Śmialiście się z Kaczyńskiego, a tymczasem polskie płace rosną najszybciej na świecie. I co, głupio wam teraz?

W ciągu ostatnich 10 lat zarobki w Polsce wzrosły o prawie 56 proc., co oznacza, że jesteśmy szóstym krajem na świecie, gdzie place rosły najszybciej. Zła informacja jest taka, że ciągle  zarabiamy dużo mniej niż Czesi i nawet Słowacy, ale Węgrów kasujemy.

Pensja minimalna w Polsce na koniec przyszłego roku miała wynieść 4 tys. zł – tak kilka lat temu obiecywał prezes PiS Jarosław Kaczyński. Kiedy to mówił, minimalne wynagrodzenie wynosiło zaledwie 2250 zł, oczywiście brutto. To dlatego wszyscy się śmiali, a ci, co się nie śmiali, łapali się za głowę, że to za szybko, że firmy tego nie wytrzymają.

Rzeczywiście, ten plan raczej się nie uda. Wiemy już, że w przyszłym roku pensja minimalna ma wynieść 3600 zł brutto. Ale prawda jest taka, że jesteśmy naprawdę blisko i wszystkim to się opłaca.

Wzrost wynagrodzeń. Polska szósta na świecie

Dyskusję na temat tego, czy to dobrze czy źle, zostawię tym razem, ale ciekawe, że pozostałe pensje – nie tylko te najniższe, również gonią. I na pewno wiecie, jak szybko, choćby w ostatnich miesiącach, bo prasa od dawna zachwyca się danymi GUS pokazującymi, że średnie wynagrodzenie rośnie po kilkanaście proc. rok do roku.

Ale ponieważ mam dziś dobry nastrój, to zamiast straszyć was czymkolwiek, skupię się na dobrych informacjach, a taką są dane na temat tego, jak wzrost płac w Polsce wypada na tle innych krajów, bo okazuje się, że jesteśmy w tym niemal najlepsi na świecie.

Bizblog.pl poleca

Jak wam smutno i źle przez szarość za oknem, a codzienna dawka witaminy D nie pomogła, to zobaczcie, co poniżej. Otóż z zestawienia międzynarodowej firmy finansowo-księgowej Tipalti wynika, że Polska jest w czołówce krajów na świecie, w których w ciągu ostatniej dekady zarobki rosły najszybciej.

Na koniec 2021 r., przeliczając na dolary, żeby można było to jakoś porównać, średnie zarobki w Polsce wynosiły 13,3 tys. dol. rocznie. A jeszcze w 2011 r. było to zaledwie 8,5 tys. dol. To oznacza, że w ciągu ostatniej dekady nasze zarobki wzrosły średnio o 55,8 proc. I wiecie co? To pod względem tempa wzrostu daje nam szóste miejsce na świecie.

Owszem, mogło być lepiej, bo w takiej Łotwie na przykład wzrosły o 103,9 proc., zresztą lepsze od nas są wszystkie kraje bałtyckie, również Litwa i Estonia, ale nie bądźmy pazerni, jest naprawdę nieźle i solidnie nadrabiamy przepaść. 

Dla porównania w takich Stanach Zjednoczonych zarobki rosły w ciągu ostatnich dziesięciu lat o 38,9 proc., co daje USA dziesiąte miejsce.

Polacy zarabiają dużo mniej niż Czesi, ale Węgrów kasujemy

No dobra, to jeszcze łyżka dziegciu – gonimy szybko, ale ciągle jesteśmy jeszcze dość daleko pod względem wysokości płac – dokładnie na 32. miejscu na świecie. To, że prześcigają nas Niemcy, to nic dziwnego, tam średnie roczne zarobki to 42,9 tys. dol. Wielka Brytania? 43,7 tys. dol. Szwajcaria? 91,9 tys. dol. I to daje jej pierwsze miejsce w światowym rankingu.

Ale gorzej, że pod względem wysokości zarobków zarabiamy również mniej niż Czesi – tam średnie roczne zarobki to 18,7 tys. dol., a nawet Słowacja – 15,8 tys. dol. Na pocieszenie wygrywamy z Węgrami, gdzie roczna płaca to 10,6 tys. dol.

Co z płacą minimalną wspólnego mają średnie płace, oprócz tego wyższe „doły” zwyczajnie podnoszą średnią statystyczną? Badania jasno wskazują, że podwyżki płacy minimalnej ciągną do góry również resztę płac. 

Zanim zaczniecie krzyczeć, że to strasznie źle, bo to właśnie nakręca inflację, to zatrzymajcie się i zastanówcie, czy nie nakręcało jej pompowanie miliardów złotych w gospodarkę, żeby nie pozwolić masowo upadać firmom w pandemii. Bo tak się składa, że to akurat był najbardziej inflacjogenny czynnik tego, co widzimy teraz. Ale przedsiębiorcy jakoś wtedy nie płakali, że to nieodpowiedzialne rozdawnictwo, że to zło, zadłużenie i nakręci konsumpcję.