tradycyjnym nabiałem może się kojarzyć. Czyli na mleku kokosowym zakazane byłoby zapewne zdjęcie szklanki wypełnionej białą cieczą stojącej na łące, bo takie obrazki od razu kojarzą się z mlekiem krowim.

Zakazane miałoby być również używanie porównań do znanych nam określeń, że produkt jest „maślany” lub „kremowy”, bo to terminologia mleczarska.

A to nie koniec! Producenci wegańskich alternatyw dla nabiału nie mogliby również informować na opakowaniach o badaniach naukowych, które niepodważalnie pokazują, że produkty wegańskie pozostawiają znacznie mniejszy ślad węglowy niż ich zwierzęce odpowiedniki. Ba! Producenci nie będą mogli o tym również pisać w żadnych innych komunikatach, w tym mediach cyfrowych czy społecznościowych. Samych badań nikt nie podważa, są prawdziwe, ale producenci tych mniej szkodliwych dla klimatu produktów nie mogą o tym informować swoich klientów!

I na deser: zakazane ma być również informowanie na opakowaniu, że produkt jest bez laktozy.

Bruksela się pogubiła w walce ze zmianami klimatu

To większy absurd niż w gruncie rzeczy zmyślone regulacje dotyczące krzywizn bananów czy prostowania ogórków! Ale też większy skandal, bo równocześnie Bruksela stara się walczyć o politykę przyjazną klimatowi. Ewidentnie macki mlecznych lobbystów sięgnęły tym razem bardzo wysoko.

Szkoda, że europejskie lobby mleczne ma tak małą wyobraźnię. Trendu rosnącej popularności produktów wegańskich się już nie zatrzyma. Alternatywy dla nabiału to już ok 10 proc. rynku. Zrozumieli to już nawet niektórzy wielcy producenci jak Danone czy Nestle, którzy sami stawiają na wegańskie linie produktowe, podłączając się pod ten trend zamiast z nim walczyć.

Zrozumiał to nawet McDonald’s, który wprowadził już w Niemczech, a teraz wprowadza do Polski Veggie Burgera. Dlaczego kanapki wolno nazywać wegeburgerami, a producentom napojów kokosowych, owsianych itp. nie wolno nazywać ich wegemlekiem?