Przez skandal w Trójce Polskie Radio traci miliony. Za działanie na szkodę spółki grozi 8 lat…

Na aferze, która wybuchła w Trójce kilka miesięcy temu, Polskie Radio traci podobno miliony złotych miesięcznie, słuchalność spadła o połowę, o kryzysie wizerunkowym nie warto nawet wspominać. W państwie prawa zarząd i rada nadzorcza już dawno powinni stanąć przed sądem.

Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia.org/CC BY-SA 3.0

Może jestem naiwny, ale daleki jestem od tego, by całą dobrą zmianę posądzać za sytuację w mediach publicznych (nie tylko chodzi o skandal w Trójce). Całym sercem jednak jestem za tym, żeby te osoby, które doprowadziły do tej patologii, w końcu za to odpowiedziały.

„Rzeczpospolita” opublikowała w poniedziałek szacunki, z których wynika, że na skandalu, jaki w marcu wybuchł w Trójce, Polskie Radio traci 5-6 mln zł miesięcznie (chodzi o reklamy). Z tego powodu do końca roku spółka będzie do tyłu jakieś 40 mln zł.

Dziennik przytacza anonimowo pracownika działu marketingu Polskiego Radia, który nazywa Trójka „koniem pociągowym reklamy Polskiego Radia”.

Dlatego taka wizerunkowa katastrofa jak z Kazikiem czy nagłym wyrzuceniem Kuby Strzyczkowskiego topi finansowo całe radio. Gdyby nie dotacja Skarbu Państwa, radio poszłoby na dno

– przekonuje.

Tajemnica handlowa w publicznym Polskim Radiu

„Rzeczpospolita” podkreśla, że programów publicznego nadawcy z roku na rok słucha coraz mniej Polaków. W latach 2011-2015 słuchalność Trójki wynosiła ok. 8 proc., obecnie po pięćdziesięcioprocentowym spadku przeraża ledwie 4 proc. Do tych wyliczeń, a także pytań o brak przyszłorocznego budżetu, strategii i rosnące koszty Polskie Radio nie chciało się odnieść, zasłaniając tajemnicą handlową.

Bizblog.pl poleca

Nie jestem pewien, czy jako publiczny nadawca ma do tego prawo. W końcu straty, które wynikają bezpośrednio z decyzji podejmowanych przez zarząd, pokrywane są z kieszeni podatników… zarówno w postaci abonamentu RTV, jaki dotacji z budżetu państwa wypłacanej jako rekompensata za utracone wpływy abonamentowe.

No dobrze, ale przyjmijmy, że jak chcą tego zarząd, rada nadzorcza, a także Rada Mediów Narodowych, że Polskie Radio jest spółką prawa handlowego.

Prezes Polskiego Radia działa na szkodę spółki?

Jeśli w wyliczeniach, które przedstawiła „Rzeczpospolita” jest choć trochę prawdy, to nie dziwię się prezes Agnieszce Kamińskiej, że nie chce się wypowiadać. W państwie prawa, w jakim żyjemy, szefowa PR może wkrótce usłyszeć zarzuty z art. 296 Kodeksu karnego oraz art. 585 Kodeksu spółek handlowych.

W tym drugim przypadku paragrafy przewidują, że członek zarządu (rady nadzorczej, komisji rewizyjnej, likwidator) który swoim postępowaniem działa na szkodę spółki, podlega karze grzywny oraz pozbawienia wolności do lat 5. Oskarżeni z art. 296 K.k. mogą zostać skazani na karę pozbawienia wolności, która w zależności od szkód może wynosić od trzech miesięcy do 8 lat.

Dotyczy to delikwentów i delikwentek, którzy zarządzają sprawami spółki samodzielnie, a udowodniono im działania z zamiarem nadużycia uprawnień (lub niedopełnienia obowiązków) i woli spowodowania znacznej szkody majątkowej.

Polskie Radio traci 5 mln miesięcznie. Gdzie jest prokurator?

Kodeks karny wskazuje, że ze znaczną szkodą majątkową mamy do czynienia, gdy w grę wchodzi narażenie spółki na stratę, której wartość przekracza 200-krotność wysokość najniższego wynagrodzenia (2600 zł x 200 = 520.000 zł ). W przypadku szkody w wielkich rozmiarach, której wartość przekracza 1000-krotność (2,6 mln zł) najniższego miesięcznego wynagrodzenia, kara jest wyższa. Z doniesień „Rz” w przypadku Polskiego Radia mamy przekroczoną tę drugą stawkę co najmniej dwukrotnie…

Przestępstwo z Kodeksu karnego jest ścigane z urzędu. Gdzie jest więc prokurator?

Dla porządku przypomnijmy, że istnieje możliwość uniknięcia odpowiedzialność, nawet jeśli doszło do przestępstwa. Wystarczy, że sprawca naprawi w całości wyrządzoną przez siebie szkodę.